„Pudzian” oskarżony o nalot na hotel, kradzież rzeczy i przepędzenie gości. Co na to sam zawodnik? [WIDEO]

Gwiazdor federacji KSW i jeden z pionierów MMA w Polsce – Mariusz „Pudzian” Pudzianowski (12-7, 1 N/C) wpadł ostatnio w rzekome kłopoty z prawem. Piszemy rzekome, bowiem został oskarżony przez Andrzeja Kowalczyka – właściciela hotelu w Andrychowie o nalot, kradzież rzeczy i przepędzenie gości, którzy… celebrowali wesele.

O całej sytuacji pisał Super Express, który dotarł do nagrań z rzekomego nalotu, w którym zawodnik KSW wraz z grupą pięciu-sześciu kolegów zajął andrychowski hotel. „Pudzian” kupił bowiem połowę własności nieruchomości i zaczął „czyścić” swoją część poprzez wykręcanie zamków, wywożenie rzeczy i przepędzanie gości.

Jak tę sytuację widzi sam „Pudzian”?

Zawodnik KSW opublikował w mediach społecznościowych wyjaśnienie do całego zamieszania:

„Rzeczywistość jest troszkę inna, niż to media pokazują. Mam taką zasadę, że swojego życia prywatnego nie pokazuję, ale muszę pewne rzeczy naprostować.

W lipcu zakupiłem 50% udziału w hotelu w Andrychowie i o tym fakcie poinformowałem współwłaściciela hotelu Andrzeja Kowalczyka. Dostał informację telefoniczną, dostał też pisemko. Chciałem się z nim spotkać, by ustalić zasady współpracy. Pan Andrzej nie chciał współpracować, bo uznaje się za właściciela hotelu i twierdzi, że akt jest nieważny. Złożył dwa zażalenia o prawa do hotelu, które zostały odrzucone.

Była właścicielka przekazała mi zatem 50% prawdziwej wartości hotelu, dostałem klucze do trzeciego i czwartego poziomu hotelu i przez jakiś czas użytkowałem i wynajmowałem pokoje. Wynajmowałem ich sześć czy siedem, a pan Andrzej Kowalczyk wynajmował trzynaście. Uznałem, że od lipca, jeśli pan Andrzej wynajmował te pokoje, to należy mi się pewna gratyfikacja, jako właściciela 50% udziałów hotelu. […] Z chwilą zakupu nabyłem zatem prawo do 50% zysków.

Pewnego razu podobno najechałem na hotel, pobiłem gości, przepędziłem, a prawda jest taka, że mój pracownik, który sprzątał pokoje, zgubił klucze do pokoi, których nie mógł potem znaleźć. Ja byłem wtedy w Stanach Zjednoczonych i powiedziałem, żeby zgłosił on ten fakt na policję, a jak wrócę to się tym zajmę. Kiedy chciałem to sprawdzić, okazało się, że pan Andrzej pozmieniał zamki w pokojach, których klucze zniknęły. Miałem drugie klucze do tych pokoi, więc moi pracownicy zmieniali zamki na te, do których miałem klucze. To powiedziałem też policji.

W pewnym momencie stwierdziłem też, że należy odmalować te dwa piętra, bo one są brzydkie i trzeba je wyremontować. Więc mówię, żeby zabrali te wszystkie rzeczy stamtąd. Potem okazało się, że nie ma światła, prądu, gazu, niczego i okazało się, że pan Andrzej Kowalczyk zamknął kotłownię i całą rozdzielnię. Uznałem, że muszę się tam dostać. Potem pan Andrzej Kowalczyk wezwał policję, która śmiała się z całej sytuacji, bo okazało się, że włamuję się do własnej kotłowni…”

Więcej:

Witam!!! Posłuchajcie i ocencie sami!!!Małe sprostowanie dotyczące hotelu w Andrychowie.Bo współwłaściciel zagalopował się za bardzo!!!mała prośba podajcie to dalej !!!Ps:bedzie potrzeba pokaże tu skany uzasadnienia z sądu z dwóch instancji i wyrok z sądu ze mogę kupić i jestem pełnoprawnym współwłaścicielem a co za tym idzie, mogę korzystać i czerpać dochody z tego hotelu!!!

Opublikowany przez Mariusz Pudzianowski Piątek, 19 kwietnia 2019