MMA PLUFCKilka powodów, by obejrzeć – UFC Fight Island: Kattar vs Ige

Kilka powodów, by obejrzeć – UFC Fight Island: Kattar vs Ige

Foto: UFC
Foto: UFC

UFC nie przestaje rozpieszczać fanów sportów walki. Dopiero co za nami gala z numerem 251, a już nadchodzi Fight Night w samym środku tygodnia. Spora część fanów postawiła jednak krzyżyk nad wydarzeniem. Czy słusznie? Według mnie jest kilka powodów, by tę galę obejrzeć.

Byli mistrzowie Cage Warriors powracają

Aż trzech byłych posiadaczy pasów mistrzowskich Cage Warriors będziemy oglądać na karcie wstępnej najbliższego UFC. Jako pierwszy w klatce zamelduje się Jack Shore. Niepokonany Walijczyk zadebiutował dla amerykańskiego giganta w grudniu zeszłego roku. Po trzech rundach parterowej dominacji poddał on Nohelina Hernandeza. Po drugiej stronie oktagonu stanie Aaron Philips – 30-letni Amerykanin posiadający serię pięciu zwycięstw z rzędu. Philips miał już okazję walczyć dla UFC w 2014 roku. Jest głównie uderzaczem, ale np. w starciu z Aristonem Francą pokazał dość sprawną obronę z pleców. Czy wystarczy to na parter Shore’a? Warto zobaczyć.

Nieco później w klatce zobaczymy Jareda Gordona i Chrisa Fishgolda. Zacznijmy od Amerykanina – Gordon to bardzo twardy pięściarz, zaprzęgający do działania zapasy w sytuacjach kryzysowych. „Flash” nie bije mocno i w wadze lekkiej nawet te nie aż tak ciężkie ciosy robiły na nim wrażenie. Stąd decyzja o zmianie kategorii na piórkową może wydać się korzystna. Naprzeciwko niego stanie Fishgold, czyli świetnie odnajdujący się na ziemi Anglik. Były mistrz Cage Warriors w wadze piórkowej zechce odbić się po zeszłorocznej porażce z Makwanem Amirkhanim. Przy bojowej postawie Anglika i boksie Gordona może być to pasjonujące widowisko.

Zaraz po nich do oktagonu wejdą reprezentanci wagi półciężkiej: Modestas Bukauskas oraz Andreas Mihalidis. Litwin może być znany polskiej publiczności. W marcu zeszłego roku pod koniec drugiej rundy znokautował on Marcina Wójcika. Bukauskas to przede wszystkim kickbokser dobrze pracujący prostymi. Może to dać naprawdę ciekawą konfrontację z Mihalidisem. Grek jest naprawdę eksplozywny w stójce, przyjemnie ogląda się jego obrotowe ataki łokciem czy kopnięcia rodem od Edsona Barbozy. Walka może skraść wieczór, więc polecam obserwować.

O remisie z Tuchugowem oraz one-punch-manie słów kilka

Lerone Murphy zrobił na mnie ogromne wrażenie w swoim debiucie dla UFC. Mało kto debiutując dla amerykańskiego giganta dostaje tak mocne nazwisko na start, jak Zubajra Tuchugow. I jeszcze mniej osób radzi sobie w starciu z takim nazwiskiem dobrze. Murphy w stójce kąsał Dagestańczyka soczystymi razami z obu pozycji, a w parterze zagrażał mu ciasnymi próbami poddań. Ostatecznie „ledwie” zremisował, ale pokazał się świetnie. Tak też zapowiada się jego konfrontacja z Ricardem Ramosem. 24-letni Brazylijczyk wygrał swoje dwie ostatnie walki. Jest to niezwykle aktywny grappler, lubiący stójkową nonszalancję. To z jaką siłą, a wręcz powiedziałbym, że dzikością, rzuca swoimi rywalami, jak szalenie się kręci z backfistami daje nadzieję, że w konfrontacji z Murphym będziemy świadkami dynamicznego pojedynku.

Kartę główną otworzy Abdul Razak Alhassan. 34-latek walczący pod flagą Ghany dysponuje piorunującym ciosem. Wszystkie ze swoich dziesięciu wygranych skończył przez nokauty. Do oktagonu wróci po prawie siedmiuset dniach nieobecności. Styl walki Alhassana nie jest szczególnie skomplikowany. „Judo Thunder” zawsze od początku rusza ostro na swoich rywali, zasypując ich gradem ciosów. Da to na pewno ciekawe zestawienie z Mounirem Lazzezem. Tylko o losach dwóch walk Tunezyjczyka musieli decydować sędziowie. Siedem z ośmiu wygranych przez nokauty. Dodatkowo, sporo ostatnich walk Lazzeza odbyło się pod banderą Brave CF, więc bardzo porządnej organizacji. Dlatego nie spodziewam się tutaj “lipy”.

Dania główne

Trzy ostatnie walki są definitywnie najciekawszą częścią gali i również warto poświęcić im kilka słów. Zacznijmy więc od walki między Codym Stamannem a Jimmiem Riverą. „Spartan” wygrał trzy z ostatnich pięciu walk, a jedynej porażki w tym okresie zaznał z rąk Aljamaina Sterlinga. Wynik dobry a jak z umiejętnościami? A no dobrze – Stamman to przede wszystkim zapaśnik. W collage’u startował w drugiej dywizji NCAA. Dodajmy szlifowaną od wielu lat stójkę, i dostajemy ciekawego zawodnika. Jasne, nie wygrał w UFC jeszcze przed czasem, ale w mojej ocenie daleko mu do chociażby Kamaru Usmana w kontekście braku emocji w klatce. Jego rywal natomiast będzie mocno zmotywowany. Jimmie Rivera przegrał dwa ostatnie pojedynki i trzeci najpewniej wyrzuci go poza pierwszą dziesiątkę rankingu, jak nie zwolni z kontraktu. Rivera najlepiej odnajduje się w płaszczyźnie uderzanej, gdzie dysponuje dużą dynamiką. Jeśli będzie bronić sprowadzeń Stammana szykują się fajerwerki.

Dwie ostatnie walki natomiast to coś, co fani „Just Bleed” koniecznie muszą zobaczyć. Na walkach Tima Elliotta ciężko się nudzić. Były pretendent do tytułu wagi muszej za nic ma sobie defensywne, i robi wszystko, by jego walki były jak najbardziej widowiskowe. Zwłaszcza widać to w kontekście zapaśniczym – gdy Elliott obala, to rzuca rywalem jak workiem ziemniaków co ogląda się świetnie. Ryan Benoit też nie zwykł ustępować pola, a z jego defensywą, możemy być świadkiem naprawdę dynamicznego boju.

W walce wieczoru natomiast mamy walkę, która powinna wyłonić przyszłego pretendenta do tytułu. Zarówno Calvin Kattar jak i Dan Ige nie zostawiają powodów do nudy. Obaj panowie to agresywni, twardzi zawodnicy, chętni do wymian na pięści. Ige dodatkowo jest posiadaczem czarnego pasa w brazylijskim jiu-jitsu. O Kattarze natomiast mówi się, że ma najszybsze ręce w kategorii piórkowej.

To będzie dobra noc dla fanów MMA!