4 walki które warto nadrobić – Bellator 207 & Bellator 208

Ten weekend dla fanów mieszanych sztuk walki był dosyć obfity, pomimo braku eventu spod szyldu największej organizacji MMA na świecie – UFC. Fani „MMA pod wódeczkę” dostali FameMMA. Ci zaś, którzy raczą się „trochę” większym poziomem sportowym, mogli ostrzyc sobie zęby na PFL 9 oraz dwie gale Bellatora z numerami 207 i 208. Z racji, że 9 galę organizacji Proffesional Fighters League muszę jeszcze nadrobić (a w planach i tak mam artykuł co sądzę o tworze znanym jako PFL), skupię się na wyróżnieniu 4 „najfajniejszych” moim zdaniem walk minionego weekendu w organizacji Scotta Cokera.

#1 FEDOR WRÓCIŁ

Tak, tak, tak. Pewnie większość z was już ma dość artykułów o Fedorze (w myślach zawsze będę go nazywał Fiodorem, jak powinno wynikać z transkrypcji) wylewających się z portali o MMA jak grzyby po deszczu. Ale nie można ukryć – było to największe nazwisko walczące tego weekendu. Podczas jego potyczki z Chaelem Sonnenem poczułem się tak z 9 lat młodszy. Było wszystko, do czego Ostatni Car przyzwyczaił nas przez całą swoją karierę – szybkie ręce, rzuty godne olimpijskiego judoki, tarapaty, z których oczywiście musiał się wydostać. No i Ground&Pound. Czułem się, jakby ktoś mi zapuścił jakieś „Best of PRIDE”, gdy Emelianenko bił cios za ciosem w twarz Sonnena. Polecam.

#2 Sergei Kharitonov vs Roy Nelson

Pomijając krótką przerwę spowodowaną faulem Rosjanina, panowie stali na środku klatki i wymieniali się uprzejmościami niemal całą rundę. Kharitonov i Nelson przyzwyczaili nas do zadawania mocnych sierpo-cepów, których celem jest urwanie rywalowi głowy wraz z płucami. Bo, czy chcą tego techniczni puryści czy nie, fani kochają, gdy dwóch gości idzie na wymianę, której celem jest znokautować rywala. Bardzo przyjemny brawl, zakończony bardzo widowiskowym nokautem. Zresztą, to mogłoby być hasło reklamowe tego pojedynku – Roy Nelson znokautowany? No trzeba zobaczyć JAK komuś udało się tego dokonać.

#3 Widowiskowy nokaut Mandela Nallo

90% ludzi czytających to nazwisko powie słynne McGregorowe Who da f**k is this guy? I trochę jest to uzasadnione, bo Kanadyjczyk walczył do tej pory tylko raz w dużej promocji – na gali Bellator 189 w 18 sekund znokautował Aleca Williamsa wysokim kopnięciem. Ale po dzisiejszym występie Nallo udowodnił, że warto śledzić jego karierę. Bardzo widowiskowa stójka, kreatywny w parterze, zawodnik mogący walczyć bez zbędnych przestojów. Ma co prawda 29 lat, więc nie mogę go nazwać młodym, perspektywicznym zawodnikiem. Ale po dzisiejszym nokaucie jestem pewien że chętnie zerknę na kolejny pojedynek tego zawodnika, co polecam i wam.

#4 Kongo usypia pogromcę Polaków.

43 letni Cheick Kongo zrobił coś, czego nie zrobił o dekadę młodszy Marcin Tybura czy nieco tylko starszy Daniel Omielańczuk – pokonał Timothego Johnsona. Brutalnie. W 68 sekund. Prosta zapaśnicza kontra i ground and pound były kluczem do zwycięstwa Paryżanina. Pewnie wielu powie, że to kwestia braku USADA. Ale ja wiem, że to była prosta technika (w rozumieniu techniczno-taktycznym. Siłowo Kongo musiał na pewno trochę się natrudzić, by ją zastosować). Polecam. Gdyby tą walkę opisać memem, byłoby to coś w stylu: Zamulacze go nienawidzą! Odkrył jeden prosty trik jak nie dać się wpychać w siatkę…

Krótko:

– Benson Henderson fauluje i jest w tym mocno bezczelny. Choć niestety, wychodzi na tym dobrze

– Ryan Bader raczej wygra turniej wagi ciężkiej, ale na pewno nie będzie ulubieńcem publiczności

– Młody Kimbo Slice mnie nie przekonuje. Nie ma ani „fejmu” ojca ani jakiś wybitnych umiejętności

– Spodziewałem się więcej po Larkinie