MMA PLBez kategorii“Trzeba być superbohaterem!” – rozmowa z Danielem Dowdą!

“Trzeba być superbohaterem!” – rozmowa z Danielem Dowdą!

65zdjeciedowda

Daniel Dowda jest chyba jednym z nielicznych zawodników MMA w Polsce, który wielokrotnie doznawał urazów kolan. Mimo tego nie przeszkodziło to „Kociao” w kontynuowaniu kariery zawodniczej. Kilka miesięcy temu miał kolejną już operację kolana, a dzisiaj już trenuje i przygotowuje się do kolejnej swojej walki.

Dla wszystkich fanów Daniela przygotowałem dość obszerną rozmowę. Zapraszam do czytania i życzę miłej lektury.

Cześć Daniel. Co słychać? Jak przebiega rekonwalescencja? Czy są to nadal zajęcia typowo rehabilitacyjne, czy może trenujesz już normalnie, ale nie z pełnym obciążeniem?

– Siema. Trenuję już normalnie, lecz rehabilitacja trwa dalej. Czuję się bardzo dobrze!

Na pewno, co jakiś czas odwiedzasz gabinety lekarskie, żeby dowiedzieć się jak wygląda stan kolan, które miałeś operowane. Co lekarze mówią, jest wszystko w porządku, każą uważać?

– W tej chwili chodzę na kontrole lekarskie raz w tygodniu, ponieważ przyjmuję leki dostawowe w zastrzykach, w oba kolana. Mój stan kolana jest naprawdę bardzo dobry, a mięsień odbudowany. Przeszczep się trzyma, a kolano jest stabilne.

Jesteś “polskim weteranem” kontuzji kolan. Zapewne wiesz, że kolega z “KSW Team” Jan Błachowicz nabawił się również urazu kolana i także czeka go operacja. Wiem, że lekarzem nie jesteś, ale wiesz z autopsji jak to przebiega, dlatego proszę żebyś o tym powiedział.

– Jankowi bardzo współczuję. Wiem, co to znaczy mieć taką kontuzję. Ważne, aby nie przejmować się zbytnio samym urazem i skupić się maksymalnie na rehabilitacji, która praktycznie jest też treningiem, tylko innego rodzaju. Jeżeli chodzi o samą operację to w dużym skrócie wygląda to następująco. Najpierw wycinają ci kawałek mięśnia, przytwierdzają go śrubami do kości i masz nowe wiązania w stawie. Pierwsze dwa tygodnie po zabiegu są najcięższe, bo nic nie da się robić. Kolejne dwa tygodnie to praca nad wyprostem kolana i odbudowaniem mięśnia oraz rozciągnięciem mięśnia łydki, który jest przykurczony. Nie można również zapomnieć o ćwiczeniach stabilizujących staw.

Po upływie czterech do pięciu tygodni można odstawić stabilizator. Kolejne dwa tygodnie to dokładnie to samo, czyli stabilizacja stawu i odbudowa mięśnia. Po ośmiu tygodniach od operacji można zacząć próby biegowe. Po dwunastu tygodniach zaczynają się ćwiczenia rehabilitacyjne z maksymalnym obciążeniem.

Gdy miną cztery miesiące od operacji można powoli, stopniowo wchodzić w trening. Po pół roku można być gotowym do walki.

Oczywiście wszystko zależy od reakcji stawu na obciążenie organizmu i wielu innych czynników. U każdego może to przebiegać inaczej. Więzadło cały ten okres się przebudowuj. Po dwunastu miesiącach stanowi sto dwadzieścia procent poprzedniego, czyli jest mocniejsze, po sześciu miesiącach jest to osiemdziesiąt procent ze stu dwudziestu tego przebudowanego, więc jest super. Jednak SA to tylko liczby, a ludzka wola to już co innego. Znam ludzi, którzy trenują bez więzadła krzyżowego i mają stabilne kolana i ani śladu po jakiejkolwiek kontuzji. Po prostu trzeba być superbohaterem!

Wróćmy do ciebie, kiedy zobaczymy Daniela Dowdę na ringu?

– Jedenastego grudnia na dwunastej gali „Konfrontacji Sztuk Walki”.

W jakim limicie wagowym będziesz walczyć?

– Do osiemdziesięciu pięciu kilogramów.

Czy rozpocząłeś już przygotowania?

– Przygotowania już rozpocząłem. Jestem skupiony na treningu i gwarantuję, że w grudniu będę w doskonałej formie.

Ostatnio rozmawiałem z Maciejem Górski i zapytałem jego o nową inicjatywę Federacji KSW, czyli obóz. Do ciebie również zwracam się z takim pytaniem. Jak wrażenia?

– Wrażenia naprawdę super! Fajne miejsce, super skład i niezła mata. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Czy Twoim zdaniem takie zgrupowania są potrzebne i powinny być organizowane częściej?

– Pewnie, że są potrzebne! Jeżeli ktokolwiek myśli poważnie o sporcie powinien ciągle się szkolić. J to idealne rozwiązanie dla osób, których kluby nie organizują obozów. Tutaj wszystko było podane na tacy, tylko trzeba umieć to wziąć i przetrawić, ponieważ sama potrawa jest bardzo pikantna. Sam osobiście jeżdżę od lat na obozy sportowe. Dwa zgrupowania w roku to warunek przygotowania formy na sezon zasadniczy.

Minęło już kilka miesięcy od narodzin twojego syna. Jak “Kociao” sprawdza się w roli ojca?

– Oto należałoby zapytać moją żonę, ale nie dam ci do niej numeru telefonu. (śmiech)

Bezproblemowo zmieniasz pieluchy, czy jak większość mężczyzn pozostawiasz to małżonce?

– Zmieniam, zmieniam. Śmierdząca sprawa. (śmiech)

A kiedy pierwszy trening z synem? Jak tylko zacznie chodzić? Będziesz chciał aby mały Daniel zaczął wcześniej niż Marcel, syn Michała Materli?

– Mój syn już ze mną trenuje, zabieram go na siłownię. Ja jeżdżę na rowerze on śpi. Trenuję na sali on śpi. Na razie nasiąka tą całą atmosferą. Syn „Cipao” jest od niego starszy, więc mały Daniel jak dorośnie będzie miał się od kogo uczyć. Tak jak jego ojciec uczy się od Michała.

Daniel, wielkie dzięki za rozmowę. Jeśli chciałbyś jeszcze coś komuś przekazać to proszę, masz teraz chwilę.

– Chciałbym tylko podziękować całemu personelowi medycznemu ze szpitala wojskowego w Szczecinie, a w szczególności ordynatorowi oddziału ortopedii, doktorowi Dawcewiczowi za to, że mnie poskładali w całość. Również podziękowania należą się mojemu fizjoterapeucie Tomkowi Strzałkowskiemu, który doprowadził mnie do formy. Dziękuję i pozdrawiam! Daniel Dowda.

Rozmawiał Artur Przybysz

Źródło: www.konfrontacja.com