MMA PLBez kategoriiRecenzja – Shooto Tradition I

Recenzja – Shooto Tradition I

nakakura vs ganjo

3,900 fanów zebrało się w nowym gmachu JCB Hall, aby obejrzeć pierwszą galę z serii Road to the 20th Anniversary. Na karcie walk widniało wiele znanych i mniej znanych nazwisk. Jednak fani głównie przyszli po to, aby zobaczyć w akcji dwie wielkie legendy Hayato Sakurai i Rumina Sato.

Gala obfitowała w wiele niespodzianek i wyłoniła nowego mistrza świata w kategorii -70kg. Poniżej opiszę walki jakie można było obejrzeć za pośrednictwem PPV ze stacji SkyPerfectTV.

 

 Pierwszy pojedynek jaki miałem okazję obejrzeć była walka pomiędzy wschodzącą gwiazdą Shooto Shinji ‘the triangle’ Sasaki i francuskim fighterem Bendy Casimir. Obydwaj zawodnicy preferują walkę w parterze i udowodnili to podczas tego pojedynku. Sasaki był tym któremu udawały się skuteczne obalenia, ale Casimir za każdym razem znajdował sposób na to, aby zamiast na plecach znaleźć się na górze. Niewątpliwie aktywniejszym zawodnikiem był Shinji, ale kolejne próby omoplaty i trójkątów na niewiele się zdały. Bendy jako silniejszy fighter kontrolował walkę z topu i sam wykonał kilka prób dźwigni i duszeń, przed którymi Japończyk się sprawnie obronił. Po 3 rundach werdykt sędziów mógł być tylko jeden. Francuz wygrał jednogłośną decyzją sędziów.

Pomimo przegranej Sasaki pokazał swoje wyśmienite parterowe zdolności i na pewno dalej będzie siłą w kategorii -70kg w Shooto. Pytanie brzmi, czy jeszcze zobaczymy Bendy w Japonii. Pokazał się z dobrej strony pokonując znanego młodego fightera. Wygrana z Sasaki była jego dziesiątą z rzędu. Reprezentant starego kontynentu może sporo zamieszać w kategorii gdzie prym wiodą znakomici stójkowicze.

Japońscy fani niepocieszeni faktem porażki swojego rodaka, spodziewali się, że w następnym pojedynku kolejny młody talent Yusuke Endo rozniesie na strzępy młodego nieznanego Vince Ortiza. Jak później się okazało grubo się pomylili i niespodzianka wisiała w powietrzu.

Po jednej z wymian w stójce Ortiz trafił prawym prostym i Endo wylądował na deskach. Sędzia wkroczył i Yusuke miał 10 sekund na dojście do siebe. Na twarzy Japończyka zarysował się lekceważący uśmieszek i był znowu gotowy do walki. Pojedynek został wznowiony, Ortiz poczuł krew swojej ofiary i z furią rzucił się, aby wykończyć napoczętego już Yusuke. Endo jednak w mgnieniu oka wrócił do siebie i potężnym prawym sierpem posłał Amerykanina na deski. Resztką sił, albo raczej woli Vince podniósł się z ringu i wyraził chęć na wznowienie pojedynku. Japończyk nie popełnił błędu swojego przeciwnika i zachował spokój, zamiast zaatakować gradem ciosów sprowadził Ortiza do parteru i poddał go przez mataleo. Walka była niesamowita, a Endo pokazał jeden z najlepszych comeback’ów roku!!!

W następnym pojedynku mieli się zmierzyć Yasuhiro Urushitani i Ryuichi Miki. Przed walką byłem przekonany, że Urushitani będzie tańczył wokół Ryuichi i zasypywał go szybkimi prostymi. Tak też się początkowo działo. Yasuhiro trzymał się swojej sprawdzonej taktyki, która dała mu zwycięstwo chociażby z królem tej kategorii Mamoru ‘the fro’ Yamaguchi. Miki jest typowym tworem Shooto, czyli umie wszystko, ale nic perfekcyjnie. Ryuichi stoczył jedne z najlepszych pojedynków jakie w życiu widziałem, ale logika mi mówiła, że przeciwko Yasuhiro nic nie pokaże. Co się jednak okazało? Miki narzucił przeciwnikowi swój sposób walki. Wierzcie lub nie, ale Urushitani w 3 rundzie wszedł z Miki w wymiany bokserskie, w życiu bym się tego nie spodziewał, Ryuichi zaczął coś wykrzykiwać i chyba przestraszył doświadczonego Yasuhiro. W tych dzikich wymianach bokserskich górą był Miki. Dzięki 3 rundzie Miki uchronił się od porażki i wywalczył remis. Jeden sędzie dał nawet zwycięstwo Ryuichi. Kolejna wielka niespodzianka. Prawdopodobnie podopieczny Caol Uno stracił po tym pojedynku szansę na walkę z BJ o mistrzostwo na rzecz Mamoru Yamaguchi, którego przecież wcześniej pokonał.

 

W kolejnych walkach pozostały już same gwiazdy i wielcy faworyci, nikt nie przypuszczał, że dojdzie do kilku następnych niespodzianek.

A jednak! Na pierwszy ogień poszedł Lion Takeshi, który walczył z nieznanym amerykańskim importem Savant Young. Uważany za jednego z dwóch najlepszych zawodników w kategorii -65kg miał wygrać walkę z Amerykaninem ku uciesze zgromadzonych fanów i widzów przed telewizorami. Savant Young w oczach komisji Shooto był tak słabym zawodnikiem, że nie zasługiwał na kategorię A.

Pierwsza runda przebiegała tak jak się wszyscy spodziewali w stójce Lion swoim defensywnym stylem zdobył lekką przewagę, a pod koniec sprowadził przeciwnika do parteru. W drugiej rundzie Savant był trochę bardziej agresywny i w pewnym momencie Lion się poślizgnął przy kopnięciu i spróbował naprawić sytuację przez beztroskie wejście w nogi. Savant to od razu wykorzystał i założył Lionowi popularną gilotynę. Dźwignia była na tyle silna, że Takeshi prawie odklepał. W ostatniej chwili ku zdziwieniu publiki wyskoczył z ringu!!! Za taki ruch został ukarany przez sędziów ale walka została wznowiona od stójki. Teraz jedyną szansą na wygranie walki, było skończenie jej przed czasem. Lion od razu się wziął do dzieła i rzucił się do desperackiego ataku. W 20 sekund przed końcem walki udało mu się wejść na top Savanta, jednak ten się skutecznie obronił. Po 2 rundach sędziowie ogłosili zwycięstwo Amerykanina. Nie ma co ukrywać, że Savant w następnej swojej walce będzie już miał licencję na walkę w wymiarze 3 rund.

W końcu doszło do walki na którą wielu czekało ‘charisma’ miał zmierzyć się w pojedynku z Akitoshi Tamura, który dopiero co stracił tytuł mistrzowski na rzecz Hideki Kadowaki. Jak w każdym pojedynku Rumina Sato ludzie spodziewali się czegoś kosmicznego, nie z tej ziemi. No i się doczekali. Rumina rzadko zawodzi swoich fanów. Może już nie jest młody, ale finezji mu na pewno nie brakuje. Dla każdego adepta MMA pojedynek z Rumina Sato jest niczym spełnienie marzeń. Sato przed walką twierdził, że jest w świetnej formie i to potwierdził. Początkowo pierwsza runda była dla Tamura, który obalił Sato, a następnie znalazł się na jego plecach. No właśnie, można pomyśleć przerąbane, pewnie Sato zaraz przegra przez mataleo, niedoczekanie. Rumina Sato postanowił się nie poddawać i pokazał jedną z technik jaką ma w swoim bogatym arsenale. Mianowicie założył dźwignię na łokieć Tamura, a następnie z impetem rzucił się na matę i Akitoshi wylądował twarzą na ziemi. Trudno to wytłumaczyć więc proponuję samemu to obejrzeć i się przekonać o geniuszu jego wysokości Sato. Pomimo faktu, że Akitoshi się znajdował na plecach to Rumina był bardziej niebezpiecznym zawodnikiem. Z niecierpliwością kibice oczekiwali drugiej rundy, która okazała się być popisem już tylko jednego fighetra. Rumina zniszczył Akitoshi i pod koniec rundy twarz młodego śmiałka przypominała pizze. W trzeciej rundzie doszło jednak do niespodzianki, zmasakrowany Akitoshi trafił kopnięciem Sato, który instynktownie sprowadził walkę do parteru, tam Tamura szybko przeszedł gardę weterana i poddał Sato przez duszenie south/north. Niespodziewany obrót sytuacji, ale zdążyłem do tego przywyknąć(co nie zmienia faktu, że chodziłem przybity przez następny cały dzień). Dzięki temu zwycięstwu Tamura utrzymał się w czołówce kategorii -65kg, a Sato spadł o kilka oczek. Mam nadzieję, że zobaczymy jeszcze charyzmę w akcji.

 

Mach, taki przydomek otrzymał kiedyś Hayato Sakurai, ponieważ był niesamowicie szybki, niczym samolot odrzutowy. Myślę, że czas na zmianę pseudonimu, bo w walce z Davidem Baronem był prawie tak wolny jak Bob Sapp, a zmęczył się nawet szybciej. Jeden z najlepszych europejskich zawodników nie miał najmniejszych problemów, najpierw ze zdemolowaniem twarzy miejscowego bohatera, a następnie z poddaniem go przez gilotynę. Czyżby walka Baron/Aoki o mistrzostwo wisiała w powietrzu?

W takiej o to atmosferze pełnej niesmaku i zaskoczenia dotrwaliśmy do main event, gdzie Takashi Nakakura skrzyżował rękawice z Ganjo Tentsuku. Nakakura to mistrz okręgu pacyfiku, który anihilował już całą kategorię -70kg. Ganjo już wcześniej przegrał walkę z Takashi, jednak dzięki zwycięstwu z Mizuto Hirota(aktualny mistrz GCM) dostał szansę o pas, który należał wcześniej do Tatsuya Kawajiri. Doświadczony, mądrze walczący Nakakura miał się zmierzyć z dziko walczącym Ganjo. Jak zwykle bywa woda ugasiła pożar. Wyrachowany Nakakura punktował Ganjo i nie wdawał się w głupie dzikie wymiany, w których Tentsuku byłby górą. Warto zwrócić uwagę na to, że w tzw brudnym boksie Ganjo radził sobie znacznie lepiej i klincz zdecydowanie należał do niego, dlatego też Takashi Nakakura unikał takich sytuacji. Nakakura bardziej zaimponował sędziom i zainkasował najważniejsze zwycięstwo w swojej karierze. Został dziewiątym mistrzem kategorii -70kg. Obecnie nie widzę, ani jednego zawodnika w Shooto, który był by mu w stanie zagrozić. Czy ktoś stanie na drodze Takashi? Może Bendy Casimir? Poczekamy zobaczymy.

Sporo niespodzianek i rozczarowań jak na jedną galę. Mam nadzieję, że zagraniczni zawodnicy otrzymają kolejne szanse walki i postarają się udowodnić, że ich wygrane nie były tylko przypadkiem. Czekam z niecierpliwością na rewanż Liona z Savant Young.

Będę was informował na bieżąco co się dzieje w światku shooto. Więc nie pozostaje wam nic innego tylko czytać artykuły upartego ripa.