Phil de Fries o swojej przyszłości: W KSW są dobre pieniądze, dobrze mnie tu traktują, nie chcę odchodzić

Foto: KSW
Foto: KSW

Aktualny mistrz wagi ciężkiej federacji KSW, Phil de Fries (16-6, 1 N/C) był gościem ostatniej audycji Eurobash, w której to opowiedział między innymi o swojej sportowej przyszłości. Brytyjczyk odniósł się do bezpośredniej rywalizacji o najlepszych Europejczyków między KSW a największą organizacją MMA na świecie – UFC.

De Fries nie ukrywa, że jest zadowolony ze swojej aktualnej pozycji i nie zamierza zmieniać pracodawcy:

„Jestem bardzo szczęśliwy w KSW. Chciałbym częściej walczyć, a w KSW są wielkie pieniądze, samo KSW mnie bardzo dobrze traktuje i nie sądzę, że będę chciał odejść. Musimy zastanowić się nad tym, co mogę osiągnąć, posprawdzać różne opcje, ale oczywiście lubię jak największe zarobki.

Żyję teraz dobrym życiem. Mam swoje dziewczyny, o które dbam, ale nie miałbym nic przeciwko powrotowi do UFC, żeby zobaczyć co ludzie o mnie będą mówić. Ale tak jak mówiłem – zarabiam dobre pieniądze w KSW, właściciele mnie lubią, a ja lubię pieniądze, więc na razie nie myślę o zmianach.”

Brytyjczyk w organizacji UFC walczył między 2011 a 2013 rokiem. Stoczył tam pięć walk norując rekord 2-3. Dwie ostatnie walki przegrał przez szybkie nokauty z Mattem Mitrione i Toddem Duffee. De Fries tak opowiada o tych starciach:

„Bez wątpienia teraz te walki wyglądałyby inaczej, gdyby tylko walczyła dzisiejsza wersja mnie. W tych walkach, które przegrałem w UFC, zwłaszcza te z Mitrione i Duffee całkowicie zatraciłem siebie. To nie byłem ja. Nawet nie zadałem w nich ciosu. Czekałem na to, aż mnie zamordują. Nie zrozum mnie źle, ale ci goście to prawdziwi mordercy. Mogłem z nimi walczyć, ale nie miałem ochoty. Po prostu zatraciłem siebie. W zasadzie w ogóle nie walczyłem wtedy.”

32-latek nie ukrywa, że podczas swojej przygody z UFC miał problemy natury psychologicznej, z którymi nie dawał sobie rady. Obecnie De Fries nie narzeka na tego typu kłopot i zapewnia, że w pełni poukładał swoje życie:

„Czasami mówię, że gdybym nie odczuwał tego niepokoju, z którym się zmagałem, to moja kariera byłaby zupełnie inna. Ale z drugiej strony, gdybym nie miał tych problemów, to możliwe, że byłbym zupełnie inną osobą. Może nawet chodziłbym na drinka, wiódł inne życie. Może ta walka z lękiem mi trochę pomogła? Musiałem nakręcić się na pozytywne rzeczy. Teraz wszystko mam już pokładane.”

Phil de Fries swoją kolejną walkę w klatce KSW stoczy 23 marca na KSW 47 w Łodzi, gdzie zmierzy się w obronie pasa mistrzowskiego wagi ciężkiej z Tomaszem Narkunem (16-2), który ma nadzieję na zostanie drugim – po Mateuszu Gamrocie – podwójnym mistrzem KSW.