Kogo boli Khabib Nurmagomedov?

„Fanklub ciapatego!”, „Ile jeszcze będziecie go chwalić?”, „Unlike!”  – no niestety, nie da się wszystkim dogodzić. Pojedynek z Conorem McGregorem sprawił, że Khabib Nurmagomedov zyskał na popularności. Zdobył wielu fanów. Pojawiło się również grono jego hejterów. Khabiba można lubić lub nie lubić, jednak warto się zastanowić, kto go nienawidzi i zauważyć, jak wiele hejtów przybiera formę karykaturalną.

Khabib Nurmagomedov – po co o nim pisać?

„Orzeł” ma swoje medialne 5 minut. Media na całym świecie rozpisują się o jego karierze. Od początku promocji  pojedynku z McGregorem jednym tchem mówiło się o „królu”, by po chwili przejść do reakcji Khabiba na kolejne zaczepki Irlandczyka. Co prawda nie udało się osiągnąć założonego celu PPV, ale i tak było nieźle. Niestety, mocna promocja, a raczej jej styl nie wszystkim się podobał. Środowisko kibiców dość mocno się podzieliło, a coraz częściej chęć obejrzenia walki nie była motywowana kibicowaniem zawodnikowi, ale raczej obejrzeniem porażki „tego złego”. Nie „kto wygra?”, ale  „kto dostanie wp***dol”.

Khabib Nurmagomedov zdominował Conora McGregora. Co do samego pojedynku, nie było wątpliwości, kto był lepszy. Dagestańczyk na stałe zagościł w świadomości kibica nie tylko jako mistrz wagi lekkiej z udaną obroną pasa, ale również jako pogromca McGregora. Oczywiście był znany już wcześniej, ale odnoszę wrażenie, że teraz zdobywa nowe obszary. A więc mamy mistrza wagi lekkiej, który przyciągnął i zatrzymał odbiorców. Wiele spraw zostało nierozwiązanych, a faktycznie środowisko MMA nadal żyje niedawną walką i konsekwencjami bójki po jej zakończeniu. Khabib nie jest nachalny w swojej promocji, to raczej media chcą o nim pisać. Nie można jednak mieć im tego za złe. Khabib interesuje kibiców, o czym świadczą kliknięcia, lajki i gorąca debata o jego poczynaniach. McGregor w odwrocie, Khabib ma swój czas. Nie oszukujmy się – on budzi zainteresowanie. No ale kogoś zawsze będzie to boleć…

McGregorowcy – sekcja młodzieżówki bojowej

Mówimy tutaj o bardzo aktywnej grupie. Oczywiście nie chodzi o wszystkich kibiców Irlandczyka, bo są wśród jego fanów ludzie, którzy potrafią się zachować. Napiszę więcej! Pomimo rosnącej temperatury sporu da się kibicować obydwu wojownikom. Jest jednak internetowa „bojówka”, która za nic ma powszechnie obowiązujące zasady dyskusji. Zalewają Internet swoim gdybaniem, usprawiedliwianiem McGregora i umniejszaniem wygranej Khabiba – „Rewanż będzie dla McGregora”, „Gdyby McGregor celnie trafił, ubiłby go”, „Conor odklepał specjalnie, teraz dopiero pokaże, na co go stać”… Widzą „Orła” tylko przez pryzmat ich  ulubieńca. Najśmieszniejsze jest to, że kontynuują wojnę, która jest wstrzymana. Przeinaczają fakty, nie widzą źródła konfliktu i tego, że to faktycznie McGregor był agresywną stroną w ich wojnie na słowa przed właściwym starciem. Będąc totalnie stronniczymi oskarżają o stronniczość media. Najbardziej obiektywny, typowo newsowy tekst o Khabibie zaczyna być odbierany jako „lizanie d**y” i oczywiście komentowany w specyficznym, McGregorowym stylu…

Wojownicy „religii”

Jest też grupa, która nie potrafi zaakceptować odmienności etniczno-religijnej „Orła”. Khabib jako Muzułmanin staje się dla nich wielkim zagrożeniem, celem chamskich, ksenofobicznych ataków. „Ciapaty”, „Kozo***ca” i inne inwektywy są używane coraz częściej. Odnoszę wrażenie, że jest to grupa pokrewna hejterom Mameda Khalidova, w pewnej części są to te same osoby. Czasami zastanawiam się, czy w ogóle oglądali walkę i słuchali wypowiedzi Khabiba. Jest to grupa najmniej kreatywna – jedynym powodem i źródłem ataków jest religia mistrza. Pojedynek Nurmagomedov vs. McGregor stał się dla nich kolejnym epizodem rzekomej wojny kultur. „Religijno-polityczne” klapki na oczach nie pozwalają na zrozumienie, że chodzi tutaj o piękny sport, a Khabib zasłużenie jest mistrzem wagi lekkiej. Każde (bardzo pozytywne) nawiązanie do Boga, do wiary ze strony Nurmagomedova staje się dla nich największą obrazą ich „świętości” (ksenofobii przykrytej płaszczykiem „obrony wartości”). Oczywiście nie potrafią rozmawiać o sportowych aspektach pojedynku. Zawsze w głowie będzie „religia”.

Antyparterowcy, pseudoznawcy i zwykli hejterzy

Są ludzie, których nie da się w całości zakwalifikować do wcześniej wspomnianych dwóch grup. Są też kibice, którzy „czerpią” ze wszystkich opisanych podejść. Jednym nie pasuje styl walki Khabiba (ciekawe, co powiedzieliby o GSP…), inni znajdą jakieś błahe powody tylko po to, by kwestionować osiągnięcia „Orła”. Podobno Khabib „kleił się do McGregora” przez całą walkę i nie nawiązał prawdziwego pojedynku. Ich zdaniem Nurmagomedov walczy nudno, wcześniej pokonywał samych słabych przeciwników (od wielu lat walcząc w UFC) itd. Typowe argumenty hejterów, które już dawno zostały obalone. Sądzę, że nie można kwestionować tego, że mistrz zasłużył na pas i faktycznie jest jednym z najlepszych fighterów na świecie.  Ale oni sądzą inaczej. Z zasady…

Hejterzy! Khabib jest wam wdzięczny

Podobno prawdziwą miarą popularności jest nie tylko liczba pozytywnych opinii, ale również natężenie hejtu. Hejter Khabiba nie będzie umiał się powstrzymać od napisania kolejnego komentarza, kliknięcia w newsa o swoim wrogu. Zarówno do McGregora, jak i do Nurmagomedova da się podejść z odpowiednia ostrożnością. Zauważyć wady i zalety, skrytykować lub docenić obydwu wojowników. A hejty? Ich czytanie potrafi poprawić humor.