Fighters Arena Łódź: Bardzo uroczysty trening

Zapraszamy do przeczytania relacji z gali Fighters Arena, która odbyła się 3 września w Łodzi, nadesłanej przez naszą CZYTELNICZKĘ Bean.

3 września w Łodzi w hali Atlas Arena odbyła się I edycja Gali MMA „Łódź kontra reszta świata – pierwsze starcie”.

Tym, co poruszyło mnie w trakcie Gali najbardziej, oprócz samych walk oczywiście, były kwestie organizacyjne imprezy. Zaskoczona byłam od samego początku.

Uroczystą Galę poprzedzał koncert Jurasa. Gala rozpocząć się miała o godzinie 20.00. Rozpoczęła się z co najmniej półgodzinnym opóźnieniem. Konferansjerem tego wieczoru był Andrzej Supron. Kiedy witał i przedstawiał gości oraz sponsorów, operator kamery niestety nie dotarł do ich wizerunku.

Po drugiej walce, którą po błyskawicznym nokaucie technicznym przegrał Marcin Bandel z Węgrem – Laszlo Bahlo (najkrótsza walka wieczoru – 14 sek.), komentator wtrącił uwagę, że ma nadzieję, że kolejna walka będzie dla nas szczęśliwsza. Czy gospodarz imprezy nie powinien być osobą bezstronną? Jeśli Polacy mieliby być pewni swojej wygranej, wystarczyło wybrać odpowiednio słabszych przeciwników.

W przerwie po 3. walce (Łukasz Kaśniewski pokonał Daniela Gancsa przez poddanie) na ringu był taniec baletowy w wykonaniu Bell Arto i krótka przerwa. Po przerwie konferansjer zapowiedział walkę z udziałem.. Kwaśniewskiego. Pan Andrzej Supron był chyba nieco rozkojarzony, skoro dwa razy przedstawia tego samego zawodnika.

Zaskoczyło mnie także to, że każdy zawodnik, który wychodzi na płytę, wyprowadzany jest przez dwie, te same panie. Owszem, dziewczyny prezentowały się bardzo dobrze. Jednak jestem przekonana, że walczący panowie mają w swoim otoczeniu kobiety, które mogłyby indywidualnie każdemu z nich umilać wejście na arenę. Można też wejść samemu, ze swoim zespołem. Co więcej, polscy zawodnicy byli pokazywani na telebimach przez operatora, natomiast kiedy wchodził na czerwony dywan przedstawiciel innego kraju, uwaga operatora wciąż skupiona była na oczekującym w ringu Polaku. Wizualizacje na telebimach, w trakcie przerw, podczas trwania imprezy, to kilka powtarzających się, tych samych reklam. Żadnego pomysłu ani fantazji. Po 6. walce konferansjer zapowiedział nawet DJ-a, który zaczął grać po ok. 20 sek. i po chwili przerwał utwór nagle. W trakcie wieczoru co najmniej dwa utwory się powtórzyły. Czyżby operator muzyczny miał aż tak małą wyobraźnię?

Walka 7. była ekscytująca pod tym względem, że walczył współorganizator i współwłaściciel klubu, z którego pochodzą łódzcy zawodnicy biorący udział w Gali – Marcin Burzyński. Komentator stwierdził, że do tej pory nasi zawodnicy spisują się fantastycznie. Nasi – wasi, czy nie jest to impreza wspólna dla wszystkich tam zgromadzonych i zaproszonych? Węgier Gergo Szucs pokonał Marcina Burzyńskiego przez poddanie w 1. rundzie. To prawdopodobnie musi być bardzo emocjonujące i ryzykowne brać udział, jako zawodnik, w organizowanej przez siebie imprezie. Doświadczony komentator wielu wydarzeń sportowych podsumował, że polski zawodnik włożył głowę nie tam, gdzie trzeba.

8. walką, w której 18-letni Bartosz Kopera pokonał Polgara Tamasa przez poddanie, zakończony został mecz Polska – Węgry z wynikiem 6:2.

Goście honorowi, którzy wręczali puchary zwycięzcom, zostali właściwie całkowicie pominięci przez operatora kamery. Podobnie, jak wychodzący na czerwony dywan walczący przedstawiciele innych państw.

9. walka była tą, na którą czekałam najbardziej. Magdalena Jarecka w tej walce spotkała się z Litwinką Arune Lauzeckaite. Tutaj moje zaskoczenie sięgnęło wyżyn, kiedy konferansjer zaczął recytować: „Litwo, ojczyzno moja (…)”. Mówiąc o polskiej zawodniczce, posługiwał się jej imieniem i nazwiskiem, natomiast zawodniczkę z Litwy tytułował bezosobowo, jako „ona”. Na szczęcie przed walką udało się wymówić jej nazwisko. Po wygranej Magdaleny Jareckiej na punkty 10:9, Andrzej Supron stwierdził, że wygrana Litwinki to pobożne życzenia. Ogłosił też konkurs z „wielką nagrodą” jeśli ktoś wskaże dyscyplinę sportu, w której nie walczą jeszcze kobiety. Niestety nie podane zostało, gdzie i jak można głosować.

Podczas ostatniej walki wieczoru na ringu spotkał się Paweł Nastula (który w formule MMA w Polsce walczył po raz pierwszy) z Japończykiem, pochodzącym z rodziny z wielopokoleniową tradycją samurajską – Yusuke Masudą. Kiedy Yusuke Masuda wychodził do walki, operator pokazywał czekającego w ringu Pawła Nastulę, a DJ po raz drugi na tej gali włączył, jako podkład muzyczny kawałek Eminema „Im Sorry Mama”. Gdyby dodać, że rodzina Yusuke jest przeciwna jego udziałom w walkach formuły MMA, można by uznać, że piosenka w tym momencie i miejscu ma głębszy sens. Walka z wygraną Nastuli została przez werdykt sędziowski zakończona po 26 sek. Japończyk po walce wypowiadał się, że gdyby mógł, miałby dalej siłę walczyć. Jednak w momencie, gdy Yusuke upadł na ringu i podbiegł bliżej sędzia, aby dokładnie widzieć, co się dzieje, japoński zawodnik za nogę złapał.. sędziego. Na tej gali nikt nie wiedział chyba dokładnie, co się dzieje i o co chodzi. Konferansjer podsumował walkę informacją, że Japończycy byli zachwyceni polską gościnnością, ale ciekawe, czy teraz nie zmienią zdania. Ciekawe.

Na koniec Pan Andrzej Supron, podsumowując, pomylił się w wyniku meczu Polska – Węgry, który sam komentował i którego był gospodarzem. Publiczność podsumowała go gwizdami.

Liczyłam na uroczystą galę. MMA w Polsce się obecnie bardzo dynamicznie rozwija, także w sekcji kobiecej. Galę FIGHTERS ARENA ŁÓDŹ muszę potraktować, jako uroczysty trening dla organizatorów.

Bean
Łódź, 05.09.10

Możliwość komentowania jest wyłączona.