MMA PLBez kategoriiDlaczego należy bać się Fedora?

Dlaczego należy bać się Fedora?

hellfedor2cd2.jpg

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co napisał jeden z bloggerów na FoxSports. Tekst obowiązkowy dla każdego fana MMA. Nie przedłużam: daje Wam wizję apokalipsy i demona stąpającego po ziemi…

Dlaczego bać się Fedora? To pytanie jest na językach wszystkich fanów UFC. Szczególnie tych, dla których MMA jest nowym sportem. Nazywają to “Ultimate Fighting”. Bądźmy jednak szczerzy – Fedor nie wygląda jak Ultimate Fighter…

Jego ciało to nic specjalnego. Pewnie – jest silny i duży, ale podobnie wyglądają tuziny innych zawodników i tysiące innych mężczyzn. Nie ma tych mocnych, wyrzeźbionych mięśni wspomaganego sterydami Seana Sherka. Nie ma naturalnego atletyzmu Andersona Silva’y. Jego kształty sromotnie przegrywają w porównaniu z fizycznością greckiego bóstwa, jaką obdarzony jest Cheick Kongo.

Ale te małe rzeczy nie są istotne, ponieważ Fedor zbudowany jest by być fighterem. Kosmicznie szerokie ramiona i masywna klatka piersiowa powodują, że jest niemożliwy do objęcia, co ogranicza umiejętności kilku najlepszych grapplerów świata. Długie ręce pozwalają mu na ground and pound z efektywnością, która powoduje naturalny opad szczęki. Potrafi to robić nawet stojąc, czym wysyła na emeryturę gardę nawet najwyższych adwersarzy. Jego olbrzymie mięśnie nie napawają strachem przeszytą żyłami twardością, ale robią to wyłącznie za pomocą wyników i efektywności. Zmuszony do ćwiczenia z wolnymi ciężarami Fedor zbudował się takim, jakim jest, a siła którą posiadł zostawia krew przeciwników i zniszczenie w asyście ich głębokiego szoku.

W perfekcyjnym mariażu z jego ciałem, twarz Fedora również nie budzi strachu. Zaczynając od główy jego włosy są idealnie normalne. Nie ma mohawka, jak Chuck Lidell, nie ma ogolonego na łyso standardu fryzjerskiego, jaki zwykli mieć zawodnicy; po prostu normalne, krótkie włosy. Poniżej jego wystających brwi duże czoło zwiastuje cofającą się linię włosów dodaje mu wyglądu śmiertelnika. Brak wysokich kości policzkowych przynosi obłe kształty jego twarzy. Efekt ten jest wzmocniony później mocną, ale okrągłą linią szczęki. Wszystko to krąży wokół dużego kartofla, który okazuje się być jego nosem…

Wystarczy tylko kilka zmian w jego buzi, a z powodzeniem mógłby zostać Świętym Mikołajem. Łagodne, przyjacielskie rysy anonsują prawdziwą tajemnice zrozumienia Fedora Emelianenko: jego oczy.

To nie są oczy innych zawodników. Nie są wściekłymi, palącymi węglowym żarem oczami Chucka Liddella czy Kena Shamrocka, które obwieszczają wściekłość w ringu. Nie są również twardymi, nieprzebaczającymi, obsydianowymi ostrzami jak oczy Rampage’a czy Wanderlei’a, które wyjawiają sekret niebezpiecznego i ciężkiego dzieciństwa. Nie są to również inteligentnymi i chytrymi oczami,które posiada Dan Henderson czy Tito Ortiz, a zdradzającymi połączenie intelektu z brutalną siłą. Nie są to zamglone, szalone oczodoły Monsona czy Kongo, które deklarują ciemne moce właściciela. Oczy Fedora są jeszcze bardziej złe…

Oczy Fedora są martwe, amoralne i bezduszne. Pod ciężkimi powiekami infiltrują świąt. Brak w nich emocji i życia. Sprawia to wrażenie, jakby widział wszystko dookoła niego poprzez gruby ekran, który pozostawia cały wszechświat rozmytym, niewyraźnym i nieistotnym. Zabić człowieka lub muchę, zgnieść czaszkę czy puszeczkę – to nie ma znaczenia. Mówi sie, że oczy są zwierciadłem duszy. Co więc spoczywa wewnątrz Fedora Emelianenko?

Jeżeli apokalipsa jest faktem, to właśnie doświadczyłeś tego, jak będzie wyglądać Śmierć. Nie ważne, czy Fedor niszczy ciało serią gruchoczących kości uderzeń, czy miażdży powietrze w płucach jak anakonda. Fedor wydaje się nie czuć niczego.

Kiedy Fedor przyszedł na świat, Bóg wziął swoje dłuto i młot i stworzył człowieka, który ma być końcem dla innych ludzi… O ile to faktycznie był to sam Bóg, a nie coś innego…