Chuck Liddell wskazuje czterech potencjalnych rywali, z którymi mógłby się zmierzyć po starciu z Tito Ortizem

Foto: Tom hogan hoganphotos golden boy promotions
Foto: Tom hogan hoganphotos golden boy promotions

Zakończenie trylogii między Chuckiem Liddellem (21-8) , a Tito Ortizem (19-12-1) będzie  główną walką pierwszej gali MMA organizowanej przez legendarnego boksera Oscara De La Hoyę. Ta odbędzie się już w najbliższą sobotę, 24 listopada.

Liddell zdaje się być bardzo pewny swego, gdyż już myśli o następnych wyzwaniach.  „The Iceman” udzielił niedawno wywiadu portalowi TMZ, w którym wyjaśnia swoje dalsze plany w razie wygranej z Ortizem:

„Jeśli w sobotę zawalczę tak jak sobie założyłem, to zdecydowanie po tym będę chciał następnej walki. Jest wielu gości. (Chael) Sonnen dość dużo gadał, zawsze jest też „Rampage” (Quinton Jackson przyp. redakcja). Jest też Wanderlei Silva i Vitor (Belfort) też mówił o starciu ze mną.”

Chuck Liddell do klatki powróci po blisko 8 latach przerwy. Jego ostatni pojedynek odbył się w czerwcu 2010 roku. Wtedy Rich Franklin (29-7-1N/C) za sprawą nokautu w pierwszej rundzie wysłał go na emeryturę sportową. Inaczej ma się sytuacja jego przeciwnika, Tito Ortiza. Ortiz na przestrzeni ostatnich ośmiu lat pozostawał aktywny. W tym okresie stoczył 9 pojedynków, ostatni w 2017 roku na gali Bellator 170. Jego przeciwnikiem był Chael Sonnen (30-16-1), którego poddał w pierwszej rundzie duszeniem zza pleców. Ortiz w 2014 wygrał również ze Stephanem Bonnarem (15-9) i bardzo solidnym Aleksandrem Shlemenko (56-12-1). 

Liddell i Ortiz walczyli ze sobą dwukrotnie na galach UFC. Pierwsze ich starcie odbyło się blisko 14 lat temu na UFC 47, wtedy Liddell znokautował Ortiza w drugiej rundzie. Drugi pojedynek odbył się dwa lata później na UFC 67. Ponownie zwycięzcą okazał się Chuck Liddell, wygrywając przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie. W najbliższą sobotę Tito Ortiz będzie miał okazję pomścić te przegrane. Przemawia za nich jego aktywność i to, ze jest pięć lat młodszy (43 lata), co w tym wieku zawodników może odegrać o wiele większą rolę niż przy ich starciach sprzed kilkunastu lat.