Zakończenie kariery, bo kibice tak chcieli? Kibice – egoiści, opanujcie się!

„Czekam na zakończenie kariery”, „Szkoda patrzeć, jak przegrywa”, „A mógł odejść w blasku chwały…” – wystarczy parę przegranych, niekoniecznie z rzędu, by kibice odsyłali na emeryturę doświadczonego zawodnika. Po kolejnej porażce BJ Penna nawet Dana White uległ temu nawykowi. Nie ma znaczenia, czy jesteś kibicem, czy nawet szefem organizacji (największej, ale jednej z wielu). To wybór zawodnika!

Kiedy zakończenie kariery? Jak długo wojownik powinien walczyć?

Odpowiedź jest prosta: tak długo, jak tylko mu się podoba i jak długo będzie miał okazję, by to robić. Zastanawia mnie, dlaczego tylu kibiców chce kierować karierą zawodnika i mówić mu, co ma robić. Wielu z nich tłumaczy to troską o dobro ulubieńca. No ale jak to? Serio to kibic ma spełniać taką rolę?

Przede wszystkim to wojownik decyduje o tym, czy walczyć. To on ryzykuje zdrowiem, to on poświęca swój czas i wysiłek. Kibic spędzi kilkanaście minut oglądając jego pojedynek. Czy to daje mu prawo, by mówić: „Powinien zakończyć karierę”. On powinien słuchać swego serca i rozumu. Ty powinieneś się ogarnąć. Kwestie zdrowotne pozostawmy lekarzom i sztabowi trenerskiemu. Nie badasz zawodnika, nie rozmawiasz z nim na co dzień, nie obserwujesz jego treningów itd. Co możesz zrobić? Zadecydować, czy oglądać jego kolejny pojedynek, czy wybrać coś innego. Dana White chciałby, by BJ Penn zakończył karierę? Może zadecydować, by nie walczył w UFC. Na szczęście inne federacje dałyby mu taką możliwość.

W trosce o legendę zawodnika? Nie żartuj…

Jednym z argumentów kibiców sugerujących zakończenie kariery jest troska o spuściznę zawodnika. Jeżeli wojownik walczy mimo kontuzji, wieku i przegrywa, podobno „rozmienia się na drobne” i „niszczy swoją legendę”. Ale jak to? Czy w sporcie tylko o to chodzi, by być niepokonanym, a porażka w klatce nagle zaprzepaszcza lata dominacji? Mam wrażenie, że wielu kibiców nie ogarnia podstawowych zasad i chyba zbyt krótko kibicują. Nie odbiera się zwycięstw, na każdego przychodzi pora i każdy ma swój czas. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak „niszczenie legendy”. Każdy legendarny zawodnik dominował w swoim czasie, a najlepsi w końcu znaleźli swojego pogromcę. Był czas Fiodora Emelianenki, był czas Andersona Silvy, był czas BJ Penna.

Do czego zdolny jest masowy kibic? Do tego, by np. widzieć karierę Andrzeja Gołoty tylko przez pryzmat jego ostatnich walk. Szanujmy się. Jeżeli uważasz się za prawdziwego kibica, powinieneś obejrzeć jego najlepsze walki. Jeżeli dojdzie do Ciebie, że Andrzej dwukrotnie powinien zostać mistrzem świata i uświadomisz sobie, czym jest zawodowy sport, nie będziesz mówił o „niszczeniu własnej legendy”. Przypomnij więc sobie największe sukcesy BJ Penna i jeszcze raz zastanów się, czy jesteś odpowiednią osobą, by wypowiadać się na temat jego emerytury.

Być jak Fiodor! Zakończenie kariery, powrót i sukcesy!

Może i są to walki emerytowanych legend, może nie są tak mocni jak kiedyś i nie jest to poziom UFC. Co by nie mówić, zawsze cieszę się, gdy widzę zwycięskiego Fiodora. Ktoś kiedyś postawił na nim kreskę. Głośno wyrokował i też wskazywał na zakończenie kariery. Emelianenko powrócił. Motywy mogą być różne. Może Fiodor chciał sobie dorobić. Zabronisz mu? A może po prostu kontynuuje swoją pasję, bo trudno rozstać się ze sportem. Jest to dla Ciebie naganne? Walczy ze słabszymi przeciwnikami niż za swoich najlepszych czasów. I co z tego? Zdarzyła mu się porażka z Mitrione. Czy to przekreśla lata jego dominacji?

Opanuj egoizm, bo tylko to pokazujesz

Naprawdę zrezygnowałbym z tłumaczeń, że chodzi o dobro zawodnika i z wszelkich haseł typu „powinien zakończyć karierę”. Jak widzisz, wszystko zależy od jednej osoby i to jedna osoba za to wszystko odpowiada, a sam fakt, że jej kibicujesz, o niczym nie świadczy. Nie forsuj swojej wyidealizowanej wizji świata, bo w gruncie rzeczy tylko tym są te wszystkie „cenne rady”. Daj ludziom żyć. Być może BJ Penn właśnie zastanawia się nad tym. Uszanuj to i nie wyrokuj. A oglądaj to, co chcesz. Bez jęczenia.