Była porażka przez TKO, ale nie spodziewałem się, że McGregor niemal do końca pojedynku będzie toczył dobrą walkę z Mayweatherem. Irlandczyk z bomby wszedł na czyjeś podwórko i znów mocno narozrabiał. Jak to było??? „MMA jest dla tych, którzy nie potrafią boksować”? Chyba część „ekspertów” pokroju Tysona Fury’ego wypluje te słowa.

Irytowała mnie ta chamska otoczka przekraczająca kolejne granice dobrego smaku. Nie śledziłem zbyt mocno kolejnych dziwnych zagrań, kolejnych prostackich konferencji. Byłem tym zmęczony. Dobry, „nieinwazyjny” marketing skończył się na kilka tygodni przed starciem. Obserwowałem, jak o McGregorze zaczynają mówić ludzie, o których bym nie pomyślał, że mogą się tym tak mocno zainteresować. Czekałem na zakończenie walki, by znów zacząć śledzić media, by znów wrócić do normalności. Mimo to, postanowiłem obejrzeć starcie. Będzie po 5:30? Nie zarywałem nocki, bo nie mam tego w zwyczaju. Po prostu wstałem koło 6:00 i obejrzałem starcie na żywo.

Zdziwiła mnie szybkość McGregora, zaskakujące ciosy w różnych płaszczyznach, umiejętne trzymanie dystansu i dobra praca nóg. Może i dużo mówił, ostro się promował i wszystko wyglądało jak wielki skok na kasę, jednak trzeba mu przyznać, że dobrze przygotował się do tego starcia. Nie sprzedał kibicom gadki, ale prawdziwą chęć wygranej i dobre show. Raz za razem raził Mayweathera celnymi ciosami, mocno zaskoczył celnym hakiem na podbródek. Jednocześnie uważał na kontry i nie przesadzał ze zbyt ostrą ofensywą, bo to mogło skończyć się naprawdę źle. Defensywny styl Mayweathera był sporym zagrożeniem. Czego zabrakło? Kondycji (pod koniec ciosy były pchane), cierpliwości i doświadczenia. Czyli wszystkiego tego, co miał Mayweather, jak na mistrza przystało. Wyprowadzał mniej ciosów, ale trafiał częściej. Wyczekał na odpowiedni moment i pokonał ciekawego przeciwnika.

Jeżeli „koleś z MMA” wchodzi do walki z takim mistrzem jak Floyd Mayweather Jr i razem dają ciekawsze starcie niż Mayweather vs. Pacquiao, to wiedz, że coś się dzieje. MMA się rozwija, przyciąga coraz mocniej. Nawet na ringu wojownik z klatki może okazać się groźnym rywalem i świetnym partnerem do rozkręcania show. Bokserzy wchodzący do klatki nie mieli już tak łatwo. Kolejny raz McGregor wygrywa przegraną walkę przez swoje zaangażowanie, odwagę i dobre przygotowanie na miarę możliwości. Mimo że przez kilka tygodni zachowywał się jak ostatni prostak, warto zauważyć, że nie tylko to było jego celem.

Chciałbym, by jednostkowy sukces McGregora przełożył się na sukces całego świata MMA. Już teraz coraz częściej słyszy się od najlepszych bokserów o chęci sprawdzenia się w klatce. Zapraszamy. McGregor narobił szumu na Waszym podwórku, przyjdźcie też do nas. Człowiek sukcesu potrafi przekuć porażkę w sukces. Jaki McGregor by nie był, tego mu nie odmówię.

Pitbull Sports