Typowanie redakcyjne #173: UFC 241: Cormier vs. Miocic 2

Foto: UFC
Foto: UFC

Zapraszamy na sto siedemdziesiątą trzecią edycję naszego typowania redakcyjnego. W tej odsłonie przeanalizowaliśmy walki z karty głównej UFC 241, która odbędzie się w Kalifornii. W walce wieczoru dojdzie do rewanżowej walki Daniela Cormiera ze Stipe Miocicem, a na szali znajdzie się rzecz jasna mistrzostwo wagi ciężkiej.

Dodatkowo prezentujemy kursy bukmacherskie wystawione przez naszego partnera, legalną firmę bukmacherską – STS. Bukmacher jest wiarygodnym podmiotem, który spełnia wszystkie wymogi polskiego prawa. I pamiętajcie – udział w zakładach dozwolony jest po ukończeniu 18 roku życia.


Daniel Cormier vs. Stipe Miocic

Szymon Frankowicz: Walką wieczoru będzie pojedynek na szczycie kategorii ciężkiej, czyli rewanżowe starcie pomiędzy Cormierem a Miociciem. Pierwsza walka zakończyła się przez nokaut na korzyść „DC”, który sięgnął wtedy po swój drugi pas UFC. Od tego czasu obronił go skutecznie w walce z Derrickiem Lewisem i rewanż ze Stipe będzie drugą obroną. Dla Miocica jest to zaś natychmiastowy rewanż, gdyż od wspomnianej porażki z nikim nie zawalczył.

Zdaniem bukmacherów faworytem jest Cormier i nie sposób się z tym nie zgodzić. Aktualnie „DC” jest jednym z najlepszych zawodników na świecie bez podziału na kategorie wagowe. Brak atletycznej budowy ciała i dominujących warunków fizycznych Daniel nadrabia fenomenalnymi zapasami, wytrzymałością na ciosy i solidną stójką. Po drugiej stronie klatki stanie Miocic, który jest przede wszystkim strikerem. Kończył przez nokaut 14 z 18 wygranych walk, potrafi ratować się z opresji sprowadzeniami, ale te atuty przy aktualnym rywalu są bezużyteczne, ponieważ Daniela nie jest łatwo znokautować, a o próbie sprowadzenia go na plecy można jedynie pomarzyć.

Jedyną szansą wygranej dla Miocicia jest nokaut, innej szansy nie widzę. Aktualny mistrz jest dla mnie zdecydowanym faworytem, choć prywatnie bardziej lubię Miocica. Uważam, że Cormier będzie prowadził tę walkę i potrwa dłużej niż ich pierwszy pojedynek. „DC” będzie wywierał presję w stójce, a gdy nadarzy się okazja będzie sprowadzał Stipe do parteru. Tym razem stawiam na techniczny nokaut przez ubicie ciosami w parterze w okolicach 3 rundy, choć bardziej ucieszę się gdy pas wróci na biodra Miocica. TYP: Daniel Cormier przez TKO w 3 rundzie.

Krystian Młynarczuk: Rewanżowe starcie Cormiera z Miocicem nie wzbudza we mnie zbyt dużych emocji. Zawiódł mnie Stipe w pierwszym pojedynku, gdzie dał się bezkarnie odgryzać Cormierowi i finalnie nadział na potężną bombę w klinczu. Były mistrz powinien unikać walki na chwyty i bazować na lepszych warunkach fizycznych trzymając rywala na dystans. Zwłaszcza, że zapaśniczo Cormier to najwyższa półka. Co więcej, obaj panowie wracają po sporej przerwie. Miocic dostaje rewanż w zasadzie z marszu, gdyż nie toczył żadnej walki w formule MMA od momentu tamtej porażki, Cormier z kolei wrócił dosyć szybko, w listopadzie 2018 rozprawiając się z Derrickiem Lewisem. Od tamtej pory jednakże też nie walczył. Dla „DC” także będzie więc to powrót po wielomiesięcznej przerwie.

Prawdę mówiąc nie wiem czego spodziewać się w tej walce. Miocic zapowiada, że wyciągnął wnioski, lecz intuicja podpowiada mi, że to starcie będzie podobne do ich pierwszej potyczki. Aktualny czempion dysponuje naprawdę twardą szczęką, a w starciu zapaśniczym nie będzie od Stipe odstawał. Ba, mimo gorszych warunków, będzie mieć w tej materii przewagę. Miocic pewnie będzie tym razem nieco rozsądniejszy i być może bardzie zachowawczy w stójce, lecz nie wydaje mi się, żeby taki gameplan na przestrzeni 25 minut zdał egzamin, z racji agresywnego usposobienia „DC”, który najzwyczajniej w świecie nie pozwoli się bezkarnie punktować w stójce. Trzeba też przyznać, że panowie są na takim etapie kariery, że nie ma się co spodziewać jakichś nowych technik czy sporego progresu w którejś z płaszczyzn. To znów skończy się przed czasem. Z racji twardszej szczęki, więcej szans daję Cormierowi. TYP: Daniel Cormier przez TKO, runda 3.

Daniel Cormier: Mateusz S, Bartosz, Krystian, Maciej, Szymon, Mateusz P

Stipe Miocic: Jan


Nate Diaz vs. Anthony Pettis

Bartosz Cieśla: Co-main event gali w Anaheim wzbudza duże zainteresowanie. Może nawet większe niż walka wieczoru. Wszystko za sprawą wracającego po 3 latach Nate’a Diaza. Choć obydwaj zawodnicy dysponują znakomitymi umiejętnościami w parterze to spodziewam się przede wszystkim znakomitej walki w stójce. Choć nie wykluczam, że walka skończy się w parterze np. w charakterze dobicia naruszonego rywala. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że zawodnicy przewalczą pełen dystans, gdyż obaj są naprawdę twardzi. Przy tak długiej przerwie jaką miał Diaz forma jest zawsze sporą niewiadomą. O kondycję raczej się nie obawiam, gdyż zawodnik ze Stockton zawsze był znakomicie przygotowany pod tym względem. Na dodatek walka potrwa przecież maksymalnie 15, nie zaś 25 minut.

Ma to jednak też gorszą stronę dla Diaza. Zawodnik ten bowiem często bywał w swoich walkach tzw. slow starterem i rozpędzał się dopiero w kolejnych rundach. Powinien on mieć przewagę w płaszczyźnie czysto bokserskiej. Dysponuje lepszym zasięgiem i pod tym względem w ogóle mało jest w MMA zawodników lepszych od niego. Pettis wydaje się jednak w stójce bardziej wszechstronny. Od ostatniej walki Diaza „Showtime” pojawił się w oktagonie aż 7-krotnie. Ostatnio zaimponował efektownym nokautem na Stephenie Thompsonie.

Spodziewam się więc jego dobrej dyspozycji. Powinien mieć przewagę choćby pod względem szybkości. Kluczowym aspektem mogą się okazać lowkicki Pettisa. Jego rywal nie należy bowiem od specjalistów od ich bronienia. Diaz trzy lata temu zszokował świat pokonując w pierwszej walce McGregora. Jego ewentualne zwycięstwo na UFC 241 na pewno tak mocno nie zdziwi. Osobiście postawię jednak na Pettisa. Raczej nie skończy przeciwnika przed czasem, lecz wydaje mi się, iż zyska przewagę na kartach punktowych. TYP: Anthony Pettis przez decyzję.

Anthony Pettis: Bartosz, Jan, Maciej, Krystian, Mateusz P

Nate Diaz: Mateusz S, Szymon,


Yoel Romero vs. Paulo Costa

Jan Niwiński: Do tej walki miało dojść już dwukrotnie – raz wyleciał Romero a raz Costa. Teraz wszystko wskazuje, że pojedynek o miano najlepszej sylwetki w kategorii średniej w końcu się odbędzie. Ok, żarty na bok. Starcie „Żołnierza Boga” z „Borachinnią” to jeden z najbardziej intrygujących pojedynków, jakie można zestawić. Schematyczny stary wilk podejmie młodego zawodnika, chcącego wzbić się na szczyt.

Paulo Costa już raz dostał na pożarcie „staruszka” – na UFC 217 zastopował w drugiej rundzie Johnego Hendricksa. Nie dziwię więc się pewności Costy, co i rusz ogłaszającego, że Kubańczyka spotka podobny los… i tu już zaczynają schody. Skok jakościowy, jakiego dostanie teraz Brazylijczyk, jest niesamowity. Oto z jakimi nazwiskami mierzył się do tej pory w UFC: Garreth Mclellan Oluwale Bamgbose Johny Hendricks Uriah Hall. Z całej tej czwórki najmniej problematycznym okazał się McLellan. Wielka nadzieja Brazylii nie mogła ubić odstawionego od soku z gumijagód Hendricksa, męcząc się z nim ponad rundę. Bamgbose nie obalił natomiast nikogo w UFC, poza właśnie Costą – mało tego, ta sztuczka udała mu się dwa razy. Klinczersko również prezentował się wyśmienicie z Borachinią. Natomiast w walce z Uriah Hallem Paulo w defensywnie postanowił być równie otwarty, co żabka podczas niedziel nie-handlowych, prawie przypłacając to pierwszą porażką w karierze.

Żadnego ze swoich rywali pod banderą amerykańskiego giganta nie położył spać – wszystkie walki wygrał przez techniczne nokauty. Niszczy to mit wielkiego potwora z Brazylii, urywającego głowy jednym strzałem. Bez tej otoczki, Borachinia jest poukładanych uderzaczem, bazującym na presji, który ma problemy w pracy zapaśniczej.

Z drugiej stroni mamy takiego Yoela Romero. Srebrny medalista olimpijski z Atlanty pomimo 42 lat na karku jest ciągle w wysokiej kondycji fizycznej, pozwalającej mu dawać zacięte pojedynki. Wojny Kubańczyka z Robertem Whittakerem powinny już w chwili obecnej znaleźć się kanonie klasyków. „Żołnierz Boga”w ostatnim swoim pojedynku o włos przegrał z obecnym mistrzem, po drodze dwukrotnie kładąc go na deski. Na zimno udało mu się natomiast uśpić Luke’a Rockholda, Lyoto Machidę czy Chrisa Weidmana.

W stójce Romero rzadko idzie w „klasyczne” ciosy i uderzenia. Dużo lata kolanami, kopnięciami czy innymi zmyślnymi formami uderzeń. W bijatyce pod siatką poza obszernymi sierpami rzuci jakimś łokciem, nie dając miejsca rywalowi. To ten typ zawodnika, który potrafi wyczarować nokaut z kapelusza, niczym Francis Ngannou czy Dan Henderson swego czasu. Możesz go zdominować na przestrzeni dwóch i pół rundy, by potem paść do snu na 20 sekund przed końcem.

Obaj panowie nie grzeszą szerokim bakiem powietrza. Costa jak i Romero zwalniają w okolicach drugiej rundy. Z drobną różnicą, że Kubańczyk doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich deficytów kondycyjnych. Potrafi rozłożyć aktywność w oktagonie, przez co nawet w trzeciej rundzie, klasycznie dla siebie można by rzec, nokautuje rywali jak by to był początek walki. Brazylijczyk wydaje mi się jeszcze nie dość doświadczony w tej materii, by móc kontrolować swój zapas powietrza.

Spodziewam się intensywnej pierwszej rundy, ze spowolnieniem w drugiej, by w końcu w trzeciej rundzie Yoel mógł znowu odpalić swoje mordercze narzędzia. Nie skreślam Costy oczywiście ale Romero, o ile jego szczęka nie uległa destrukcji po ostatniej wojnie, będzie odporny na „mityczną nokautującą moc” Costy i zniszczy Brazylijczyka, zadając mu pierwszą porażkę w karierze. TYP: Romero, KO, 3 runda.

Yoel Romero: Jan, Maciej, Krystian, Bartosz

Paulo Costa: Szymon, Mateusz S, Mateusz P


Sodiq Yusuff vs. Gabriel Benitez

Krystian Młynarczuk: Meksykańsko-nigeryjskie starcie znalazło się w karcie głównej numerowanej gali UFC 241. Trzeba przyznać, że dla obu zawodników to spore wyróżnienie. Yusuff znalazł się w UFC poprzez udany występ w programie DWTNCS. Kolejne dwie walki stoczył już dla UFC, obie wygrał w dobrym stylu. Zwłaszcza widowiskowy był jego debiut, w którym to Nigeryjczyk ubił niepokonanego wówczas Sumana Mokhtariana już w pierwszej rundzie. „Super” Sodiq bazuje na mocnej stójce, w której jest agresywny, stara się narzucić swój styl, bardzo często wkładając pełną moc w uderzenia. Często ucieka się także do klinczu, gdzie stara się nieco wymęczyć przeciwnika i rzecz jasna zapunktować na kartach sędziowskich.

No właśnie, przejdźmy do Meksykanina, który powróci do rywalizacji po niemalże rocznej przerwie. Ostatnie dwa występy to mocne zwycięstwa z Jasonem Knightem oraz Humberto Bandenay’em. Zawodnik trenujący w AKA to przekrojowy fighter. Ma swoje atuty w stójce, gdzie bazuje na dynamice i dobrej pracy na nogach. Będzie musiał być jednak czujny, gdyż będzie to narażało go na kontry ze strony Yusuffa. Nie sądzę, że Nigeryjczyk będzie starał się obalać Beniteza z racji dobrej pracy parterowej tego drugiego. Meksykanin ma na koncie kilka tryumfów w tejże płaszczyźnie. Ciekaw jestem jak przerwa spowodowana m.in. urazem Beniteza odbije się na jego postawie w tym pojedynku. Uważam, że Gabriel ma atuty, by w stójce dzięki mobilności wypunktować rywala, lecz mam przed oczami te fragmenty walk z przeszłości, w którym Benitez tracił koncentracje i lądował na deskach. To co prawda naprawdę twardy zawodnik, lecz jeśli Yusuff go trafi może być po wszystkim. Z racji przerwy postawię na faworyzowanego Nigeryjczyka. TYP: Yusuff, TKO runda 2.

Gabriel Benitez: Mateusz P

Sodiq Yusuff: Szymon, Bartosz, Jan, Krystian, Mateusz S, Maciej


Derek Brunson vs. Ian Heinisch

Maciej Szumowski: Postać Iana Heinsicha w UFC śledzę od początku. Jego życiorys i powiązania z mafią, popełniane przestępstwa zaciekawiły mnie na tyle, aby na bieżąco śledzić jego pojedynki. W słynnym Octagonie bił się on do tej pory dwukrotnie i myślę, że to dopiero początek jego podboju najlepszej organizacji MMA na świecie. W konfrontacji z Derekiem Brunsonem, nie bez przyczyny, wskazywany jest jako faworyt. 35-latek z Albuquerque w ostatnim czasie spuścił nieco z tonu i po dwóch porażkach w trzech poprzednich pojedynkach teraz dopisze kolejną. Myślę, że Heinsich pokona go przez decyzję sędziowską. TYP: Heinisch, decyzja.

Derek Brunson: Mateusz S, Krystian

Ian Heinisch: Maciej, Jan, Bartosz, Mateusz P, Szymon


Podawajcie w komentarzach swoje typy!