Turniej wagi średniej na KSW 45. Nikt go nie zapomni

Do KSW 45: The Return to Wembley zostało jeszcze osiem tygodni. Niech ten czas upłynie jak najszybciej. Nie mogę doczekać się gali w Londynie, podczas której dojdzie do turnieju największych gwiazd wagi średniej. Michał Materla, Damian Janikowski, Scott Askham i Marcin Wójcik – same nazwiska uczestników wzbudzają wielki szacunek. Perspektywa hitowych starć tym bardziej. Sporo się wyjaśni. I tylko to jest pewne.

Powrót do korzeni

KSW od dawna już nie organizowało żadnych turniejów. Póki co doszło do osiemnastu zmagań w tej tradycyjnej dla naszej rodzimej organizacji formule. Ostatnia edycja odbyła się podczas gal KSW Extra 2 i KSW 15. Wówczas w kategorii półśredniej triumfował Asłambek Saidow, który ostatecznie pokonał w finale Rubena Crawforda.

Tylko raz w historii, podczas turnieju wagi lekkiej na KSW Extra, uczestników było czterech. Teraz sytuacja się powtórzy. Podczas KSW 45 w Londynie weźmie udział tylu samo zawodników z dywizji średniej. Spokojnie można byłoby wzmocnić tę drabinkę o inne nazwiska. Ale po co? Po co odkładać w czasie hitowe starcia półfinałowe, skoro można zrobić je od razu?

Przez lata turnieje stawały się głównym symbolem Konfrontacji Sztuk Walki, a ich uczestnikami byli między innymi Łukasz Jurkowski, Karol Bedorf, Robert Jocz czy Francis Carmont. Dziś są to wielkie gwiazdy i nawet ikony sportów walki. Turniej z KSW 45 nie wykreuje nowych gwiazd. Wezmą w nim udział zawodnicy, których nie trzeba nikomu przedstawiać.

Triumfator zgarnie jednak to, co w KSW jest najcenniejsze – pas mistrzowski w jednej z najbardziej prestiżowych kategorii wagowej. Waga średnia w Konfrontacji Sztuk Walki na tle reszty zawsze się wyróżniała, więc spokojnie można pozwolić sobie na takie określenie. Przejąć trofeum po Mamedzie Chalidowie będzie zaszczytem. I choć szkoda, że olsztynianin ze złotem się pożegnał, to tę decyzję w stu procentach można zrozumieć i uszanować.

Kto jest faworytem?

Co do uczestników tego turnieju nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Michał Materla, Damian Janikowski, Scott Askham i Marcin Wójcik to europejska czołówka i zawodnicy, którzy w KSW walczyli już wielokrotnie i zasługują na szansę walki o pas.

Marcin Wójcik czy Scott Askham?

Największym zaskoczeniem mogło się wydawać podjęcie wyzwania przez „Giganta” z Piły. I nie chodzi tu o jego umiejętności, tylko fakt, że wcześniej bił się w wadze półciężkiej, a w ostatnim pojedynku mierzył się nawet w królewskiej dywizji. Mając w pamięci jego duszenie na Marcinie Łazarzu czy TKO, po którym padł Tomasz Kondraciuk, nie można lekceważyć tego zawodnika. Mimo że spośród całej stawki w Marcinie Wójciku mało kto widzi go jako faworyta starcia ze Scottem Askhamem, to z pewnością stać go na niespodziankę.

Wspomniany właśnie Anglik w obliczu kryzysu ACB, dla której stoczył przedostatnią walkę, powinien zadomowić się w KSW. W UFC dał się poznać jako solidny zawodnik, co potwierdziła między wyrównana innymi konfrontacja z Krzysztofem Jotką. W swoim polskim debiucie pokazał jednak, że stać go na dużo więcej. 69 sekund i po sprawie, Michał Materla padł na deski. Nokaut na „Cipao”, a w dodatku w tak efektownym i eksplozywnym stylu, pozwala mi z czystym sumieniem postawić go w roli faworyta w starciu z Marcinem Wójcikiem.

Michał Materla czy Damian Janikowski?

Drugi półfinał będzie znacznie większym hitem. Media będą pisały o starciu Wójcika z Askhamem, ale podejrzewam, że nie będzie to nawet 25 proc. tego, co pojawi się w sieci przed starciem Michała Materli z Damianem Janikowskim. Były mistrz KSW z medalistą igrzysk olimpijskich w Londynie powinni zafundować w klatce prawdziwą wojnę.

Pomimo tego że wrocławianin dopiero raczkuje w zawodowym MMA, to z całą pewnością zasługuje na szansę pojedynku z ikoną KSW, jaką bez wątpliwością jest „Cipao”. Janikowski stoczył dopiero tylko trzy zawodowe walki, ale sposób ich zakończenia po każdym z triumfów pozwolił mu na zaistnienie w nie tylko branżowych mediach. Uwierzcie mi. Na Wirtualnej Polsce ruch przy relacjach z jego pojedynków był ogromny.

Sportowo 29-latek pokazał, że niczego się nie boi. Egzaminem miało być jego kwietniowe starcie z Yannickiem Bahatim. Trudno to nazwać nawet kartkówką. 18-sekundowy nokaut wszystko wyjaśnił. Wrocławska publika, która przyszła obejrzeć swojego ulubieńca, oszalała.

Damian Janikowski w ostatnim czasie zdobył status ulubieńca. Nieco inaczej wygląda sytuacja u Michała Materli. W obliczu jego niemałych problemów z prawem, które na szczęście się wyjaśniają), spadła liczba „fanów” – januszy, którzy kibicowali mu tylko w chwilach, gdy dobrze mu się wiodło.

Umiejętności „Cipao” są jednak cały czas bez zarzutu. Obawy pojawiły się tylko przez niefortunną przegraną ze Scottem Askhamem. Druga szybka porażka przez nokaut w ostatnich latach (po porażce z Mamedem Chalidowem) pokazała, że pomimo waleczności Materli tak jak w niezapomnianych wojnach z Jayem Silvą czy Kendallem Grove’em, spokojnie można go ustrzelić. Wystarczy dobra taktyka i chęć zaryzykowania w pierwszych minutach.

Medialnie dla KSW byłoby świetnie, gdyby wygrał Janikowski. Pojawiłoby się poczucie świeżości. Numerem jeden na plakatach może byłby w końcu ktoś inny niż Mariusz Pudzianowski, Mamed Chalidow.

Czy są jakieś minusy?

Złośliwi pewnie będą narzekać na półfinały. Fakt, można było to zestawić inaczej. Ale opcja wyboru innych starć jest zawsze! Czemu Materla bije się z Janikowskim, a nie z Wójcikiem albo Askhamem? KSW uznało, że taka drabinka będzie najlepsza. A ja się z tym zgadzam. Mnie takie konfrontacje na dzień dobry podobają się jak żadne inne.

Szkoda, że finał nie odbędzie się tego samego dnia. Klimat wojny byłby aż nadto widoczny. Ja to jednak rozumiem – w końcu medialnie starcie o pas będzie promowane bardzo długo i doskonale się „sprzeda”. Już na tę chwilę informacje o walce Michała Materli z Damianem Janikowskim gwarantują naprawdę dobre wyniki odsłon.

Poza tym dzięki temu może dojść do starcia o trzecie miejsce. Każde z możliwych zestawień pomiędzy zawodnikami z tej czwórki byłoby emocjonujące.

Trudno było mi podjąć decyzję, gdzie tę sytuację umieścić – w zaletach czy wadach tego turnieju. Zwycięzca otrzyma pas po Mamedzie Chalidowie, który go niedawno zwakował… No właśnie – nie będzie póki co szans na starcie Materli/Janikowskiego/Askhama/Wójcika (wybierz jedno nazwisko) z Chalidowem. Dobrze, że tytuł nie będzie przetrzymywany przez coraz rzadziej walczącego Czeczena, jednak perspektywa kolejnej hitowej walki obok rewanżu z Tomaszem Narkunem zapowiadałaby się świetnie.

KSW 45, nadchodź!

Pamiętajmy, że pozostało jeszcze trochę czasu. Niech wszelkie zło omija zawodników i organizację! Kontuzja któregokolwiek z uczestników byłaby wielką stratą.

Powtórzę się – niech czas do wydarzenia na Wembley mija jak najszybciej. To będzie gala, której, miejmy nadzieję, nikt nie zapomni.