Trener Derricka Lewisa o kulisach porażki z JDS: Gdyby wyszedł do trzeciej rundy, to nie mógłby stanąć

Ostatni pretendent do tytułu mistrzowskiego wagi ciężkiej UFC Derrick Lewis (21-7, 1 N/C) w miniony weekend musiał uznać wyższość Juniora dos Santosa (21-5), z którym przegrał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie w walce wieczoru gali UFC on ESPN+4 w Wichtia. O kulisach tej porażki opowiedział trener „Czarnej Bestii” Bob Perez.

Jak dowiadujemy się z wywiadu portalu MMAfighting.com, który rozmawiał z Perezem, Lewis z powodu kontuzji kolana w ogóle nie powinien wychodzić do tej walki:

„Nie był w stanie dać z siebie wszystkiego. Patrząc na treningi podczas obozu przygotowawczego, to Derrick nie był w stanie nic zrobić w tej walce, naprawdę i szczerze.

Od 12 lutego nie byliśmy w stanie biegać. Nie robiliśmy treningów. Derrick mógł tylko pływać lub jeździć na rowerze stacjonarnym. Nie było mowy o walce.”

Chodzi oczywiście o kontuzję kolana, z którą Lewis wyszedł do walki z dos Santosem. Amerykanin w momencie walki z Brazylijczykiem miał uszkodzoną łąkotkę oraz zerwane więzadła krzyżowe.

I właśnie na to kolano Perez zwracał największą uwagę podczas walki. Ignorował nawet ból brzucha Lewisa, który z tego powodu słaniał się na nogach z bólu po jednym z ciosów dos Santosa:

„Wiedziałem, że został trafiony w brzuch, ale nie wiedziałem w jakim stopniu, bo np. Travis Browne faktycznie złamał mu żebra. Derrick wyglądał tak, jakby chciał iść się wysrać, ale potem uznałem, że faktycznie może mieć złamane żebra. Ale bałem się o jego kolano. Widziałem, że kilka razy się go trzymał. Widziałem, że zostało zestrzelone przez dos Santosa.

Powiedziałem mu, że musimy to skończyć. Gdyby walka wyszła do trzeciej rundy, to nie byłby w stanie stanąć na nodze. Nie utrzymałby swojej wagi na niej. Za kulisami poruszał się na wózku inwalidzkim,. Jego noga była całkowicie zablokowana. Żaden zawodnik nie jest całkowicie zdrowy, kiedy wchodzi do walki, ale w przypadku Lewisa, to zdecydowanie przegrał ze zdrowiem w tej walce.”