MMA PLBez kategoriiTomasz Drwal: Halo tu Ameryka – ciąg dalszy

Tomasz Drwal: Halo tu Ameryka – ciąg dalszy

3

San Diego (USA). 07. 06. 2009 r.(niedziela wieczór). Halo! Cześć! Witaj!
Możemy teraz spokojnie pogadać. Co prawda niedziela ma się ku końcowi a jutro ostra jazda, no i łóżko na mnie czeka, hahaa

– ale słyszę, że humor dopisuje?

Tak, wszystko jest w porządku. Za to cały tydzień był ciężki, nie przypominam sobie podobnego w moim życiu. Pamiętasz jak rozmawialiśmy w środę, zacząłem rozmowę od narzekań i żali, że tu coś mnie boli, a tutaj to masakra, że nie wytrzymam chyba dłużej. Każdy najmniejszy ruch sprawiał mi trudności a wszystko to po wtorkowych treningach. Pocieszeniem było to, że jutro czwartek, a to oznaczało, że już bliżej niedzieli –  jedynego wolnego dnia. To co czułem i opowiadałem Ci w środę to w porównaniu z czwartkiem był mały pikuś, hahaa.

– co Ty, aż ciężko!

Posłuchaj. W czwartek zostaliśmy totalnie rozjechani wieczornym treningiem. Trener Jacko zafundował nam piekło na ziemi. Nie wyobrażasz sobie jak byliśmy potwornie zmęczeni. Widocznie, nasz tragiczny wygląd poruszył serce trenera, który na nas popatrzył i powiedział – panowie, jutro dzień wolny, no  ewentualnie zrobicie saunę.
Zaskoczył nas maksymalnie, na zakończenie rozmowy mruknął jeszcze pod nosem – lepiej być nie dotrenowanym niż zaoranym. Dzięki mu za to.
Dowlekliśmy się jakoś z Jankiem do hotelu. W milczeniu zjedliśmy kolacje i odżywki. Myślałem tylko o jednym, dopaść łóżka, o niczym więcej. Zasnęliśmy jak dzieci. Spaliśmy całe 12 godzin.

1

– Tomek, wiesz co, powiec więcej szczegółów o samych treningach.

No nie. Daj mu palec to zaraz poprosi o całą rękę.  Pamiętasz jak zaczęliśmy naszą współpracę, to umowa była taka, będziemy rozmawiać o moim pobycie w USA, o wszystkim ale nie o szczegółach treningowych czy przygotowywanej taktyce na moją walkę z Mike’m. To po pierwsze. Po drugie, umówiliśmy się, że jak wrócę do kraju to wspólnie zorganizujemy kilka seminarium na których pokażę to czego tu się nauczyłem. Pamiętaj obiecałeś mi w tym pomoc.

– no już dobrze. Mów dalej.

Piątek zaczęliśmy tradycyjnie od wstania z łóżka,  a jak to ostatnio bywa, nie jest to takie łatwe. Naprawdę było ciężko. Nogi , plecy, brzuch, barki ramiona, to czułem najbardziej.  Zejście po schodach na dół tez nie było łatwe. To tutaj naprawdę poczułem nogi, że są  jak z gumy.  Po śniadaniu mała prywata, każdy z nas zajął się czymś swoim. Ja porozmawiałem z bliskimi i  znajomymi, to już nawyk, ale tego potrzebuje to mi pomaga. Tak zleciał nam czas do obiadu, w międzyczasie wpadliśmy na basen, trochę się odprężyć i zrelaksować oraz obowiązkowo złapać słońca
Po obiadku lekka drzemka i około 18:15 pognaliśmy na saunę. Spotkaliśmy tam naszych trenerów, pogadaliśmy o tym i o tamtym.  Umówiliśmy się na trening na sobotę. Cudowny dzień, czułem się jak nowo narodzony, odpoczęliśmy i objawy zmęczenia ustały.

4

– Tomek, czyli taka przerwa to dobry pomysł.

Tak, to było bardzo potrzebne.
Sobotę zaczęliśmy od pobudki o 7:00 rano gdyż pierwszy trening miał się zacząć 9:00. Tak jak zwykle śniadanie , odżywki i punktualnie na 9:00 byliśmy zwarci i gotowi na trening w Throwdown Gym. Ten trening prowadził drugim trener – Searg. Searg  ma czarny pas BJJ. Pokazywał nam kilka motywów w parterze ( nie ukrywam,  ale wcześniej tego nie widziałem i kompletnie nie znałem), które były proste , szybkie a co najważniejsze skuteczne. Przerabialiśmy je z Jankiem oraz Garethem (tydzień temu wygrał swoją kolejną walkę w MMA i to w bardzo szybkim czasie, w pierwszej rundzie).
Przerabianie technik i ucieczek z różnych pozycji zajęło nam dwie godziny. Po czym zrobiliśmy szybką saunę, rozciąganie. Około 13:00 wylądowaliśmy na plaży Ocean Beach , boggie board w ręku, pianka, specjalne małe płetwy i fale na 3 metry. To jest to co lubię najbardziej robić w wolnych chwilach w USA. A ile śmiechu przy tym, złapanie fali nie jest takie proste jak mi się wydawało oglądając serferów w telewizji a jeszcze trudniej jest wypłynąć na pewną odległość od brzegu żeby fale dorwać.  Jest to tak ciężka praca, sam się z siebie śmiałem ze przyjechałem się zrelaksować a dysze jak na treningu w Gymie. Ujeżdżanie fal to super zabawa połączona z niezłym wysiłkiem fizycznym zwłaszcza gdy fale są większe. Ktoś kiedyś mówił, że najlepiej się odpoczywa jak się robi to co się lubi, hewee. Po powrocie do hotelu mały relaks w przyhotelowym jacuzzi a wieczorem luźny godzinny bieg w miejsce gdzie wcześniej ujeżdżaliśmy fale. Tak minęła nam sobota.

– człowieku, to prawie jak na wczasach!

Co to za wczasy. Niedziela to dopiero wypas. Na dzień dobry zaczęliśmy od siłowni, żeby nie stracić wolnego czasu. O 12:00 byliśmy już w porcie. Wypożyczyliśmy kajaczki i popłynęliśmy pozwiedzać zatokę. Wyobraź sobie, tak przez kilka minut sobie wiosłujemy. Miło i sympatycznie gadamy z Jankiem. Na raz, moim oczom ukazał się nie samowity widok, jakaś płetwa wystająca z wody i pierwsza myśl jaka mnie dopadła to, rekinek nie ma co jeść, hahaa. Człowieku, niesamowite wrażenie, zwłaszcza, że ta płetwa wystawała z wody jakieś 10 m od nas.

5

Jednak jak się okazało było to tylko delfin. Ale ulga, uf. Delfiny mają podobne płetwy do rekinów, a z tego co wiem, te też dają o sobie znać, co jakiś czas w San Diego. Delfiny które koło nas pływały zrobiły na nas nieprawdopodobne wrażenie. My na nich żadnego, one jak by nigdy nic płynęły obok nas tam i z powrotem. Tylko nie chętnie pozowały do zdjęć,  ale jakieś nam udało się zrobić.  Co ciekawe, w tej zatoce, kilka dni temu, spotkaliśmy foki siedzące  na pomostach i ryczące w niebogłosy. Ale wrażenia. Dzisiaj zobaczyłem delfiny z kajaku  praktycznie na wyciągniecie ręki,  pomyślałem ile jeszcze ciekawych rzeczy możemy tu zobaczyć, poznać i to nie tylko związanych z MMA, ale dzięki MMA. Fajnie jest być sportowcem.
Wycieczkę kajakami zakończyliśmy smażoną rybką i krewetkami z pobliskiej smażalni. Po powrocie do hotelu odkryliśmy, że nas nieźle przysmażyło w tych kajakach.
Najgorsze, że czas zleciał bardzo szybko, skoczyliśmy jeszcze do marketu po zakupy na jutrzejsze śniadanie. Jest już niedziela wieczorem. Dzisiaj musimy iść spać wcześniej,  bo mamy zapowiedziane, że nadchodzący tydzień będzie bardzo ważny i mega ciężki. Na pocieszenie zostaje mi to, że to już ostatni tydzień. Byle do niedzieli…. Pozdrawiam wszystkich w Polsce.

Tomek Drwal

Źródło: fightsport/perfekt-tv/mmablog