MMA PLBez kategorii#TBT vol.1: Pride Final Conflict 2005 : Emelianenko vs Cro Cop

#TBT vol.1: Pride Final Conflict 2005 : Emelianenko vs Cro Cop

Foto: foto: tapnapsnap.com
Foto: foto: tapnapsnap.com

Rozpoczynamy nowy cykl, tzw. “Throwback Thursday”, w którym będziemy Wam przypominać ikoniczne walki z bliższej i dalszej przeszłości.

Na pierwszy ogień idzie walka Fedor Emelianenko vs Mirko Cro Cop z 28go kwietnia 2005. Zdecydowałam się na nią, ze względu na ciche pogłoski o powrocie Fedora (trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść?) i powrót Mirko.

Walka z kanonu MMA. Kto nie widział, ma dziś szanse nadrobić elementarne braki w informacjach. Ponad 10 lat temu doszło do starcia tytanów wagi ciężkiej w superfighcie Pride.

Tego dnia potwierdziły się dwie istotne sprawy, Japończycy wiedzą jak robić gale a Słowianie wiedzą jak się bić.

Na hali, która zgromadziła prawie 48 000 ludzi, starły się największe sławy wagi ciężkiej tamtego czasu. A warto wspomnieć, że były to czasy kiedy PRIDE był większy i lepiej zorganizowany niż UFC (oh, ta nostalgia…).

Fedor w szczycie swej kariery, Mirko pretendent do strącenia Imperatora z tronu. (nie zapominajmy, że wcześniej pokonał młodszego brata Fedora -Alexandra). Obaj mieli widocznie obraną taktykę, obaj zdecydowanie odmienną. Mirko pokładał nadzieję w swoich, legendarnych już, nogach. Ale jak się okazało, ciężko kopać, gdy  nieustannie trzeba się cofać by nie oberwać rosyjskim młotem lub nie wpaść w klincz. Choć trzeba oddać Crocopowi, że dał solidnie posmakować Fedorowi swoich umiejętności kickbokserskich (złamany nos w pierwszej rundzie!).

Założeniem tej notki nie jest streszczać Wam walkę (link do obejrzenia oczywiście dorzucamy, a wyniku nie będziemy zdradzać;) ) a zwrócenie uwagi, na to jak odmienne style,nie ukwiecone “bajerami” ,wspólnie, mogą nam zafundować niesamowite widowisko i radochę po dziś dzień.

Walka ta zwraca uwagę nie tylko ze względu na walory sportowe, ale i na to jak zmieniły się realia MMA przez ostatnie 10 lat. Kto widział ostatnio sędziego popędzającego tak fighterów?! Taka masa ludzi na arenie, to nie tak częsty widok (ok, mamy fightpassy i streamy), szczególnie jeśli porównamy liczbę 48 tysięcy (ta walka) do przykładowo UFC 190 z liczbą 16tys. widzów.

Tak czy inaczej Mirko i Fedor udowodnili jak ciężką rękę ma słowiański chłop i jak wytrzymały ma łeb i wątrobę…(ah te midkicki).