Recenzja filmu Underdog. Miłe zaskoczenie, ale do ideału brakuje

Doping, romans, konflikt z rosyjską mafią, walki w klatce i ze samym sobą. 11 stycznia w kinach pojawił się „Underdog”, pierwszy polski film fabularny o MMA, z udziałem Eryka Lubosa i Mameda Chalidowa. Film, na który wybrać powinien się każdy kibic sportów walki. Twórcom i aktorom należy się flaszka schłodzonego „Kavulsona”.

Nie jestem filmoznawcą, do kina chodzę bardziej od święta. Na „Underdoga” wybrałem się jednak w pierwszym możliwym terminie. I to nie był stracony czas, jestem bardzo miło zaskoczony produkcją wyreżyserowaną przez Macieja Kawulskiego. Nie mogę powiedzieć, że to dzieło sztuki. Pojawiły się mankamenty, które jednak nie przeszkodziły w odbiorze produkcji jako dobrej, solidnej. Zwłaszcza biorąc pod uwagę realia polskiego kina.

Fabuła pełna zwrotów akcji. Aż do przesady

Sprytna gra tytułem – „underdog” nie tylko dotyczył roli Borysa „Kosy” Kosińskiego (Eryk Lubos) w walce z Denim Takajewem (Mamed Chalidow). To właśnie pies towarzyszył głównemu bohaterowi od samego początku i nadał sensu fabule. Przecież to dzięki niemu wojownik poznał Ninę (Aleksandra Popławska) i wmieszał się w kolejne intrygi.

Nie wdając się zbytnio w szczegóły, bo nie chcę zdradzać treści całego filmu, przyznam, że konflikt, w który wdał się „Kosa”, był bardzo intrygujący i wielokrotnie można było się zastanowić, jaką decyzję podejmie główny bohater. Problem w tym, że niektóre sceny były po prostu przekoloryzowane, a wręcz nieprawdopodobne. Dzięki temu uniknięto jednak kiczowatego schematu „porażka w pierwszej walce, potem wielki rewanż”. Momentami scenarzyści powinni jednak zejść na ziemię – zwłaszcza w końcowej części.

Spodobała mi się gra Eryka Lubosa. Dobrze odnalazł się w realiach MMA. W klatce KSW spisałby się lepiej niż Tomasz Oświeciński. Aktorstwo Mameda Chalidowa nie porwało, jednak nie można na niego narzekać. Jego postać miała mieć raczej wymiar symboliczny. To nie sygnał o przejściu Czeczena z klatki do kinematografii, tylko docenienie jego wieloletniej kariery. Na filmowy debiut wypadło całkiem nieźle.

Dobra gra aktorska

Janusz Chabior jako charyzmatyczny trener „Kosy” nie zawiódł, zagrał na swoim poziomie. Nie brakowało śmiesznych scen z jego udziałem. To człowiek, który idealnie wpasował się w klimat tego filmu. Jego żarty idealnie wpasowały się w często sarkastyczne dialogi swojego podopiecznego.

Nie zawiodły mnie Nina (Aleksandra Popławska) i Sonia (Emma Giegżno). Tomasz Włosok odegrał trudną rolę jeżdżącego na wózku Tomka, jednak spisał się w niej świetnie – przede wszystkim bardzo emocjonalnie. Jarosław Boberek grający gangstera Dziedzica spisał się o wiele lepiej niż Puszkin (Mariusz Drężek).

Nie można też zapomnieć o Romanie Szymańskim! W zawodniku KSW widać aktorski potencjał. Z fighterów epizodycznie pojawił się też Kamil Waluś, który jednak udowodnił, że na dobre porzucił marzenia o karierze sportowca.

Brutalne realia sportów walki

„Kosa” pracujący na bramce w klubie – dobre tło do dalszej akcji filmu, a zarazem codzienna praca wielu zawodników. Nie uciekano od schematu, że MMA to sport, w którym panuje sama uczciwość. Był doping, picie alkoholu, narkotyki i mafia. Bez zbędnej idealizacji sportów walki.

Spodobało mi się też kilka stwierdzeń – „Naklejki pan zbiera?” usłyszane od ekspedienta w sklepie, „Kosa, jestem Twoim idolem, wiesz?!” od pijanego gościa w klubie, czy „Takajewowi to ja nawet walkę z Marylą Rodowicz mogę zrobić” Macieja Kawulskiego. Uśmiechnąłem się, ale trochę prawdy w tym jest.

Prawdziwe były przede wszystkim słowa ojca Kosińskiego, trenera boksu – „W klatce to biją się zwierzęta”. Niestety, ale takie głosy ciągle się pojawiają. Miejmy nadzieję, że ten film po raz kolejny udowodni, że tak nie jest. Wciąż istnieją nieugięci szkoleniowcy pięściarstwa, którzy uważają, że boks jest sportem prawdziwych gentlemanów, a MMA dla patologii.

Zabrakło jedynie więcej scen z udziałem właścicieli Konfrontacji Sztuk Walki. Dlaczego pominięto sceny negocjacyjne z Kosińskim? Maciej Kawulski i Martin Lewandowski w „Underdogu” pojawili się tylko raz – przy rozmowie z Takajewem. To za mało. Wiem, że główna fabuła dotyczyła czegoś innego, ale przydałoby się trochę więcej realizmu. Co prawda były urywki z konferencji prasowych, Łukasz Jurkowski i Andrzej Janisz jako komentatorzy, ale można było to udoskonalić – na przykład wykorzystać Mateusza Borka, aby przeprowadził emocjonalny wywiad z „Kosą” po walce. Nie było tej kropki nad i.

Sceny walki

Za pojedynki odpowiadał współpracujący z Konfrontacją Sztuk Walki Dominik Durniat. Przyznam, że starcia momentami były aż zbyt piękne, by dochodziło do nich na co dzień. Ale nie ma co się temu dziwić. Wszak starcie Kosiński vs Takajew 2 miało być „walką roku”, a nawet „dekady”, jak to zapowiadali Łukasz Jurkowski i Andrzej Janisz. Ponadto widzów, którzy na film wybiorą się z przypadku lub czystej ciekawości, tylko takie sceny starć zachęcą.

Warto odnotować, że w roli dublerów wystąpili David Zawada i Ajub Magomiadow. Przejścia zrealizowane profesjonalnie, nie było tego widać. Dobra robota.

Tak jak pisałem wcześniej – przydałoby się udoskonalić sceny pojedynków o wywiady czy negocjacje z organizatorami gali. Tej otoczki mi trochę zabrakło, a to przecież największa broń KSW. Starcia zostały pokazane zbyt artystycznie.

Zbyt dużo przygotowań, za długi soundtrack

Zdecydowanie gorzej wypadły sceny przygotowań. Co za dużo, to niezdrowo! A tych było od groma. Nie liczyłem, ile czasu łącznie potrwały, ale podejrzewam, że gdybym odliczał ze stoperem, to zajęłyby całkiem sporą część filmu. Więcej fabuły, mniej przygotowań – porada na przyszłość. Spokojnie można było wyciąć przynajmniej połowę z nich. Ełk jako lokalizacja spisał się wspaniale.

Soundtrack filmu wypadł bardzo dobrze, ale moim zdaniem było go aż do przesady. Kilka scen spokojnie można było przedstawić w ciszy – właśnie w trakcie treningów. Największy uśmiech na twarzy wywołało jednak „Jestem królem” Popka, a wzruszyć miały rewelacyjne utwory Marka Dyjaka.

Można być dumnym

Na naszych oczach napisał się kawał historii. Polskie sporty walki doczekały się filmu z prawdziwego zdarzenia. Nie był idealny, ale sam fakt powstania takiej produkcji jest czymś wspaniałym. Kto z nas kilka lat temu powiedziałby, że nad Wisłą niedługo będą powstawały filmy fabularne o MMA?

Uważam, że to dobry materiał, który w przyszłości mógłby być kontynuowany. Wiele spraw można dłużej „pociągnąć”. Czasem zabrakło wyjaśnienia.

W Polsce brakuje filmów o tematyce sportowej. Poza „Bokserem” o losach Przemysława Salety nie potrafię wskazać dzieł fabularnych o sportach walki. „Underdog” wyznaczył ciekawy kierunek, który powinien być kontynuowany.