MMA PLBez kategoriiPrzeszłość, teraźniejszość i przyszłość MMA

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość MMA

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość MMA

Kiedy UFC miało swoje pierwsze PPV 10 lat temu, chudy, ważący 170
funtów zawodnik, Royce Gracie dominował nad każdym z kim walczył,
używając podstaw Brazylijskiego Jiu Jitsu. Nieoczekiwanie, każdy
stwierdził, że bokserzy i kick bokserzy (striker), to stare relikty.
Royce pokazał światu, że prawdziwa walka toczy się na ziemi, w
parterze, nie w stójce. Po odejściu Royce’a z "Octagonu", następna
generacja zawodników zdawała się potwierdzać tą teorię. Kiedy drobni
Brazylijczycy nie byli już najlepsi, nowi doskonali wrestlerzy zajęli
ich miejsce. Liderem nowej rewolucji był Mark "the Hammer" Coleman.
Pomiędzy Colemanem a Royce’em, był jeszcze jeden zawodnik, Don Frye.
Frye, razem z Marco Ruasem, jest uznawany za jednego z pierwszych
fighterów, wyszkolonych pod każdym względem. Mógł walczyć jak zapaśnik,
striker, posiadał nawet umiejętności typowe dla chwytaczy (submission
skills). Ale Don, przegrał z Markiem Colemanem. Lanie jakie zebrał Don,
było tak mocne, że spędził pewien czas w szpitalu po ich walce. Razem z
Colemanem, narodził się inny "super wrestler", Mark "The Titan/Smashing
Machine" Kerr. Tak jak Coleman, Kerr niszczył każdego rywala z którym
walczył. Ta dwójka, sprawiła iż zaczęła funkcjonować nazwa "ground
& pound". Kiedy Royce Gracie, pokonywał każdego przeciwnika
używając technik charakterystycznych dla jiu jitsu, tych dwóch
zapaśników, powalało swoich przeciwników (takedown) i biło najmocniej
jak tylko potrafiło. 
Następnie doszło do wielkich zmian,
kiedy pojawił się Maurice Smith. Smith był średniej klasy kick
boksererm, występującym w K-1. Odniósł sukces w K-1, ale bardzo wiele
brakowało mu do najwyższego poziomu. Jednak był on najlepszym
strikerem, jaki postawił swą nogę w Octagonie. Wiele osób sądziło, że
ta walka zakończy się jak wiele pojedynków Colemana: Mark powali
przeciwnika, i będzie uderzał tak długo, aż ktoś przerwie walkę. Stało
się inaczej.. Maurice pokonał Colemana. Tak, Markowi udało się go
powalić, ale Smith pokazał doskonała witalność na ziemi, i zdołał
przetrwać. Podczas walki Smith, będzie kontrolował Colemana, poprzez
bicie brutalnych low kicków. Dzięki temu wygrał walkę i UFC Heavyweight
Title. Nadal jednak twierdzono, że była to tylko wpadka, a w następnej
walce Coleman pokona debiutanta Pete’a Williamsa z Lion’s Den. Williams
udowodni jednak, że Smith nie był pomyłką, i przez KO wygra z
Colemanem, dokładniej przez kopniaka w głowę, który do tej pory jest
jednym z najlepszych nokautów w historii UFC (Williams stał w pozycji
bocznej, a Mark mający słabą kondycję, z opuszczoną gardą, przyjął
potężnego kicka na szczękę – przy. Deliquent). W kolejnej walce,
Coleman ponownie przegrał – tym razem z doskonałym "uderzaczem" z
Brazylii – Pedro Rizzo. Facet, który był uznawany za zawodnika którego
nie da się pokonać, przegrywa trzy razy z rzędu ze strikerami. O ile
Williams stanie się bardziej grapplerem niż strikerem, a Smith przegra
wkrótce z Randym Couture, pojawił się nowy "nie możliwy do pokonania"
styl, którego twórcą był Pedro Rizzo: striker z doskonałą obroną przed
obaleniami. 
Odeszły dni, kiedy wrestler mógł powalić przeciwnika na ziemię, Pedro
był zawodnikiem nowej generacji. Zabójcze pięści, i bolesne leg kicki,
doskonała obrona przed obaleniami (sprawl), był niesamowity. Ludzie
twierdzili, że Pedro zdominuje świat MMA. I dominował, przez krótki
czas, pokonując po niesamowitej walce Tre Telligmana, i Tsuyoshi
Kohsake. 
Po drugiej stronie oceanu, człowiek znany jako Igor Vovchanchyn, używał
tej samej strategii: trzymaj walkę w stójce, i potężnie uderzaj
przeciwnika. Igor wygrał kontrowersyjną walkę z Markiem Kerrem, w
wyniku czego, był pierwszym któremu udało się zatrzymać "Tytana".
Ponownie, strategia była prosta, utrzymywać walkę w stójce, i zmuszać
wrestlera do wymiany uderzeń. Przez pewien okres, dwoma najlepszymi
zawodnikami na ziemi byli strikerzy którzy znają się na zapasach, a
raczej umieją się obronić przed takedownem.
Rok 2000 ponownie wszystko zmienił. Rizzo przegrał z "uczniem" Marka
Colemana, Kevinem Randlemannem, a sam Coleman powróci w wielkim stylu,
i wygra Pride Grand Prix. W finale pokona, nikogo innego tylko.. Igora
Vovchanchyna. Niespodziewanie, ponownie najlepsi byli wrestlerzy. 
Nowy mistrz UFC, Randy "the Natural" Couture, był lepszy w stójce niż
inni zawodnicy, i miał doskonałą zdolność do walki w klinczu, jednak w
sercu, nadal pozostawał wrestlerem, który powala przeciwników przez
klasyczny "ground & pound". 
Jednak, przewaga wrestlerów, nie będzie trwała długo… Na początku
2001 roku, Pride przedstawi człowieka, który zmieni świat MMA na
zawsze, tym człowiekiem jest Antonio Rodrigo Nogueira. "Nog" stanie się
jednym z pierwszych, prawdziwych "all rounderów", czyli zawodników
dobrych w stójce, w zapasach, w końcu doskonałych chwytaczy. Niebawem
udokumentuje to wygraną z Markiem Colemanem, i będzie przeważał i w
stójce, i na ziemi. Nogueira używał niesamowitego arsenału chwytów,
wcześniej niespotykanego dla heavyweightów, i stał się nr # 1. Nie był
to przypadek. W UFC, inny heavyweight, Josh Barnett robił dokładnie do
samo. Miał doskonałe umiejętności w stójce, co pokazał w walce z Pedro
Rizzo, a zarazem świetnie czuł się na ziemi. Ta nowa forma fightera,
była także widziana w Murlio Bustamante. Nawet bardziej niż u Nogueiry
i Barnetta, "Busta" miał ręce boksera, na ziemi był mistrzem BJJ, a
jego takedowny wyglądały jak u światowej klasy wrestlera. Jednak obaj,
Busta i Barnett nie walczyli prawie rok w wyniku problemów
kontraktowych i dopingu (ostatnio Bustamante walczył na Total
Elimination z Quintonem, a Barnett w Pancrase z Kondo prawie miesiąc
temu – przyp. Deliquent). 
Nogueira będzie walczył twardo. Dzielił i rządził w dywizji HW w Pride,
i stał się jednym z najbardziej niesamowitych i walecznych mistrzów
jakich widział kiedykolwiek świat MMA (świetne walki z Sappem i
Hendersonem, nie wspominam o Herringu). Potem napotkał na swojej drodze
cegłę w postaci Fedora Emelianenko. Nog miał pokonać Fedora. Przecież
Emelianenko był tylko kolejnym zawodnikiem walczącym w stylu ground
& pound, a Nogueira pokonał mistrza tegoż stylu – Marka Colemana,
więc nikt nie stawiał na Fedora. Ale ponownie, okazało się że niema
niepokonanego zawodnika. Fedor nie tylko pokazał nam nową przerażającą
wręcz wizję ground & pound, zrobił to znajdując się w najlepszej
gardzie w świecie MMA (garda w parterze jest charakterystyczna dla
zawodników BJJ). Emelianenko, nie tylko zagrał w grę Nogueiry, był w
niej lepszy. 
Teraz nowy heavyweight pokonuje każdego na swojej drodze, Mirko Cro-Cop
Filipovic. Robi to używając tego samego stylu co Pedro Rizzo, czyli:
sprawl & brawl. Obecny mistrz UFC, Tim Sylvia robi to samo. Trzyma
walkę w stójce i wymienia ciosy. 
W tym momencie nasuwa się pytanie, dokąd zmierza świat MMA ? Logika
mówi, że o ile atleci zawsze będą szybsi i silniejsi, przyjdzie czas
kiedy wszystko się wyrówna. Być może coś przegapiłem, ale naprawdę od
dawna nie było nowej klasy rzucających w baseballu. Tak samo z
koszykówką, ludzie nie zmienili jej podstaw, podstaw rzutu. Więc jak
będzie wyglądać MMA ? Czy to wszystko, czy będzie tak jak jest ? Myślę,
że bardzo możliwe, że tak. 
Jeżeli ktoś chciałby stworzyć "idealnego fightera", prawdopodobnie
wyglądałby tak: pięści i siła ciosu profesjonalnego boksera, kicki
Ernesto Hoosta, takedowny Marka Colemana, agresja Vanderleia Sillvy,
inteligencja Josha Barnetta, garda Nogueiry, ground & pound Fedora
Emelianenko, rzuty Quintona Jacksona, klincz Randy’ego Couture,
kondycja Franka Shamrocka, nieobliczalność Sakuraby. W skrócie,
zawodnik następnej generacji powinien umieć walczyć w K-1 i Abu Dhabi
(tylko chwyty) bez żadnych problemów. Nie sądzę aby tak się stało. 
To bardzo proste – nie ma tyle czasu, aby opanować do perfekcji
wszystkie różnorodne formy walki. Szmat czasu, zabiera zostanie kick
bokserem poziomu Mirko CroCop’a, tak samo perfekcyjne opanowanie BJJ na
poziomie Roylera Gracie. Nie wiem czy jest możliwe, by jeden człowiek
mógł poznać i kształtować swoje umiejętności dla dwóch zupełnie innych
styli, zawodów. Problemem jest taki, że o ile to nowe pokolenie
fighterów, może udowodnić że jest wytrenowane pod każdym względem,
zawsze będą lepsi zawodnicy w danej dziedzinie, i bardzo możliwe, że
zawsze będą dominowali nad resztą. Bustamante, jest zapewne najbardziej
wyszkolonym zawodnikiem pod każdym względem. Ale gdyby spotkał się ze
światowej klasy strikerem, powiedzmy Musashim z K-1, gdyby nie mógł
walczyć w parterze – przegrałby.
Co więcej, jest jeden główny czynnik który zawsze będzie wyznaczał
rozwój – zasady. Jeżeli MMA byłoby prawdziwym vale tudo, wtedy
zapaśnicy wygrywaliby częściej. Jednak, jest jedna reguła która bardzo
faworyzuje strikerów: stójka. Strikerzy wiedzą, że jeśli zostaną
obaleni, wszystko co muszą zrobić to klinczować, a sędzia nakaże powrót
do stójki. Dochodzi wówczas do dwóch rzeczy: najczęściej strikrzy nie
robią nic na ziemi, ale zmusza to grapplerów do głupich ryzykowanych
akcji na ziemi. Jeżeli football jest grą "cali", to grappling jest grą
"milimetrów". Najmniejsze błąd, i grappler może znaleźć się w bardzo
niebezpiecznej pozycji.
Gdybym musiał zapewniać jak będzie wyglądał świat MMA za 10 lat,
powiedział bym, że tak samo jak dziś: cyklicznie. Zdaje się, że za
każdym razem gdy nowy zawodnik przychodzi i pokonuje "niepokonanego"
świat MMA się zmienia, i zmienia zdanie o tym co jest efektywne. Po
rozeznaniu na różnych message boardach, wyniki, że ludzie uważają
Fedora i CroCopa, za prototyp zawodnika przyszłości. Odpowiedź na to
jak pokonać CroCopa jest prosta – obalić go i w parterze organizować
całą walkę. Oczywiście, zagadką jest jak go obalić, i zatrzymać w
parterze. Przez to co Fedor zrobił z Nogueirą, masa ludzi odwraca się
od BJJ i twierdzi, że garda jest przestarzała i nieskuteczna. Może to
trwać jeszcze rok lub dwa, ale zawsze będzie się zmieniać, i stawiam na
to, że nowy mistrz BJJ pokona Fedora jak zwykłego uczniaka. Może to
będzie nawet Nogueira, chcący rewanżu. Zawodnicy następnej dekady, będą
naprawdę niesamowici i o wiele lepsi. Ale myśl, że każdy może być dobry
we wszystkim jest tylko snem. Nie ma niepokonanych zawodników, to jest
pewne. 
Ale łatwo powiedzieć, że można być niepokonanym. Fizycznie, i
psychicznie nikt nie da sobie rady. Ale jest jeden czynnik który sprawi
że wszystko będzie jasne i klarowne. Nazywam to "czynnikiem Sakuraby".
Obiektywnie patrząc, Sakuraba nie powinien był pokonać większości
zawodników z którymi wygrał. Walczył z lepszymi zapaśnikami,
strikerami, ale ich pokonał. Dlaczego? Bo zrobił coś, o czym nikt inny
nie myślał. Niektórzy uznają jego postać za typ showmana, i sprawia to,
iż posiada on w sobie coś z szaleńca, ale poza tym, jest to gra
psychologiczna która nie była widziana od czasu Sakuraby w swoim
najlepszym okresie. Jeżeli jest naprawdę niepokonany fighter, on musi
być uznawany za najbardziej niekonwencjonalnego. Logika podpowiada "idź
w lewo". On nie tylko pójdzie w prawo, zrobi to w efektownym stylu. Za
każdym razem gdy "Saku" staje w ring, robi coś innego, coś na co nikt
nie jest przygotowany. Ludzie mówią "trzymaj gardę", ale on tego nie
robi. "Trzymaj się rywala w parterze", a on wstanie. Saku waży 185
funtów, i jest daleki od zrzucenia tej masy. Weltwerweight Champion
UFC, Matt Hughes waży około 190 funtów. Sakuraba jest naturalnym
Middleweightem, jeśli nawet nie Welterweightem (pół średnia), ale z
powodu tego szaleństwa był w stanie walczyć z Lightheavyweight’em czy
Heavyweightem (walka z Igorem na Pride GP). Jeżeli jest, lub
kiedykolwiek będzie niepokonany fighter, będzie nim ktoś kto się z tym
urodził. Nie będzie to coś, czego można się nauczyć. 
Oczywiście zawsze pojawi się ktoś jak Bob Sapp, ktoś kto jest włożony w
ciało prawdziwej maszyny, ale jest on tylko zawodnikiem bez prawdziwych
umiejętności. Jednak z uwagi na niesamowite rozmiary i siłę, nawet
kiedy najlepsi zawodnicy na ziemi go pokonają, jest to uznawane za
zawód. Więc prawidłowa odpowiedz na to jak będzie wyglądać przyszłość
MMA to: kto wie..

by Mike Coughlin
— przetłumaczył Detonate

Scrolluj dalej, albo kliknij tutaj,
by obejrzeć kolejny wpis