Podsumowanie KSW 44: sześciu wspaniałych po sobotniej gali!

KSW 44 była jedną z najlepszych gal Konfrontacji Sztuk Walki, jakie oglądałem. Gwarantowane miejsce w czołówce mojej prywatnej listy. Jak już wspominałem wcześniej, w zapowiedzi przed galą – karta walk była niezła, była solidna, ale nie powodowała we mnie hurraoptymizmu i czułem pewien niedosyt. Wszystko w porządku, ale czegoś mi brakowało.

W trakcie trójmiejskiego wydarzenia się nie zawiodłem – tak jak przypuszczałem. Sportowo zobaczyliśmy to, czego można było się spodziewać – bardzo wysoki poziom i walki, których nie powstydziłaby się żadna inna organizacja. No, może UFC nie chciałoby pojedynku Tomasza Oświecińskiego z Erkiem Junem… Po tym jak Dana White komentował ostatni występ CM-a Punka – miejsce byłoby co najwyżej na Fight Passie.

W klatce kilku zawodników trochę zawiodło, ale na ich tle wybili się inni. Poznajcie sześciu wspaniałych, którzy w mojej ocenie zaprezentowali się najlepiej.

Sebastian Przybysz

Takimi nokautami wagę kogucią można reklamować! Reprezentant Mighty Bulls moim zdaniem zasłużył na nagrodę za nokaut wieczoru, po tym jak po 108 sekundach po jego lewym prostym Dawid Gralka padł na deski.

W ten sposób Sebastian Przybysz dołączył do póki co kiepsko obsadzonej, ale będącej dopiero w fazie raczkowania wadze koguciej. Oprócz niego jej zawodnikami w KSW są Anzor Ażijew, Kamil Selwa, Paweł Politylo, Antun Racić i właśnie Gralka.

Ten 24-latek ma potencjał na mistrza. KSW musi to docenić i dać mu kolejną szansę jak najszybciej.

Gracjan Szadziński

Cios, po którym padł Paul Redmond, był zabójczy. Nic dziwnego, że Irlandczyk rano musiał przejść operację. Nos złamany w trzech miejscach, złamana przegroda i rozwalone zatoki – taki był bilans szkód, które wyrządził mu Gracjan Szadziński.

Sam przed tym pojedynkiem stawiałem na „Redsera”. W Szadzińskiego zwątpiłem – przepraszam.  Z chęcią widziałbym go teraz w pojedynku z Grzegorzem Szulakowskim. To mogłoby wprowadzić go do polskiej czołówki wagi lekkiej.

Warto też wspomnieć o honorowym zachowaniu Polaka po walce. Odwiedził rywala w szpitalu rano, przynosząc ze sobą butelkę Jacka Danielsa. Chwali się.

Daniel Torres i Filip Wolański

W przypadku tej walki głupio czułbym się wyróżniając tylko zwycięzcę. To był bardzo wyrównany pojedynek, a zarazem świetna, zacięta klatkowa wojna, po którym werdykt mógł iść w obie strony. Koniec końców triumfatorem został Daniel Torres, ale sam po dwukrotnym obejrzeniu punktowałem na korzyść Filipa Wolańskiego.

Pretensji do werdyktu mieć jednak nie można. Remis pewnie byłby najbardziej sprawiedliwy. Wiadomo jednak, że inaczej walkę ogląda się z perspektywy trybun, spod klatki i z telewizora.

Rewanż? Wskazany!

Kleber Koike Erbst

Czarodziej parteru. Inaczej tego człowieka nazwać nie można. Marian Ziółkowski wskoczył w zastępstwo za Marcina Wrzoska tydzień przed galą, za co wielkie brawa zarówno dla federacji, jak i zawodnika. Klatka jednak wszystko zweryfikowała. „Golden Boy” nie miał szans.

Wydaje mi się, że Erbst w wadze piórkowej ustanowił wysoki poziom, którego nikt nie będzie potrafił przeskoczyć. Jedyna taktyka na walkę z nim to ta, którą w pierwszym starciu pokazał Artur Sowiński. Nie zbliżać się do parteru.

Mieszkaniec Japonii zasługuje na pas jak nikt inny.

Karol Bedorf

„Coco” wrócił do gry. Mariusz Pudzianowski w kilka lat ze strongmana zmienił się w zawodnika MMA, ale to nie wystarczyło na mocnego szczecinianina. Kimura, którą Bedorf zafundował „Pudzianowi”, była zbyt bolesna, by ją przetrwać.

Nie widzę innej możliwości niż walka o pas jako kolejny schodek w drogę na szczyt Karola Bedorfa. Nie ma sensu, żeby musiał coś komuś udowadniać po raz kolejny. Mistrzem był przez przecież trzy lata, więc czas to trofeum odzyskać.

Philu de Friesie, bój się!

Warto wyróżnić też:

  • Łukasza Rajewskiego – miałby zagwarantowane miejsce w liście, gdyby nie fakt, że ta gala była tak dobra. Poza tym jego rywal, Leo Zulić, był co najwyżej przeciętniakiem.
  • Wagnera Prada – dobry debiut Brazylijczyka, ale tutaj również kwestia rywala – Chris Fields był przez pewien moment overhyped. Nie zmienia to faktu, że czekam na pojedynek z Prada z Tomaszem Narkunem.
  • Michała Materlę – „Cipao” wrócił po porażce w dobrym stylu, ale stać go na jeszcze więcej! Martin Zawada był dla niego tylko rywalem „na przetarcie”.