MMA PLBez kategoriiPaweł Nastula [20 lipiec 2005]

Paweł Nastula [20 lipiec 2005]

nastek.jpgPrzegląd Sportowy: Jak wyglądał wieczór po przegranej z Nogueirą?

Paweł Nastula:
Byłem bardzo zmęczony i nie ukrywam – obolały. Wróciliśmy do pokoju, wypiliśmy kilka piw i poszedłem spać. Żadnego wypadu na miasto. Nawet nie poszliśmy na kolację.

Rozmowy o walce?

Szefostwo Pride’a było zadowolone z mojej postawy. Powiedzieli, żebym o nic się nie martwił, tylko szykował do następnego pojedynku. My we własnym gronie również gadaliśmy o tym bez końca…

W Polsce dominowały komentarze, że żal mistrza olimpijskiego…

Tak? Mi nie jest żal. Czuję się dobrze, dziękuję.

A jak odebrano ten pojedynek w Japonii?

Kibice wydawali się być bardzo zadowoleni. To była jedna z dłuższych walk podczas tej gali, a do tego otwarta – sytuacja się zmieniała. Bili mi na stojąco brawa, chwalili mnie, powtarzali „next time, next time”. Same pozytywne reakcje.

A w Polsce gorzej…

Mam wspaniałą żonę, która recenzuje prasę, która do mnie trafia. Nie czytam tekstów złych, bardzo krytycznych. Cenzura.

Ale Przegląd Sportowy pan dostał?

Oczywiście. Prawie pół nocy po walce spędziłem na czytaniu e-maili od fanów. Dostałem dwieście listów z podziękowaniami.
Niektóre były tak wzruszające, że się popłakałem.

Tanio skóry pan nie sprzedał.

Analizowałem walkę i na pewno jeszcze niejeden raz ją obejrzę. Popełniłem kilka błędów, co w dużej mierze spowodowane
było brakiem obycia. Potrzebuję sparingów, żeby złapać czucie w parterze, żeby nauczyć się bić w każdej pozycji. Muszę nauczyć się uderzać cały czas, nawet gdy ciosy są słabe, deprymują i wkurzają przeciwnika. Zadałem za mało uderzeń i źle rozłożyłem siły. Nie odpoczywałem w zwarciu w parterze. Jeśli w następnej walce popełnię o połowę mniej błędów, będę zadowolony.

Na czym będzie się pan teraz koncentrował podczas treningów?

Zdecydowanie zabrakło mi czasu na przygotowania. Najważniejsze są sparingi. Muszę złapać taki chamski nawyk, że jak można, to trzeba kopać. Jak można, to koniecznie ugodzić kolanem. Muszę też pracować nad techniką bokserską, obroną przed uderzeniami. W walce raz kopnąłem całkiem udanie, więc to świadczy, że możliwości są. Tylko trzeba je poprzeć pracą nad techniką, parterem i wytrzymałością siłową.

Kiedy i z kim dojdzie do kolejnego pojedynku?

W tym roku, ale szczegóły poznam dopiero pod koniec lipca. Sam chciałbym już znać termin i przeciwnika, bo wiedziałbym jak rozplanować przygotowania.

Ma pan już jakieś plany?

Mam kilka pomysłów, ale jeszcze nie wiem, co uda mi się zrealizować. W Szczecinie jest mocny ośrodek jiu-jitsu i chcę tam potrenować w parterze. Planuję dołączyć na treningi wydolnościowe i pobiegać po górach z kadrą judo, gdy będzie na obozie w Zakopanem. Może pojadę do Chorwacji do Cro Copa albo do Holandii. Nic jeszcze nie jest poukładane. Dopiero gdy wrócę z urlopu z rodziną w Turcji ustalę co i jak.

Pała pan żądzą zemsty na Nogueirze?

Nawet nie… Ale chciałbym móc się sprawdzić w rewanżu. Uważam, że niewiele mi zabrakło. Może trochę cwaniactwa. Mogłem wygrać. Trochę się podpaliłem przy tej „gilotynie” (rodzaj duszenia – przyp. red.). Gdybym chwilę przeczekał, przytrzymał, mógłbym zakończyć walkę. Ale to się tak mówi. W czasie starcia, wiele spraw za późno przetwarza się w głowie. Nogueira to nie byle kto, ale jest do ogrania.

Przegląd Sportowy – 20.07.2005

Rozmawiał: Dariusz Urbanowicz
Konwersja txt: Kain

Scrolluj dalej, albo kliknij tutaj,
by obejrzeć kolejny wpis