MMA PLUFCObszerna analiza techniczna gali UFC Fight Night 98: Dos Anjos vs. Ferguson

Obszerna analiza techniczna gali UFC Fight Night 98: Dos Anjos vs. Ferguson

Już dziś odbędzie się gala UFC w Meksyku. Przed nami – UFC Fight Night 98: Dos Anjos vs Ferguson. Z tej okazji, wspólnie z naszym partnerem, bukmacherem, firmą UNIBET zapraszamy do analizy kursów najbardziej oczekiwanych walk tej gali. Sprawdźcie na kogo warto postawić i ile możecie wygrać!

screenshot_10

BENEIL DARIUSH

DARIUSH_BENEIL

Informacje ogólne:
Beneil Dariush jest 27 latkiem pochodzącym z Iranu, który od lat mieszka i trenuje w Stanach Zjednoczonych, ma na swoim koncie 13 wygranych pojedynków i zaledwie 2 zawodowe porażki. Mimo młodego wieku Dariush jest doświadczonym zawodnikiem, który potrafi kończyć swoich rywali przed czasem, ale nie jest mu również obca walka na pełnym dystansie. Swoją przygodę ze sportami walki zaczynał w 2007 roku od treningów BJJ, w zaledwie 5 lat otrzymał z rąk swoich trenerów czarny pas. Amerykanin ma na swoim koncie starty w licznych zawodach grapplingowych. W 2009 roku Dariush zdecydował się zadebiutować w zawodowym MMA, okazało się to być dobrym wyborem w 2014 roku z rekordem 6-0 Dariush trafił do największej organizacji MMA na świecie. W debiucie szybko poddał Charlie’go Brennemana. W drugiej walce odniósł pierwszą zawodową porażkę, na gali UFC Fight Night 38 Ramsey Nijem odprawił go przez TKO w 4 minucie pierwszej rundy starcia. Dariush szybko podniósł się po tej porażce i wygrał 5kolejnych walk. Dobra passa trwała, aż do czasu starcia z Michaelem Chiesą, który odklepał go duszeniem zza pleców w drugiej rundzie ich starcia. Amerykanin szybko zrehabilitował się w oczach fanów i włodarzy UFC, 2 miesiące później wziął w zastępstwie walkę z Jamesem Vickiem i znokautował go na 44 sekundy przed zakończeniem pojedynku. Aktualnie Dariush zajmuje 9 pozycję w rankingu dywizji lekkiej UFC.

Stójka:
Pomimo, że stójka nie jest koronną płaszczyzną Beneila Dariusha to błędem jest lekceważenie go. Szczególnie mając na uwadze fakt, że Amerykanin trenuje pod okiem Rafaela Cordeiro, jednego z lepszych trenerów stójki. Brazylijczyk pracuje między innymi nad stójką byłego mistrza dywizji lekkiej Rafaela dos Anjosa. Kolejną istotną kwestią, o której nie można zapominać jest fakt, że Dariush bije się z odwrotnej pozycji, co dla wielu zawodników bywa problematyczne. Mimo że nie ma najlepszych warunków fizycznych jak na zawodnika dywizji lekkiej to nie unika walki w stójce. Amerykanin nie jest wybitnym bokserem, ale dysponuje wachlarzem naprawdę imponujących technik kopanych. W ostatniej walce z Vickiem udowodnił również, że potrafi mocno bić. Praca na nogach w przypadku Amerykanina pozostawia sporo do życzenia i trzeba przyznać, że jak na zawodnika dywizji lekkiej jest dość statyczny, dąży do skracania dystansu wykorzystując przy tym fakt, że bije z odwrotnej pozycji. Tak jak podkreślałam boksersko Amerykanin nie zachwyca, uderza proste kombinacje prawy, lewy przy czym pierwszy cios prosty ma na celu wyczucie dystansu i ustawienie rywala pod zamaszysty cep lewą ręką, cios w który wkłada zdecydowanie więcej siły. Uderzenia Dariusha są nieco chaotyczne, warto również zauważyć, że Amerykanin często zapomina o gardzie i mimo, że stara się pracować balansem ciała i unikać ciosów rywala to często przyjmuje na szczękę ciosy, które mógłby blokować gardą. Amerykanin nie pcha się w wymiany na siłę, skraca dystans, zadaje ciosy i wraca do bezpiecznej strefy, nie najlepiej prezentuje się z kontry. Dariush potrafi jednak bardzo dobrze kopać i do nieco ograniczonego repertuaru uderzeń całkiem sprawnie wplata akcje nogami. Bardzo dobrze pracuje lowkickami, ale zdarza mu się również kopać wysokie kopnięcia, nierzadko cieszy również oczy fanów kopnięciami na korpus, oraz obrotówkami. Amerykanin nie ogranicza sie do pojedynczych kopnięć, jeśli ma do tego okazję chętnie łączy je w kombinację, warto zauważyć, że reprezentant Kings MMAkopie ze sporym luzem i lekkością. Amerykanin stosunkowo rzadko korzysta z technik bitych łokciami i kolanami, chociaż nie rezygnuje z nich zupełnie, częściej zobaczymy je podczas wymian pod siatką, rzadziej kiedy stracie toczy się na środku siatki, chociaż miedzy innymi podczas walki z Johnsonem zaprezentował swoje latające kolana i mimo że nie udało mu się nimi naruszyć rywala to z pewnością zaznaczył w ten sposób swoją przewagę. Stójka Dariusha, mimo że może się podobać z pewnością nie możemy jej nazwać idealną, ale warto podkreślić, że w swojej prostocie jest skuteczna i niebezpieczna, chociaż może się okazać zbyt słaba na ścisłą czołówkę dywizji. Mówiąc o umiejętnościach stójkowych nie sposób nie wspomnieć o odporności na ciosy, do tej pory szczęka nie zawodziła Amerykanina, w całej karierze Dariush tylko raz przegrał przez TKO, w 2014 roku pokonał go Ramsey Nijem.

Zapasy:
Beneil Dariush będąc zawodnikiem, który dobrze czuje się w parterze w swoich walkach często korzysta z zapasów, które są dla niego drogą do sprowadzenia walki do płaszczyzny, w której będzie mógł górować nad rywalem. W ofensywie Amerykanin opiera się na próbach zejścia po nogi podczas stójkowych wymian, ale nie unika również klinczu pod siatką. Reprezentant Kings MMA bez większych obaw decyduje się nurkować po nogi rywali, mimo że nie zawsze zabiegi te przynoszą oczekiwane rezultaty, w zanadrzu zawsze pozostają mu wyniesienia i wspomniany już klincz. Z całą pewnością Dariush nie jest zapaśniczym wirtuozem, ale radzi sobie w tej płaszczyźnie bardzo przyzwoicie. Warto jednak zaznaczyć, że w ostatnich walkach częściej oglądaliśmy Amerykanina w stójce niż w zapaśniczym klinczu czy parterze. W walce z Michaelem Chiesą pokazał dobre zapasy defensywne, reagował na większość prób obaleń ze strony swojego rywala, świetnie wykorzystywał siatkę oraz dobrze pracował ciałem, przez dłuższy czas uniemożliwiając rywalowi sprowadzenie i pracując na swoją korzyść.

Parter:
Parter jest koronną płaszczyzną Beneila Dariusha, Amerykanin jest posiadaczem czarnego pasa w Brazylijskim Jiu Jitsu, zawodnik Kings MMA nie tylko dysponuje świetnymi umiejętnościami technicznymi jeśli chodzi o walkę w parterze, ale potrafi też je bardzo dobrze wykorzystać w walce. O czym najlepiej świadczy fakt, że poddał 6 z 13 przeciwników, których pokonał. Dariush szczególnie lubuje się w duszeniach. Sam został poddany tylko raz w kwietniu tego roku na gali UFC on FOX 19, duszeniem zza pleców odklepał go Michael Chiesa. Amerykanin ma na swoim koncie również starty na zawodach BJJ. Dariush w parterze jest spokojny i zdecydowany, nie boi się podejmować ryzyka, szuka szans poddania, nie ogranicza się do osiągnięcia pozycji dominującej i punktowania na kartach sędziowskich. Nie boi się również uderzać i prezentuje całkiem solidny G&P. Z całą pewnością parter jest tą płaszczyzną, w której Amerykanin jest najbardziej niebezpieczny. Ustabilizowanie go jest niezwykle trudne, Amerykanin nie ma problemów z przechodzeniem pozycji i świetnie kontroluje swoich rywali, dobrze czuje się zarówno z pleców jak i z góry.

Kondycja/wola walki:
Dariush jest zawodnikiem dywizji lekkiej stąd o problemach z kondycją nie powinno być mowy. Amerykanin ma na swoim koncie 4 walki, które toczył na pełnym dystansie i nie miał specjalnych problemów z przewalczeniem 3 rund. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że gala UFC Fight Night 98 odbędzie się w Mexico City, a panują tam specyficzne warunki klimatyczne. Jest wysoko co znacząco utrudnia zawodnikom łapanie tlenu, o czym boleśnie przekonało się wielu zawdników największej organizacji MMA na świecie i nie tylko, między innymi były mistrz dywizji ciężkiej Cain Velasquez. Mimo wszystko uważa, że Dariush będzie do tego przygotowany, a trenerzy Kings MMA, z którymi pracuje na co dzień z pewnością brali to pod uwagę układając plan treningowy przed walką z Rosjaninem.

Czynnik X:

Wydaje się, że Dariush nie powinien mieć większych problemów z wyjściem do Octagonu UFC 4 listopada. Amerykanin wraca do klatki po wygranej z Jamesem Vickiem, ostatnią walkę toczył stosunkowo niedawno w czerwcu tego roku, wygrał szybko przez nokaut, przeszedł pełny okres przygotowawczy, nie pozostaje mu więc nic więcej niż w sobotę wyjść do klatki i zrobić swoje. Ewentualna porażka z Rosjaninem może pozbawić go miejsca w czołowej 15 zawodników dywizji lekkiej największej organizacji.

Plusy:
– dobry parter,
– odwrotna pozycja

Minusy:
– braki w stójce
– warunki fizyczne

Rashid Magamedov

magomedov_rashid

Informacje ogólne:
Rashid Magamedov jest 32 letnim, doświadczonym zawodnikiem, który wkracza do czołówki dywizji lekkiej UFC, aktualnie zajmuje 15 pozycję w ranking kategorii. Pochodzący z Dagestanu Rosjanin przygodę ze sztukami walki rozpoczął, jak wielu młodych chłopców w jego kraju od treningów Sambo. Warto jednak wspomnieć, że już wtedy Magamedov stawiał na wszechstronność w związku z tym praktykował również boks, co do dziś jest widoczne w jego stylu walki. W 2008 roku Highlander zadebiutował w zawodowym MMA, stosunkowo szybko trafił do jednej z największych Europejskich organizacji M-1 Global, to właśnie w klatkoringu M-1 po raz pierwszy i ostatni przegrał walkę. W 2012 roku Magomedov zdobył pas mistrzowski Rosyjskiej organizacji w kategorii lekkiej pokonując Yasubey Enomoto przez niejednogłośną decyzję sędziów. Jako mistrz M-1 zadebiutował w klatce UFC w lutym 2014 roku na gali z numerem 169 wygrywając poprzez decyzję z Tonym Martinem, od tego czasu Rosyjski fighter stoczył w Octagonie 4 pojedynki, wszystkie wygrał. Walka na gali w Meksyku będzie 21 zawodową walkę w karierze Magomedova.

Stójka:
Oglądając pojedynki Rashid Magomedova nie sposób nie zwrócić uwagi na stójkę Rosjanina, w oczy rzuca się świetna praca nóg Highlandera, balans ciała i wysoko podniesione ręce. Pochodzący z Dagestanu zawodnik świetnie czuje dystans, jeśli już zdecyduje się uderzać, ciosy zwykle dochodzą celu, nie marnuje sił na bezsensowne przecinanie powietrza chaotycznymi cepami. Dodatkowo bardzo przyjemnie ogląda się sposób w jaki Magomedov kontroluje rywali, zauważyć można, że Rosjanin bardzo dobrze czuje klatkę i wykorzystuje jej potencjał, porusza się po okręgu, nie pozwala zapędzać się pod siatkę dzięki czemu nie musi wdawać się w wyczerpujące wymiany w klinczu. Zanim został zawodnikiem MMA Magomedov trenował boks i widać to do dziś w jego stylu, mimo to Rosjanin absolutnie się nie ogranicza i do repertuaru ciosów prostych i sierpów Highlander sprawnie włącza techniki kickbokserskie, chętnie kopie zarówno niskie jak i wysokie kopnięcia, nie zapomina również o atakach na korpus rywali. Magomedov wygląda na zawodnika bardzo opanowanego i spokojnego, w pełnym skupieniu krąży w koło rywala skryty za wysoką gardą poszukując dobrego momentu do wejścia w wymianę, nie należy do tych zawodników, którzy szybko sie podpalają, jeśli jednak zauważy dla siebie dobrą okazję błyskawicznie podkręca tempo i zadaje ciosy seriami. Magomedov dobrze czuje się w dystansie i pół dystansie, jego akcje to zazwyczaj kombinację 3-4 ciosów prostych i sierpowych, od czasu do czasu uzupełniane kopnięciami. Zdarza mu się również bić pojedyncze ciosy. Do tej pory Rosjanin zawsze mógł polegać na swojej szczęce, nikomu jeszcze nie udało się go znokautować. Sam nie dysponuje potężnym dynamitem w pięściach, ale mimo to potrafi robić użytek z umiejętności bokserskich i zdarzało mu się kończyć rywali przed czasem.

Zapasy:
Rosjanin dysponuje naprawdę solidnymi zapasami, niestety nie zbyt często mamy okazję je oglądać. Zdarza mu się oczywiście bronić prób sprowadzeń i idzie mu to naprawdę bardzo sprawnie co nie jest specjalnie dziwne biorąc pod uwagę, że w stójce jest niezwykle niebezpieczny i siłą rzeczy dąży do walki w tej płaszczyźnie. Warto pamiętać, że Magomedov nie ma wielkiej potrzeby sprowadzania rywali do parteru, więc jeśli już decyduje się skorzystać z ofensywnych zapasów to raczej dlatego, że chce wykorzystać na swoją korzyść błąd rywala i zapunktować na kartach sędziów. Płaszczyzną w której Magomedov czuje się najlepiej jest z pewnością stójka i dzięki zapaśniczej bazie wyniesionej z Sambo Rosjanin jest w stanie utrzymywać swoje pojedynki w stójce. Niezbyt często mamy go również okazję oglądać w klinczu, Magomedov dąży do walki w pełnym dystansie. Warto jednak jeszcze raz podkreślić, że defensywne zapasy Highlandera stoją na wysokim poziomie, a również w ofensywie Rosjanin wygląda całkiem nieźle. Z całą pewnością nie warto lekceważyć zapaśniczych umiejętności Magomedova, tym bardziej że jest on zawodnikiem silnym i potrafi to wykorzystywać również w klinczu.

Parter:
Od czasu kiedy pojawił się w UFC Magomedov nie daje fanom okazji do podziwiania swoich parterowych umiejętności, sam nie najpewniej czuje się w tej płaszczyźnie i nie ryzykuje walki na ziemi. Tylko jedną walkę w karierze skończył poddaniem, w 2011 roku udusił zza pleców Uriy Nazareca. Warto również podkreślić, że do tej pory nikomu nie udało się zmusić go do odklepania. Podobnie jak w przypadku zapasów tak i w parterze Magomedov doskonale opanował te techniki, które po ewentualnym obaleniu pozwolą my przywrócić walkę do stójki. W swoim debiucie w Octagonie Rosjanin udowodnił również, że tajniki gry parterowej nie są dla niego tajemnicą, będąc w sporym zagrożeniu zachował chłodny umysł i udało mu się wykręcić z głęboko zaciągniętej balachy Tony’ego Martina.

Kondycja/wola walki:
Podobnie jak w przypadku Dariusha zakładam, że Magomedov jako zawodnik dywizji lekkiej nie będzie miał większych problemów z przewalczeniem 3 pełnych rund. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do swojego rywala Rosjanin ma większe doświadczenie w tym zakresie, toczył 11 walk na pełnym dystansie, w tym 2 pojedynki 5 rundowe. Utrudnieniem może być lokalizacja, w której odbędzie się gala, ale biorąc pod uwagę jak ważny jest ten pojedynek dla Rosjanina pozwolę sobie przypuszczać, że przygotował się najlepiej jak mógł.

Czynnik X:
Walka z Beneilem Dariushem będzie niezwykle istotnym pojedynkiem dla Magomedova, pokonanie Amerykanina pozwoli mu dostać się do czołowej 10 wagi lekkiej. Rosjanin ma na swoim koncie 4 wygrane w Octagonie UFC walki. Warto jednak podkreślić, że po raz ostatni stanął w klatce w listopadzie ubiegłego roku, pokonał wówczas Gilberta Burnsa. Ciężko przewidzieć w jaki sposób dłuższa przerwa d startów przełoży się na jego dyspozycje.

Plusy:
– doświadczenie,
– stójka,
– defensywne zapasy

Minusy:
– wiek,
– słabsze szlify parterowe

Let’s get on it:
Pojedynek Rashida Magomedova z Beneilem Dariushem zapowiada się niezwykle ciekawie. Świetny parterowiec, którym bezwątpienia jest Amerykanin zmierzy się w klatce z utalentowanym bokserem, który potrafi robić użytek ze swoich nóg. Dodatkowo dla obu ten pojedynek jest niezwykle ważny, przegrany może pożegnać się z TOP 15 wagi lekkiej, zwycięzca najprawdopodobniej znajdzie w czołówce. Jeżeli chodzi o kondycję, warunki fizyczne czy doświadczenie ciężko wybrać faworyta. Moim zdaniem pojedynek ten rozegra się w stójce o ile Magomedov zrobi użytek z defensywnych zapasów i nie pozwoli Amerykaninowi się obalić. Wracając do stójki jestem przekonana, że płaszczyzna ta należy do Rosjanina, który bez większych problemów będzie w stanie kontrolować Dariusha i wykorzystywać na swoją korzyść luki w jego przygotowaniu. Oczywiście nie chcę podważać stójkowych umiejętności Amerykanina, jest on niebezpiecznym strikerem, ale popełnia sporo błędów, nie czuje się dobrze w kontrze, nie pamięta o gardzie, moim zadaniem Magomedov surowo ukarze go za każdy z tych błędów. Oczywiście jeśli walka przeniesie się na ziemię szanse Rosjanina mocno zmaleją, chociaż nie znikną do zera. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że Dariush jest lepszym parterowcem. Podsumowując moim zadaniem Highlander pokaże w sobotę kawał dobrej stójki i pokona Beneila Dariusha.
Autor: Anna Olszewska

screenshot_11

RICARDO LAMAS

LAMAS_RICARDO

Informacje ogólne:
Ricardo Lamas to 34-letni Amerykanin, który posiada korzenie meksykańskie i kubańskie. Pierwszym sportem pośrednio związanym z MMA który trenował były uniwersyteckie zapasy, w których osiągał sukcesy w latach 2001-2005. Debiut w klatce nastąpił w styczniu 2008 roku, a już rok później wylądował w organizacji wchłoniętej w 2010 roku przez UFC – WEC. W samym UFC “The Bully” walczył dziesięciokrotnie, siedem razy wychodząc z hali jako zwycięzca. 1. lutego 2014 roku stanął przed szansą zgarnięcia mistrzowskiego pasa kategorii piórkowej UFC. Dotychczasowy mistrz – Jose Aldo, okazał się jednak znacznie lepszym zawodnikiem i zachował swoje osiągnięcie, wygrywając ten pojedynek na punkty. Lamas zajmuje w tej chwili 4. miejsce w oficjalnym rankingu UFC.

Stójka:
Lamas jest typem zawodnika walczącego technicznie, dosyć spokojnie, przedkładającego zwycięstwo na punkty nad skończeniem. Charakteryzuje się dobrą, energiczną pracą na nogach, która ułatwia mu też poczynania defensywne, oraz kąsaniem rywali pojedynczymi ciosami bądź kopnięciami. Jego kopnięcia są naprawdę solidne, o czym przekonał się niedawno utykający w dwóch rundach Diego Sanchez. Kopie dużo i na różne sposoby, najczęściej stosuje low kicki, choć nie stroni też od high kicków, middle kicków i side kicków na tułów bądź nogi. Jest to bardzo dobra broń do utrzymywania nadanego przez siebie tempa, odciągania przeciwników od siebie i utrzymywania dystansu. Jeśli chodzi o boks, to preferuje ciosy proste, pojedyncze, bite z lewej ręki. Czasem wplata w swoje walki kombinacje lewy-prawy, bądź rzuci w stronę rywala jakimś obszernym sierpem. Im mniej agresywny przeciwnik, tym Lamas lepiej przy nim wygląda. W wymiany wchodzi głównie wtedy, gdy inicjuje je przeciwnik, sam na ogół stroni od nich. Nieszablonowe zagrania występują u niego raz na jakiś czas, stara się zaskoczyć obrotówką lub latającym kolanem, lecz bezskutecznie. Defensywnie nie mogę do niczego się przyczepić, stara się trzymać ręce wysoko, nie wyłapuje niepotrzebnych ciosów przez opuszczoną gardę, jednak czasem Lamasa zawodzi już szybkość, co doskonale było widoczne w ostatniej potyczce, ze znacznie młodszym Maxem Hollowayem. 34 lata jak na kategorię piórkową to pokaźny wiek.

Zapasy:
“The Bully” lubi klinczować, spora część jego walk toczy się przy siatce. W znacznej większości przypadków to on jest stroną dominującą, starającą się obalić rywala, lub punktującą, szczególnie kolanami na uda. Dzięki tym nieprzyjemnym kopnięciom jest na tyle aktywny, by sędzia nie musiał rozdzielić walczących zawodników. Przeważnie stara się obalać standardowo, spod siatki za jedną lub dwie nogi, 30% skuteczność nie wygląda najlepiej, ale samo dociskanie rywali do siatki i chęć zmiany płaszczyzny walki działa mocno na korzyść 34-latka. Kilkukrotnie zdarzało się, że jego próby sprowadzeń były kontrowane i to on lądował po nich na plecach, jak w starciach z Diego Sanchezem czy Maxem Hollowayem. Defensywa na poziomie 48% też nie powala, tym bardziej biorąc pod uwagę jaki sport Lamas trenował przed rozpoczęciem kariery zawodnika MMA.

Parter:
Naprawdę niewiele można powiedzieć o tym elemencie walki Ricardo Lamasa. Jest czarnym pasem brazylijskiego jiu-jitsu, więc jego umiejętności z pewnością stoją na wysokim poziomie, jednak w ostatnich walkach bardzo rzadko można było oglądać go w parterze, a gdy już walka tam trafiała, nie pokazywał nic nadzwyczajnego. Warto pochwalić Amerykanina za akcję kończącą pojedynek z Dennisem Bermudezem, tam błyskawicznie znalazł miejsce pod gilotynę i udusił przymroczonego rywala w naprawdę profesjonalny sposób.

Kondycja/wola walki:
Oba te elementy wyglądają u Lamasa dobrze. Przewalczył 5 rund z Jose Aldo oraz kilka 3-rundówek, różnica między Amerykaninem z początku a końca walki nie jest znacząca. O woli walki mogliśmy się przekonać w dwóch przypadkach: z Chadem Mendesem bronił się wręcz heroicznie przez minutę, będąc mocno zamroczonym, starając się za wszelką cenę przytrzymać Mendesa i dać sobie chwilę na dojście do siebie, niestety nieskutecznie. Z Maxem Hollowayem zapragnął ostrej wymiany pod koniec walki i dostał ją, obaj pokazali co to jest “brawl” i brak defensywy, niesamowita akcja.

Czynnik X:
Dla Ricardo Lamasa walka z Charlesem Oliveirą może być ostatnią szansą na utrzymanie się w ścisłym TOPie dywizji. Wiek z pewnością nie będzie jego sprzymierzeńcem i z każdą kolejną potyczką bardziej będzie dawał o sobie znać.

Plusy:
– umiejętność punktowania
– technika
– doświadczenie
– szeroki wachlarz kopnięć

Minusy:
– wiek
– nieskuteczne zapasy
– szybkość

foto: ufc.com
foto: ufc.com

CHARLES OLIVEIRA

Informacje ogólne:
Charles Oliveira da Silva to 27-letni brazylijski zawodnik największej organizacji świata. Zawodową karierę rozpoczął w 2008 roku, tocząc od tego czasu, mimo dosyć młodego wieku aż 28 walk i wygrywając 21 z nich. Bazowym stylem “do Bronxa” jest brazylijskie jiu jitsu, treningi tej dyscypliny rozpoczął już w 2001 roku i jest posiadaczem czarnego pasa. W ostatnich 4 walkach Oliveira prezentował się “w kratkę” – dwukrotnie wygrywał i dwukrotnie przegrywał. Obecnie zajmuje 8. miejsce w rankingu dywizji piórkowej UFC.

Stójka:
Stójka nie jest najlepszą kartą w talii Oliveiry, a mimo to prezentuje się w niej całkiem przyzwoicie. Nie przepada za walką w tej płaszczyźnie, stara się w miarę szybko klinczować lub obalić. Jest dosyć porywczy, potrafi rzucić się z serią ciosów na przeciwnika, niespecjalnie pamiętając o obronie własnej głowy. Bardzo często po takiej kombinacji ląduje w nogach rywala, próbując sprowadzić walkę do siatki lub na ziemię. Chociaż jego akcje nie wyglądają technicznie idealnie, spora ilość uderzeń dochodzi do celu, głównie tych prostych lub krzyżowych. W grze stójkowej Brazylijczyka widać sporo zapożyczeń z muay thai – łokcie, kolana, kopnięcia frontalne. Te zagrania w jego wykonaniu nie są wyjątkowo groźne, aczkolwiek potrafią zaskakiwać, o czym przekonał się chociażby Nik Lentz. Poza tym, sporadycznie używa pojedynczych ciosów, kopnięć niskich i wysokich. Na nogach porusza się lekko i zgrabnie, nieźle odchodzi od ataków przeciwnika, kontroluje w większości przypadków środek oktagonu.

Zapasy:
Mimo niesprzyjających warunków fizycznych (pokaźny jak na tę kategorię wagową wzrost), Oliveira jest niezłym zapaśnikiem. Na 7 ostatnich walk, aż 6 zawodników lądowało pod nim w parterze. Tym jedynym fighterem, którego nie zdołał sprowadzić, był Max Holloway, z którym przegrał przez kontuzję po 100 sekundach walki. Całkiem nieźle stosuje rzuty przez biodro przy siatce, czasem niepotrzebnie “spamuje” nimi, ale często są skuteczne. Ogólnie rzecz biorąc, przy siatce czuje się bardzo dobrze, potrafi w stójce zajść za plecy rywala, rzucić kilkoma łokciami lub kolanami, obalić w swoim stylu, za jedną lub dwie nogi, wachlarz jego zagrań jest szeroki. Ze względu na umiejętności parterowe, niewielu zawodników stara się sprowadzać “do Bronxa do parteru. Pokazał, że coś potrafi w tej kwestii w pojedynku z dobrym zapaśnikiem, jakim jest Lentz, broniąc aż 8 z 10 prób obaleń.

Parter:
Czarny pas BJJ i 12 wygranych walk przez poddania – te fakty wskazują jednoznacznie, z Brazylijczykiem nie warto zadzierać w parterze. W UFC wygrywał do tej pory dziewięciokrotnie, 8 razy poddając swoich przeciwników. Oliveira doskonale zachodzi za plecy, czy to w stójce, czy na ziemi, potrafi naprawdę błyskawicznie wpiąć się za rywala. Duszenia są jego ulubionymi zagraniami, choć zdecydowanie potrafi postraszyć również trójkątami, balachami czy kimurami. Przejścia pozycji w jego wykonaniu są naturalne, bardzo płynne oraz lekkie. Mimo wszystko, sam dwukrotnie został poddany w UFC, Jim Miller i Anthony Pettis to nie są “ogórki” i potrafią świetnie walczyć w parterze, ale czarnemu pasowi raczej nie wypada w ten sposób przegrywać walki MMA

Kondycja/wola walki:
Rzadko walczy na przestrzeni 15 rund, jednak widać po nim trudy walki dosyć często i szybko. W walce z Jeremym Stephensem dosłownie pływał w ostatniej rundzie i starał się nieudolnie wciągać rywala w gardę. Co do woli walki, nie widziałem u Brazylijczyka żadnych uchyleń od normy, ani w pozytywnym kontekście, ani negatywnym.

Czynnik X:
Charles Oliveira przestrzelił z wagą aż o 4 kilogramy, osiągając limit wagi lekkiej, nie piórkowej. Trenerzy 27-latka jako przyczynę wskazują wysoko położony Meksyk, jeśli to prawda to sobotni pojedynek może być dla Brazylijczyka bardzo ciężki pod względem kondycyjnym. Ma to wszak też swoje plusy, aspekt siłowy będzie po stronie Oliveiry, który w dniu pojedynku może być naprawdę duży.

Plusy:
– świetny parter
– niezłe zapasy
– agresja

Minusy:
– Kondycja
– Dziurawa obrona
– Waga (?)

Let’s get on it:
Nie bez powodu kursy bukmacherskie na ten pojedynek są tak wyrównane. Przeważającym czynnikiem okazać się może wpływ niezrobienia wagi przez Oliveirę na niego samego oraz Lamasa. Meksyk jest niewdzięcznym miejscem, tutaj braki kondycyjne są znacznie bardziej widoczne i mają większe odzwierciedlenie w walkach. Pytanie brzmi: czy nadbagaż kilogramów znacząco wpłynie na – i tak nie najlepszą – wydolność Brazylijczyka? Do tej pory wygrywał przeważnie szybko, choć zdarzały mu się też poddania w 3. rundach, na zmęczeniu. Z jednej strony, Oliveirze wypada nieco z ręki walor parterowy, Lamas jest czarnym pasem BJJ i z pewnością nie będzie łatwym zawodnikiem do poddania. Z drugiej strony, Amerykanin bardzo lubi toczyć walki przy siatce, a w tym aspekcie Oliveira zdecydowanie nie odstępuje, a może nawet jest lepszy. Zaryzykuję i postawię mimo wszystko na Brazylijczyka. Wobec takiego obrotu spraw, jaki nastąpił na ważeniu, Lamas powinien chcieć utrzymać walkę w stójce i punktować, jednak agresja “do Bronxa” nie ułatwi mu tego planu. Jeśli 27-latek nie podda starszego kolegi, to myślę, że zdoła ugrać co najmniej dwie rundy.

Autor: Michał Miotła

screenshot_12

sanchez_diego

DIEGO SANCHEZ

Informacje ogólne:
Diego “The Dream” Sanchez to 34-letni Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, reprezentujący klub Jackson-Wink MMA. Sanchez to prawdziwy weteran mieszanych sztuk walki. Początek jego zawodowej kariery to rok 2002. Niesiony sporą serią zwycięstw w organizacji King of the Cage, Amerykanin został uczestnikiem nowego tworu organizacji UFC – “The Ulitmate Fighter”. Mało tego, Sanchez wygrał pierwszą edycję legendarnego już show odprawiając już w pierwszej rundzie Kenny’ego Floriana. Kilka miesięcy później Diego Sanchez zapisał w swoim rekordzie kolejne wielkie nazwisko, starszego z braci Diaz – Nicka. W grudniu 2006, Diego został zawieszony na 3 miesiące w wyniku wpadki z THC. Rok 2007 to gorszy okres kariery Sancheza, Amerykanin odniósł pierwszą, a kilka miesięcy później drugą porażkę w zawodowym MMA. Były to kolejno porażki z Joshem Koscheckiem oraz Jonem Fitchem. Sanchez na dobre tory wrócił w 2008 roku, a kolejne cztery wygrane starcia zapewniły mu title shota w kategorii lekkiej. Niestety na UFC 107, Sanchez uległ obecnemu mistrzowi B.J. Pennowi. Od tamtego momentu Diego Sanchez przeplata porażki ze zwycięstwami. Jego aktualny rekord do 26-9. W ostatniej walce, którą Sanchez stoczył na UFC 200, już w pierwszej rundzie musiał uznać wyższość Joe Lauzona.

Stójka:
Sanchez to mańkut, walczący z odwrotnej pozycji. Poruszanie nie należy do najmocniejszej strony Amerykanina. Diego po prostu rusza na rywala i za pomocą pięści stara się urwać mu głowę. Najczęstszą kombinacją reprezentanta USA jest lewy prosty, by po chwili wystrzelić prawym sierpowym. Nie jest to skomplikowana akcja, ale jak prześledzić pojedynki Sancheza, często bywała bardzo skuteczna. Bardzo często Diego czując, że trafił przeciwnika rusza z kolejnymi ciosami niczym prawdziwy huragan. Agresja Sancheza połączona z serią ciosów, od sierpów, podbródkowych, po ciosy na korpus – sieje zniszczenie. Jednak jak można się domyślić, w takich atakach Sanchez kompletnie nie myśli o obronie. Wiąże się to oczywiście z tym, że choć sam trafia, jest również narażony na przyjęcie bardzo mocnych kontr ze strony oponenta. Styl Sancheza jest bardzo prosty, a zarazem bardzo widowiskowy. 6 bonusów za walki wieczoru nie wzięły się znikąd, fani uwielbiają widzieć zwyczajną “bitkę”. Diego atakuje głównie kombinacjami bokserskimi, lecz w arsenale posiada także ciosy proste. Niezwykle groźny jest zwłaszcza szybki prawy sierpowy. Oprócz tego w grze stójkowej Amerykanina pojawiają się okazyjne kopnięcia. Są to zarówno niskie uderzenia, jak i middle kicki, a nawet wysokie kopnięcia. Owszem, ciosy te pojawiają się niezwykle rzadko, lecz na pewno trzeba na nie uważać. Co cechuje Sancheza to na pewno ogromne serce do walki. “The Dream”, który poczuje krew potrafi rzucić się na rywala niczym lew i dosłownia rozszarpywać go. Tak samo jest w sytuacji odwrotnej. Nawet poważnie naruszony Sanchez idzie na wojnę i niczym słynne powiedzenia Mariusza Pudzianowskiego – tanio skóry nie sprzedaje.

Zapasy:
Ku uciesze Marcina Helda, zapasy Sancheza wyróżniłbym jako jego najsłabszy element. Wszystko przez sposób walczenia Diego w stójce. Nacierając bezpośrednio na rywala, jest narażony na dynamiczne wejścia w nogi i obalenia. Tutaj wiele zależy od dobrego timingu przeciwnika. Jeśli Held będzie potrafił w odpowiednim momencie wejść i schwytać rywala za dwie nogi, nie zbierając przy tym ciosów od Sancheza, bez problemu obali go. Obrona obaleń przy siatce wychodzi Sanchezowi nieco lepiej, całkiem zwinnie balansuje on na nogach, przerzuca ciężar ciała z lewej do prawej. Pojawiają się też ciosy zarówno kolanami na korpus jak i łokcie lokowane na głowę przeciwnika. Sanchez lubi się okładać, wymieniać ciosami, tak więc jeśli chodzi o ofensywne zapasy, Sanchez nie myśli o sprowadzaniu walki do parteru. Zresztą obalać Marcina Helda byłoby… mocno nierozsądne.

Parter:
Ten element w wykonaniu Sancheza jest naprawdę dobry. Sam fakt, ze Sanchez częściej rywali poddawał niż nokautował mówi sam przez się. Owszem, spora część poddań to początki kariery Amerykanina z meksykańskimi korzeniami, lecz w UFC Sanchez udowodnił, że jego parter jest groźny. Choć w UFC nie poddawał rywali klasycznymi dźwigniami, to również nie dawał sobie zrobić krzywdy. Spójrzcie na rekord – Sanchez nigdy nie przegrał przez poddanie! Zakładając, ze to Held będzie obalał i to on będzie zdobywał dominującą pozycję przeanalizujmy jak Diego Sanchez zachowuje się walcząc z pleców. Kto oglądał kilka walk 34-latka, ten wie, że Sanchez z dołu jest niewygodnym rywalem. Nieustannie szuka on szansy powrotu na nogi. Jest ruchliwy, kręci się z boku na bok, szuka okazji, by przerolować przeciwnika. Ruchliwość w parterze sprawia, że rywalowi nie jest łatwo poszukać miejsca do poddania, gdyż musi się skupiać nad tym, by utrzymać Sancheza w dominującej pozycji.

Kondycja/wola walki:
Tu w zasadzie nie ma co pisać. Sanchez mógłby wymieniać ciosy przez 25 minut i nie sprawiłoby mu to większego problemu. To maszyna. Wola walki? Jakikolwiek highlight Sancheza znaleziony w internecie jest najlepszą odpowiedzią na to pytanie. Fakt, że spośród 9 porażek, aż 7 przegrywał przez decyzję pokazuje najlepiej jaką determinacją wykazuje się “The Dream”.

Czynnik X:
Ostatnia walka Diego Sancheza pokazała, że nie jest tym samym zawodnikiem co kilka lat temu. 14 lat walk na najwyższym poziomie, masa stoczonych wojen – organizmu się nie oszuka. Sanchez jest już mocno wyeksploatowanym zawodnikiem. Zaskakująco szybka porażka z Lauzonem na UFC 200 może oznaczać początek końca legendarnego fightera. Walka z Polakiem pokaże Sanchezowi na jakim etapie obecnie się znajduje i ile jest jeszcze w stanie ugrać.

Plusy:
– Agresja w stójce
– Kondycja
– Wola walki
– Umiejętność obrony w parterze

Minusy:
– Luki w defensywie
– Obrony obaleń
– Wiek
– Wyeksploatowany organizm

Marcin Held

held_marcin

Informacje ogólne:
Marcin Held to 24-letni Tyszanin, który na co dzień trenuje w klubie Ankos MMA. Przygodę z “zawodowstem” Held rozpoczął w 2008 roku. Po niewiele ponad dwóch latach z rekordem 10-1 Held trafił do organizacji Bellator MMA. Na dzień dobry biorąc udział w turnieju wagi lekkiej uległ Michaelowi Chandlerowi przez poddanie w pierwszej rundzie (Chandler został tryumfatorem całego turnieju). Były to jednak złe dobrego początki. Marcin pewnie wygrał kolejne pięć walk z czego 4 pod szyldem drugiej organizacji na świecie. Był to kolejny turniej, tym razem Polak doszedł do finału. Tam niestety uległ jednogłośną decyzją Dave’owi Jansenowi. Jak to się mówi do trzech razy sztuka! Marcin w trzecim turnieju po raz kolejny zameldował sie w finale, który rym razem wygrał. Nagrodą poza oczywiście sporym zastrzykiem gotówki, była także szansą na walkę o pas Bellatora. Zanim do tego doszło, Held pokonał jeszcze jednego rywala. 6 listopada 2015 doszło do upragnionej walki o pas. Niestety Held przegrał przez jednogłośną decyzję z Willem Brooksem. Na zwycięską ścieżkę powrócił w maju 2016 roku udanie rewanżując się Dave’owi Jansenowi. Była to ostatnia walka w organizacji Bellator MMA. Teraz przyszedł czas na debiut w UFC!

Stójka:
Marcin Held to przede wszystkim kapitalny grappler. Dotychczas stójka była raczej złem koniecznym, w którym zaczyna się walka. Held szukał szybkiego obalenia, by później całą siłę wkładać w próby poddań. Jednakże w ostaniej walce, Marcin Held zaprezentował się w niej najlepiej w dotychczasowej karierze. Tyszanin zawdzięcza to świetnej pracy na nogach. Walczący z klasycznej pozycji Polak, świetnie schodził z linii ciosu Dave’a Jansena. Held zaskakiwał rywala np. lewym prostym, w momencie gdy rywal raczej spodziewał się obalenia, przez co opuszczał gardę. Ba, w ostaniej walce Marcina mogliśmy zobaczyć takie ciosy jak superman punch! Owszem stójka Marcina w dalszym ciągu nie należy do ścisłej czołówki, lecz zaczyna być naprawdę użyteczna. Krótkie kombinacje 2-3 ciosów wytrącają rywali z równowagi, a także są elementem zaskoczenia. Nie wiadomo czy Held wystrzeli ciosami czy pójdzie po obalenie. Odnosząc się do ostatniej walki Marcina progres jest bardzo zauważalny. Oczywiście nie oznacza to, że Polak powinien iść w szaloną wymianę z Sanchezem, lecz kilka ciosów moze Amerykanina zaskoczyć.

Zapasy:
Marcin to świetny zapaśnik. Treningi w Ankosie wpłyną na ten aspekt jeszcze mocniej. Held jest naprawdę dynamiczny, a zarazem silny w swoich poczynaniach. Held lubi dociskać rywali do siatki, a stamtąd oczywiście przenieść walkę do swojej koronnej płaszczyzny. Polski zawodnik potrafi także w niezwykle ekwilibrystyczny sposób wkręcić się w nogę oponenta. Śmiem twierdzić, że Marcin jest w stanie obalić z każdej sytuacji. Czy to klincz pod siatką, czy dynamiczne wejście w nogi, czy sporwadzenie za jedną nogę, haczenie, aż po “fikołka” zakończonego skutecznym przechwyceniem kończyny przeciwnika. Ważna jest skuteczność, większość prób Tyszanina kończy się po jego myśli. Owszem, przypomnijmy sobię walkę z Willem Brooksem, który zdominował zapaśniczo Polaka. Było to jednak pokłosie pierwszej rundy, w której Held za wszelką cenę chciał poddać rywala, przez co stracił mnóstwo sił. 24-latek z pewnością wyciągnął wnioski z tamtej porażki, a z resztą nikt nie spodziewa się, by Sanchez miał zamiar klinczować czy sprowadzać polskiego wojownika do parteru.

Parter:
Przechodzimy do meritum – parter jest dla Marcina jak woda dla ryby, to jego środowisko naturalne. Polak to wyborny parterowiec, niejedną nogę ma już na swojej liście skalpów. To właśnie dźwignie na nogi, skrętówki czy kneebary, sprawiają, że Held jest postrachem wielu rywali. Ale nie tylko, są to również duszenia zza pleców czy trójkąty. Tyszanin jest w stanie poddać w każdy z możliwych sposóbów. Jednakże w ostatniej walce Held dołożył kolejny cenny element – G&P. Held nie skupiał sie już tylko na poddaniu za wszelką cenę, zaczął również zbijać twarz rywala ciosami. Jansen przyjał naprawdę sporą ilość pięści i łokci na głowę. A przy tym dobrze kontrolował pozycję, nie dając się zrzucić. Owszem, Sanchez będzie w tym aspekcie groźniejszy, gdyż jeśli tylko znajdzie trochę więcej przestrzeni w momencie gdy Held np. podsniesie pozycję by rozpuścić ciosy, będzie starał się wstać na nogi, bądź też przerolowć Polaka. Parter Helda to jednak inna półka, myślę, że Marcin będzie potrafił skutecznie kontrolować Sancheza.

Kondycja/wola walki:
Z kondycją bywało u Marcina różnie. Głównie za sprawą tego, że na początku starcia wkładał bardzo wiele sił w próby obalania i poddania. Ostatnia walka pokazała jednak, że Marcin chłonie wiedzę i wyciąga wnioski z porażek. To przecież wciaż młody i rozwijający się zawodnik. O wolę walki możemy być spokojni, Marcin jest świadomy swojego potencjału i wie po co do UFC przyszedł. Jestem spokojny!

Czynnik X:
Gdybym nie znał Marcina powiedziałbym, że trema związana z debiutem w największej organizacji na świecie i oczekiwania fanów mogą go trochę przytłoczyć. W przypadku Helda o to się jednak nie obawiam. Mimo 24 lat na karku, Marcin ma więcej doświadczenia niż niejeden 30-latek. Do tego walczył na sporych galach Bellatora.

Plusy:
– niezłe poruszanie
– klincz
– obalenia
– nieziemski parter

Minusy:
– niekiedy problemy z kondycją
– tylko solidna stójka

Let’s get on it!
Held musi uważać na wciąż ciężkie i szybkie ręce Sancheza. Dobre poruszanie Polaka połączone z obaleniami w tempo powinno być kluczem do zwycięstwa. Diego nigdy nie przegrał przez poddanie, lecz ostatnia walka pokazała, że nie jest to juz ten sam zawodnik co kiedyś. Koncentracja, dobra kontrola w parterze, a może nadarzy się okazja by urwać nogę! Tego bym sobie i każdemu fanowi Marcina życzył. Jedyną szansę dla Diego widzę w zapędzeniu Polaka pod siatkę i zasypanie gradem ciosów. Do tego jednak nie dojdzie, Marcin będzie obalał i pracował w parterze. Czy wygra przed czasem nie wiem, lecz jeśli się ta sztuka nie uda, to na pewno zgarnie decyzję. Marcin Held wyjdzie z tarczą z tego starcia.
Autor: Krystian Młynarczuk

Cały kupon prezentuje się następująco:
screenshot_9

Scrolluj dalej, albo kliknij tutaj,
by obejrzeć kolejny wpis