MMA PLProfessional Fighters LeagueNajlepszy turniej MMA? Dlaczego PFL jest lepsze od KSW i UFC

Najlepszy turniej MMA? Dlaczego PFL jest lepsze od KSW i UFC

Foto: Ryan Loco

Turnieje. Bez nich ciężko wyobrazić sobie MMA. Pierwsze gale UFC czy KSW organizowały 8-osobowe zawody, których celem było odpowiedzenie na jedno z bardziej podstawowych pytań – jaki styl walki jest najlepszy? Potem z tych konfrontacji narodziły się mieszane sztuki walki, jakie znamy do dzisiaj. I w 2018 – gdy uznaliśmy, że nie są już potrzebne – jedna duża promocja stwierdziła, że wróci do turniejów. Mowa o pierwszym sezonie tegorocznej Professional Fighters League.

Założenia

Przed samym turniejem, podczas regularnych gal, odbywają się play-offy. Uczestniczy w nich po 12 zawodników z każdej kategorii wagowej (dla inauguracyjnego sezonu były to: piórkowa, lekka, półśrednia, średnia, półciężka i średnia). Każdy z zawodników ma za zadanie stoczyć dwa 3-rundowe pojedynki. Na podstawie przebiegu tych pojedynków przyznawane są punkty. Za zwycięstwo 3 punkty, za skończenie walki przed czasem, w zależności od rundy, dodatkowe 1-3 punkty. Walka zakończona remisem nagradzała obu zawodników 1 punktem a sportowiec, który nie wypełnił limitu wagowej, nawet w wypadku wygranej otrzymywał 0 punktów.

8 najlepszych z całej fazy play-off przechodzi już do fazy turniejowej. Tam walki odbywa się na dystansie dwóch rund (ćwierć finał) i trzech rund (półfinał). Przez pierwsze dwie walki turnieju dodatkowo zakazane jest używanie łokci, głównie z obawy o rozcięcie wygranego zawodnika. Finały odbywają na ostatniej gali sezonu, która w tym inauguracyjnym roku wypada 31 grudnia. Widzowie w Madison Square Garden Theatre oraz przed ekranami będą mogli zobaczyć 6 walk mistrzowskich. Nagrodą w każdej z nich jest milion dolarów.

Nie będę ukrywał, że odkąd miałem okazję zobaczyć PFL na żywo, bardzo kibicuję temu projektowi. Drugą galę inauguracyjnego sezonu opisywałem dla MMA.pl już w czerwcu, świeżo po powrocie z USA. Gala bardzo mi się podobała. A to co widziałem w późniejszych wydarzeniach, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że może być to jeden z najprzyjemniejszych do oglądania formatów gal.

Przełożenie na praktykę – Play-offy

Przede wszystkim – nie ma dłużyzn. Nie jest to ACB, gdzie walki idą jedna po drugiej, ale umowa z telewizją NBCS nie wymusiła na organizatorach dokładania kolejnych przerw, w celach ogarnięcia miejsca na reklamy. Same gale mają jeden z merytoryczniejszych komentarzy w MMA – na mikrofonach nadają Randy Couture, Bas Ruttten, Yves Edwards czy też Sean O’Conell. Słucha się tego wybornie i mogliby komentować wszystkie wydarzenia ze świata MMA.

Format Play-offów dobrze wpłynął na motywację zawodników – podczas gal regularnych mogliśmy być świadkami niesamowicie zaciętych pojedynków, gdzie padały naprawdę niespodziewane skończenia. Przy promocji, jaką daje UFC, wielu z was uznawałoby je za walki i finishe roku. Warto wspomnieć, jak Pavel Kusch udusił kuzyna Khabiba Nurmagomedova, Abubakara, czy jak Alex Nicholson latającym kolanem uciszył Jake’a Heuna. Dla takich momentów warto było śledzić cały sezon. Oczywiście nie obyło się bez zgrzytów. Ze względu na punktowy system fazy play-off, nie mógł istnieć rezultat no-contest. Ucierpiał na tym Thiago Tavares. Nie był w stanie kontynuować pojedynku po kopnięciu w krocze, a że faul został uznany za niezamierzony, przyznano Robertowi Watleyowi punkty za skończenie.

Faza pucharowa

Faza turniejowa również nie zawiodła. Sam etap był ciekawy z powodu pierwszej walki, która zakładała dwie rundy. Co w takim wypadku w przypadku remisu? Wtedy ma miejsce tie-breaker, kiedy do kolejnego etapu przechodzi zwycięzca pierwszej rundy. Zmuszało to zawodników do mocnego rozpoczęcia walki oraz, dla tych którzy przegrali pierwszą rundę, do mocniejszego nadrabiania strat. Większość walk, mimo że i remisowych, oglądało się dobrze. Wtedy odbyła się chyba moja ulubiona walka tego roku – półfinał między Nathnem Schultem a Chrisem Wadem. PFL jako całość to MMA na mocnym poziomie. A kolejna porcja takiego poziomu już w nocy z poniedziałku na wtorek. W 6 walkach mistrzowskich rozdane zostaną pasy PFL i nagroda o wartości miliona dolarów. Spodziewam się tak samo wysokiego poziomu jak i podobnej zawziętości, jaka panowała podczas play-offów i turnieju.

Ocena końcowa

Od początku mojej przygody z MMA miałem okazję śledzić wiele turniejów. Ten zaproponowany przez PFL jest wyraźnie najciekawszym i dającym najwięcej perspektyw na ciekawe wydarzenia w kolejnych latach. O ile oczywiście inwestorzy i sponsorzy będą zadowoleni. Życzę wszystkim fanom MMA, by projekt Professional Fighters League utrzymał się jak najdłużej. W chwili obecnej, mówię to bez cienia wątpliwości, są trzecią najlepszą organizacją świata. Bez świateł i patetycznych zwiastunów wykreowała bohaterów, którym kibicowałem cały sezon. Nie wiem jeszcze co będę robił 31 grudnia, ale opcja, że spędzę sylwestrową noc z MMA na poziomie jest naprawdę kusząca.