MMA PLKSWMirosław Okniński podaje nazwiska najzdolniejszych zawodników jakich prowadził. Możecie być zaskoczeni! 

Mirosław Okniński podaje nazwiska najzdolniejszych zawodników jakich prowadził. Możecie być zaskoczeni! 

Mirosław Okniński był gościem w programie ”Mocne uderzenie”. Prekursor MMA w naszym kraju wskazał nazwiska najzdolniejszych zawodników jakich miał szansę prowadzić w swojej długiej karierze trenerskiej. Wybór może wielu zaskoczyć!

Mirosław Okniński wspomina, że aktualnie może pochwalić się świetnymi zawodnikami, o których jego zdaniem będzie jeszcze bardzo głośno. Mowa o Szymonie Kołeckim (8-1) i Michale Oleksiejczuku (14-4). Nasz medalista olimpijski ma za sobą już dwie wygrane pod banderą KSW. Zwycięstwo z Mariuszem Pudzianowskim oraz Damianem Janikowskim. Drugi wspomniany toczy pojedynki w największej organizacji na świecie! 

Mirosław Okniński: Mógł być czołowym zawodnikiem w UFC!

Mirosław Okniński pojawił się na kanale ”W ringu z Najmanem”, gdzie padło pytanie o najzdolniejszych zawodników MMA jakich miał szansę prowadzić w swojej karierze. Wybór może zaskoczyć! Mirosław jako pierwszego wskazał Antoniego Chmielewskiego (32-18), który należy do jednych z najbardziej doświadczonych zawodników MMA w naszym kraju. 38-latek w Londynie stoczył swój pożegnalny jubileuszowy 50 pojedynek w karierze zawodowej.

Wiesz trenowałem mnóstwo zawodników. Trenowałem na przykład jednego z najzdolniejszych zawodników to był judoka Antoni Chmielewski. Wielu hejterów zaraz powie, że to był konfident, 60-tka i coś tam, coś tam. Ja nie patrzę w tych kategoriach. Ja go trenowałem jak on był młodym chłopcem przeszedł z judo do MMA. Stał się gangsterem, a później frajerem to u mnie trenował i stoczył ze mną 11 wygranych pojedynków. To był wtedy talent na miarę UFC. To był wielki talent, którego nie szło złamać w walce. Poszedł w złą stronę. Był gangsterem, potem frajerem, został tam złamany. Już jego kariera się wtedy skończyła. Uważam, że Chmielewski gdyby nie wszedł na złą drogę to mógłby być czołowym zawodnikiem UFC. Fizycznie i psychicznie predysponowany. Życie potoczyło się inaczej.

Drugi wymieniony to wielka postać w naszym kraju! Mówimy tu o medaliście Olimpijskim w judo. Paweł Nastula (5-6) był naszym jedynym reprezentantem w legendarnej organizacji Pride. Mistrz z Atlanty w 2005 roku zadebiutował, a zmierzył się z Antonio Rodrigo Nogueirą (34-10-1). Przypomnijmy, że w tamtym czasie Brazylijczyk należał do ścisłej czołówki jeśli chodzi o najlepszych zawodników na świecie.

Potem pomagałem przygotować się Pawłowi Nastuli do pierwszej walki. On też miał duży potencjał, ale był uparty i wiedział lepiej. On zlekceważył zawodników brazylijskiego ju-jitsu i MMA, bo stwierdził, że nie są to Mistrzowie Olimpijscy. No i Nogueira mu pokazał, że nie trzeba być Mistrzem Olimpijskim żeby wygrywać z Mistrzami Olimpijskimi. Nogueira wygrał w prosty sposób po prostu go umęczył. 

Cały rozmowa poniżej:

Jeszcze na chwilę wróćmy pamięcią do tej wielkiej walki, która na zawsze zapiszę się w historii polskiego MMA. Do starcia doszło pod koniec czerwca 2005 roku w Saitamie. Paweł Nastula pokazał ogromny charakter i przeciwstawił się wielkiej gwieździe. Dodajmy, że w Pride pierwsza runda była 10 minutowa. Tym samym długi dystans mógł okazać się kluczowy dla bardziej doświadczonego Brazylijczyka, który zakończył walkę po ośmiu minutach i 45 sekundach. Starcie Nogueira-Nastula transmitowano na kanałach Polsatu.

Zobacz także:

”BigFoot” wraca! Jeszcze zaskoczy?

Antonio Silva wraca do klatki. Brazylijczyk będzie chciał wrócić na odpowiednie tory

W debiucie zachwycił! To będzie nowy Frank Mir?

Tak właśnie po debiucie zaczęły go określać media