Nie dali o sobie zapomnieć – McGregor swoją gadką napędzał otoczkę, jednocześnie Mayweather Junior trzymał w niepewności, czy do tej walki w ogóle dojdzie. Wywołali emocje u wszystkich, również u ludzi pozornie zdystansowanych wobec tego starcia. Ta walka to skok na kasę! Wszystko dzięki sile samonapędzającej się spekulacyjnej machiny.

McGregor i Mayweather Junior zawalczą już 26 sierpnia w Las Vegas. Będzie to starcie kasowe, obliczone na bicie rekordów sprzedaży biletów, sprzedaży PPV, w końcu rekordu zarobków dla zawodnika MMA, pobicie bokserskich osiągnięć Rocky’ego Marciano. Obaj wojownicy zabrali nas na ostrą jazdę. McGregor wciskał gaz do dechy, Mayweather i jego obóz kręcili kierownicą i od czasu do czasu mocno hamowali. Nie było prostej drogi do celu, a mnóstwo zakrętów, ślepych uliczek i wielkich trudności…, które okazały się pozorne. Najwyraźniej i jednemu, i drugiemu mocno się to opłaci. Obaj wiedzieli, że im więcej wywołają spekulacji, tym więcej zarobią. Wystarczyło napędzić machinę – perpetuum mobile, które raz wprawione w ruch wywindowało ceny biletów do naprawdę mocnego poziomu.

Można szukać różnych porównań, ale chyba najtrafniejsze będzie takie, że Conor McGregor i Floyd Mayweather Junior uwiedli kibiców. Im coś jest bardziej niedostępne, niemożliwe, fantazyjne, tym chętniej ludzie po to sięgają. Sami sobie dostarczają emocji i wyobrażeń, później czekają na ich spełnienie. Wobec bezprecedensowego starcia nie dało się przejść obojętnie i każdy ma swoją własną wizję pojedynku. Ludzie zapłacą za to duże kwoty, by naocznie się przekonać, że się nie mylili. Dwóch ekscytujących wojowników teoretycznie chętnych do walki wbrew odrębności dyscyplin i środowisk. Jak Romeo i Julia, ale z biciem zamiast miłości (i ze współczesnym zakończeniem – podzielą kasę i pójdą w swoją stronę). To wystarczyło, by każdy kibic wizualizował sobie w głowie starcie wojowników, rozmawiał na ten temat z innymi kibicami, spierał się i przekonywał ich do swojej racji. I wszyscy spekulują, czy McGregor pójdzie na ostro, czy Mayweather będzie uciekał, czy walka skończy się w pierwszej rundzie, czy może będzie trwała do końca. Jednocześnie kibic śledzi ich, niemal stalkuje w mediach społecznościowych obserwując materiały z przygotowań, kolejne filmiki promocyjne i wypowiedzi zawodników. Media mają pożywkę. Jak nie ma o czym pisać, to zawsze dobrym tematem jest McGregor i Mayweather.

Tak jest, sami wkręciliśmy się w to starcie. Dobry marketing to coś więcej niż bombardowanie odbiorcy kolejnymi wypowiedziami, filmikami, zdjęciami. Trzeba zostawić miejsce i „popchnąć” potencjalnego widza, by sam sobie sprzedał bilet na galę lub sam sobie sprzedał PPV. To podstawy skutecznego handlu i reklamy. Swego czasu McGregor dość mocno z tym przesadzał i mógłby naprawdę mocno znudzić kibiców, gdyby nie dostarczanie coraz nowszych i mocniejszych wrażeń. Bezpardonowe wyzywanie mistrza swojej kategorii to cwaniactwo i pewność siebie. Wejście na ring z bokserskim mistrzem świata to zwykłe szaleństwo. A ludzie mogą nienawidzić lub kochać bogatych szaleńców, ale każdy z nich chciałby osiągnąć to, co „ten wariat”. Tego jeszcze nie było, to trzeba zobaczyć.

Nadal zastanawia mnie, co dalej będzie robił McGregor. Tak  jest, to ciąg dalszy wkręcania się i sprzedawania tego irlandzkiego produktu. Mimo że nie oczekuję zbyt wiele od tego starcia pod względem sportowym, poświęcę czas na obejrzenie pojedynku, by przekonać się, czy miałem rację. Ludzkiej natury nie oszukasz.

Pitbull Sports