Matt Brown – od ćpuna do gwiazdy UFC

Foto: Matt Brown, Foto: Tom Szczerbowski-USA TODAY Sports
Foto: Matt Brown, Foto: Tom Szczerbowski-USA TODAY Sports

Wielkie, emocjonujące walki. Efektowne wygrane przed czasem. Matt Brown to jeden z najciekawiej walczących wojowników UFC. Talent, niezwykły upór, umiejętności stójkowe i parterowe. Nie wszyscy kibice znają jego historię. Historię imprezowicza i ćpuna, który cudem uniknął śmierci.

Matt Brown – młodzieniec z potencjałem

Matthew Burton Brown urodził się 10 stycznia 1981 roku. Dorastał w Ohio. Jego ojciec prowadził zakład mechaniczny i początkowo był bardzo dumny z syna. Matt Brown dobrze radził sobie w szkole. Był wszechstronnie uzdolniony i mimo że mało się uczył, osiągał świetne wyniki. Pomagał ojcu w zakładzie i również tutaj pokazywał swój talent. Wspominając tamte lata zawodnik żartował, że jako 15-latek potrafił robić rzeczy, których nie potrafiliby zrobić absolwenci college’u.

Destrukcyjna nuda w młodych latach

Spokojne życie pełne sukcesów zaczęło jednak nużyć Browna. Coraz częściej jakiś wewnętrzny instynkt pchał go w kierunku poszukiwania wrażeń:

„W pewnym sensie brałem za pewnik to, że jestem niezwyciężony. Nigdy nie zabierałem książek do domu ze szkoły i nigdy nie odrabiałem prac domowych, a cały czas miałem dobre stopnie. To było dla mnie łatwe. Nie było trudne i nie stanowiło dla mnie wyzwania. Wszystko się udawało. Nie rozumiałem, co robiłem. Byłem dość naiwny. Nie szanowałem ludzi dookoła mnie i miałem przeświadczenie, że cokolwiek nie zrobię, wszystko będzie OK. Miałem takie podejście, że jestem wystarczająco mądry, by poradzić sobie ze wszystkim.”

Coś poszło nie tak…

I zaczęło się. Handel narkotykami i pierwsze uzależnienia. Pewnego razu Matt Brown przedawkował heroinę. Został przewieziony do szpitala, przez minutę był w stanie śmierci klinicznej, jednak lekarzom udało się go uratować. Po zwolnieniu ze szpitala Brown nie brał narkotyków… przez kilka dni! Nie rozumiał, w jak wielkim był zagrożeniu. Z powrotem zaczął ćpać (OxyContin). Doświadczenie śmierci klinicznej nie powstrzymało go przed powrotem do nałogu. Dopiero śmierć trójki przyjaciół (również o nazwisku Brown) w ciągu 3 miesięcy przemówiła mu do rozsądku:

„Mój dobry przyjaciel, Bear Brown, miał czteroosobową rodzinę i trójka z nich zmarła z przedawkowania heroiny i OxyContinu w ciągu 3 miesięcy. Pierwszy umarł Bear, później jego brat, a na końcu ich mama. To wszystko w ciągu 3 miesięcy… Myślę, że to był dla mnie ważny moment. Śmierć trójki ludzi i to, co wcześniej działo się u mnie –  w końcu uświadomiłem sobie, jak blisko końca się znajdowałem. Zdałem sobie sprawę: „Cholera, to jest na serio. Idę na pogrzeb, ale równie dobrze mógłby to być mój pogrzeb…”

Matt Brown i pierwsze treningi MMA – uzdrawiający oklep?

Matt Brown zaczynał bardziej się pilnować, jednak progres był dość nikły. Wrażeń dostarczały mu bójki uliczne. Gdy zobaczył w telewizji walkę MMA, postanowił spróbować również tych wrażeń.

„Byłem typem gościa, który widzi walkę i uważa, że to jest tak łatwe, że on sam potrafi bić się lepiej. Taki byłem zdecydowanie. To tak, jakbyśmy teraz sobie ćwiczyli i podszedł do nas koleś z hasłem: „Hej, gdzie mam zapisać się na walkę UFC”. Powiedzielibyśmy sobie: „Co to za typ? Co z nim jest nie tak?” A ja taki byłem…”

Treningi MMA nie były tak łatwe, jak wszystko w życiu Browna. I bardzo dobrze to na niego podziałało. Oklep pierwszego dnia, oklep drugiego i trzeciego dnia. Matt Brown zdał sobie sprawę, że to było coś, w czym nie jest doby. Coś, nad czym musiał ciężko pracować. I pracował naprawdę ciężko. Pierwszy zawodowy pojedynek stoczył w wieku 26 lat, a w ciągu 2 lat zdobył kontrakt z UFC wygrywając w finale TUF 7.

Matt Brown w UFC,  kariera z rozpędem i zapominanie o bolesnej przeszłości

Matt Brown dzięki efektownym wygranym i wspaniałej postawie w przegranych pojedynkach przez długi czas był uważany za jednego z czołowych wojowników UFC. Mimo wcześniejszych 3 porażek z rzędu w ostatniej walce sprzed roku znokautował w pierwszej rundzie Diego Sancheza idealnie wymierzonym łokciem. Kibice kojarzą go ze wspaniałych walk, mało się mówi o historii jego życia.

„Szczerze mówiąc, nigdy nie chciałem być z tego znany. Mówię o tym, gdy ludzie pytają. Gdy zaczynałem występy w TUF, nie mówiłem: „Hej, mam ciekawą historię”. Byłem tam z nastawieniem: „Jestem zawodnikiem i umiem walczyć”. W taki sposób chcę być zapamiętany. Jeżeli moja historia zainspiruje ludzi, jest OK, ale na to nie czekam. Nie oczekuję miana bohatera ze względu na to, co się stało. To było i się skończyło. Chodzi mi tylko o moją zawodniczą karierę, a nie o moje życie prywatne.”