Od KSW do Fame – jak KSW wytyczyło szlaki dla własnej Freak-Fightowej konkurencji

Foto: KSW
Foto: KSW

Gdy mowa o sportowej stronie MMA, spokojnie można wskazać KSW jako największą organizację w Polsce. Starają się zbierać czołówkę polskich rankingów przy tworzeniu świetnych wydarzeń. Jednakże, w sferze czysto rozrywkowej, nie mają konkurencji w FENie czy nawet Babilonie. Nie zrozumcie mnie źle, FEN i, zwłaszcza, Babilon MMA robią świetne sportowo rozpiski. Ale tylko jedna organizacja medialnie jest w stanie podjąć rękawice z KSW.

To FAME MMA – organizacja skupiająca się wokół Freak-Fightów dowodzona przez Wojciecha Golę – byłego uczestnika Warsaw Shore – i Michała Barona, znanego jako BOXDEL, polskiego Youtubera.

FAME MMA zestawiając walki Youtberów i celebrytów perfekcyjnie zbiera wokół siebie zainteresowanie mediów z całej Polski. Perfekcyjnie, gdyż to podążają oni ścieżką dawno temu wyznaczoną przez KSW wiele lat temu.

1 – Bardzo spokojny początek

Mamy grudzień 2009. Mariusz Pudzianowski – 5krotny zdobywca tytułu najsilniejszego człowieka na świecie – wychodzi po raz pierwszy do walki MMA na gali KSW 12. Jego rywalem jest również debiutant. Marcin Najman, zawodowy bokser, znany głównie z uczestniczenia w 5 edycji programu Big Brother. Ta walka to „Freak-Fight” tego rodzaju, przy którym fani PRIDE FC biją brawa. Dwóch wielkich facetów, bez doświadczenia w MMA, naprzeciwko siebie w ringu.

Pudzianowski pokonał Najmana w 43 sekundy, zmuszając boksera do odklepania ciosów. Ta wygrana zaczęła kompletnie nową erę w historii KSW. Sam Pudzian został „sprzedany” publice jako kompletny zawodnik MMA, mogący konkurować na najwyższym światowym poziomie.

Mariusz Pudzianowski pokonał boksera Marcina Najmana podczas gali KSW na warszawskim Torwarze w pierwszym polskim, naprawdę głośnym Freak-Fightcie.

By tego dowieść, Pudzianowski zmierzył się z byłym, dwukrotnym mistrzem UFC, Timem Sylvią. W swojej trzeciej zawodowej walce. Imponująca brawura, ale to jedyna pozytywna rzecz, jaką można powiedzieć o tym pojedynku. Trzeba tylko wspomnieć, że wskutek ciosów ciosów Amerykanina oraz kompletnego wypompowania z siebie powietrza, Pudzianowski odklepał pojedynek.

Przed walką z Sylvią, Pudzianowski deklarował się, że zostanie mistrzem świata. Po pojedynku w Worcester nigdy nie powtórzył tej deklaracji.

We wrześniu 2010 KSW wróciło do sprzedawania freak fightów* jako pełnoprawnego pojedynku sportowego. W walce wieczoru gali KSW 14, Eric Esch, pseudonim Butterbean, poddał walkę pod napływem ciosów Mariusza Pudzianowskiego. Wielu fanów do dzisiaj podejrzanie patrzy na konfrontację tej dwójki, jako że Butterbean nie zaprezentował zbyt wiele chęci do defensywy.

Wcześniej tego samego wieczoru fani mieli okazję oglądać najbardziej popularną walkę w historii Polskiego MMA. Przemysław Saleta – popularny bokser – na oczach 4,5 miliona telewidzów poddał Marcina Najmana duszeniem przedramieniem. Konfrontacji towarzyszył wieloletni konflikt bokserów, który dodatkowo podgrzał atmosferę ich walki.

Panowie uprawiali bardzo dużo „Trash-Talku” przed pojedynkiem, Najman zwłaszcza. Przez wielu jest uważany za pierwszego popularnego trash-talkera w polskim MMA. Dla niektórych może on być uważany za błazna w tym co robi. Inni mogą docenić kunszt „marketingowy” człowieka, który zrozumiał, że czasami granie tego „złego” przynosi więcej profitów. Nie mnie decydować.

*Przerywnik – niejasna definicja Freak Fightu

Część z was może być zaskoczona, że uznałem pojedynki Butterbean-Pudzianowski i Saleta-Najman „Freak-Fightami”, jako że całą czwórkę można od zawsze zaliczyć do sportowców (3/4 z nich to profesjonalni bokserzy z tytułami). Nie bierzcie tego za obrazę, bo tak być nie miało. Widzicie, Freak-Fighty mają to do siebie, że nikt nie nadał im oficjalnej definicji, więc jest ich tyle, ilu fanów ogląda MMA. Dla jednego, Freakiem będą walki dwóch wielkich gości, którzy ledwo co się ruszają. Dla innego będzie to każdy pojedynek, gdzie walczą celebryci. Trzeci natomiast za freaka uzna pojedynek ludzi, którzy nie wywodzą się z MMA i traktują walki w klatce jako przerywnik w karierze albo droga do łagodnej emerytury. Coś jak emerytowani bokserzy albo zawieszeni zawodnicy futbolu amerykańskiego.

I wiecie co? W sumie wszyscy trzej mają i nie mają racji. To trochę jak z postawieniem definicji „ogórka”. Kim jest „ogórek”? Zawodnik z ujemnym rekordem? Powiedzcie proszę prosto w twarz Markowi Huntowi że jest „ogórkiem”. Czy może to słaby zawodnik? Ale wtedy to tylko rozszerza definicję.

Na potrzeby tekstu, przygotowałem kompletnie-nie-idealną definicję. Freak-Fight to walka dwójki zawodników, która przyciąga uwagę mediów i publiczności ze wszystkich powodów, poza tymi czysto sportowymi. Dlatego też walka dwóch bokserów może być Freak-Fightem tak długo, jako ludzie chcą ich oglądać z powodów poza sportowych.

Ze względu na zainteresowanie pojedynkami powodami czysto pozasportowymi, konfrontacje Przemysława Salety i Marcina Najmana można traktować w kategorii Freak-Fightu.

Wracając do tematu…

2 – Preludium do Kryzysu

KSW zapoczątkowało trend w Polskim MMA na Freak-Fighty. By oddać jednak cesarzowi co cesarskie, muszę ich za to pochwalić, bez żadnej szydery. Dzięki walce Pudzianowskiego, byli w stanie wypromować wielu zawodników, którzy nie muszą dzisiaj stać na bramkach tylko mogą mniej lub bardziej profesjonalnie skupić się na swoich karierach. Mamed Chalidow, Michał Materla czy Janek Błachowicz, który obecnie jest w UFC. Bez KSW nie byliby tacy popularni nad Wisłą.

Oczywiście, tam gdzie sukces, tam i naśladowcy. Finansowe notowania KSW przekonały innych promotorów MMA, że warto spróbować z Freak-Fightami, nawet jeśli konsekwencje mogą być katastrofalne.

Tutaj wkracza MMA Attack, organizacja kierowana przez Dariusza Cholewę. Cholewa chciał rzucić wyzwanie właścicielom KSW – Martinowi Lewandowskiemu i Maciejowi Kawulskiemu. Jego plan był „prosty” – powtórzyć sukces KSW, tylko szybciej.

Lewandowski i Kawulski zestawili Freak-Fight na dwunastej gali. Cholewa uderzył w to od razu. Jego organizacja zaczęła życie od kontynuacji jednej z najbardziej medialnych rywalizacji w branży sportów walki. 5 listopada 2011 roku MMA Attack zestawiło rewanż pomiędzy Saletą a Najmanem. Tym razem pojedynek odbył się na zasadach K1. Walka trwała 54 sekundy, zanim Najman poddał walkę z powodu prawdopodobnie złamanego piszczela. Po tym występie Przemysław Saleta udał się na emeryturę od MMA i K1. Wrócił co prawda dwa razy na ring bokserski, ale nie jest już kluczowy dla opowieści o Freak-Fightach w Polsce.

Nie to co Marcin Najman.

Ten był w dalszym ciągu bardziej celebrytą niż sportowcem, którego zła sława ciągle mogła się przydać MMA Attack. Z jego pomocą Cholewa chciał ruszyć na Spodek w Katowicach – trzeci (wtedy) największy obiekt w Polsce. Ale z samym Najmanem to się nie mogło udać. Dlatego też zestawiono go z Litewskim kulturystą – Robertem Burneiką, popularnym u nas w kraju dzięki filmikom z siłowni.

Ich konfrontacja była… zabawna. W tym dobrym tego słowa znaczeniu. Najman uciekał, przerażony próbami uderzeń ze strony Burneiki. Litwin złapał w końcu boksera pchanym ciosem, posyłając go na deski. Tam Najman odklepał ground and pound. Cała arena po walce krzyczała „wypier***”. Czyste szaleństwo.

Robert Burneika szybko pokonał Marcina Najmana podczas drugiej gali MMA Attack. Walka była niesamowicie popularna w tamtym czasie.

Rok później MMA Attack, po wielu trudnościach, spróbowało ponowić sukces w spodku. Próbowali zrobić z Burneiki swojego „Pudzianowskiego” – Freaka, który będzie ciągnąc cały brand organizacji, pomagając promować sportowych zawodników. By jeszcze dodatkowo go podbudować, MMA Attack zestawiło 130 kilowego Burneikę z Dawidem Ozdobą – chippendalesem, ważących 84 kilo. Co wynikło z takiego połączenia? Jedna z najgorszych walk w historii polskiego MMA. Panowie nie chcieli się angażować w wymiany więc Ozdoba został zdyskwalifikowany jako odpowiedzialny za takową sytuację. Ta „konfrontacja”, połączona z problemami Dariusza Cholewy, pogrzebała MMA Attack.

W tym samym czasie KSW obserwowało, ile jeszcze potencjału drzemie w Mariuszu Pudzianowskim. Gdy padł z Seanem McCorklem, cała marketingowa maszyna ruszyła na promocję Mameda Chalidowa. Czeczen miał wszystko, by zostać największą gwiazdą KSW. Był popularny, miał niesamowite umiejętności i zaczynał swoimi występami przyćmiewać popularnością Pudziana.

Wtedy też nastąpił w Europie kryzys migracyjny. Tysiące muzułmańskich uchodźców wyemigrowała do Europy w poszukiwaniu lepszego życia. Nie jestem politologiem więc nie będę się nad tym rozwodził. W tym wszystkim najważniejsze są wypowiedzi Chalidowa z tamtego okresu. Rząd Beaty Szydło opowiedział się przeciwko przyjmowaniu uchodźców, tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Chalidow, muzułmanin, zaapelował o zmianę zdania ekipy rządzącej i zasugerował, że Polacy powinni przyjmować uchodźców. Spotkało się to z ostrą odpowiedzią fanów. Podczas walki z Azizem Karaoglu w Maju 2016, Polska publika mocno gwizdała na Chalidowa (oraz, bądźmy uczciwi, na kontrowersyjny wynik tego starcia).

Mamed Chalidov był jedynym zawodnikiem MMA z krwi i kości mogącym samodzielnie sprzedawać areny.

W reakcji zwrotnej, Chalidow ogłosił chwilową przerwę w karierze na poukładanie swojego życia.

3 – Kryzys Freak-Fightów uderza w Polskie MMA

Wraz z odejściem Chalidowa, ziemia zatrzęsła się pod Lewandowskim i Kawulskim. Ich największa gwiazda robiła nie wiadomo jak długą przerwę od sportu. W tym samym czasie Mariusz Pudzianowski był na serii dwóch porażek z rzędu – najgorszej w karierze. W KSW nie było nikogo popularniejszego, niż duet Pudzianowski-Chalidow. Właściciele organizacji potrzebowali sukcesu finansowego. Szybko.

We wrześniu 2016 zakontraktowali popularnego polskiego rapera – Pawła Mikołajuwa, pseudonim „Popek Monster”. Ten miał już swoją historię w MMA, osiągając niezbyt imponujący rekord dwóch zwycięstw i jednej porażki. Jego ostatnia walka miała miejsce w 2008 roku, kiedy to jego fani zdemolowali arenę zaraz po porażce Popka.

Angaż rapera był bardzo ryzykowną grą graną przez duet Lewandowski i Kawulski. Nawet jeśli przymknąć oko na demolkę w ostatniej walce Mikołajuwa, nie można było zignorować faktu, że Popek spędził ostatnie lata życia na imprezowaniu. Jego kondycja fizyczna stała pod wielkim znakiem zapytania, mimo że KSW próbowało sprzedać rapera jako sto procentowego sportowca.

Angaż „Popka” do dziś dzień jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w historii KSW.

Ryzyko się opłaciło. KSW zestawiło generujące 100% zysk zestawienie z Pudzianowskim, który szybko pokonał Popka przez TKO. Walka wygenerowała ogromne zasięgi i zainteresowanie, psując serwery usługi streamingowej KSW – KSWTV. Lewandowski i Kawulski musieli kłóć żelazo, póki było gorące.

Zestawili galę na stadionie PGE Narodowy by zrobić największą galę w historii Europy. By wyprzedać taką galę, trzeba było pójść na pewne ustępstwa i stworzyć rozpiskę nie pod hardcorowego fana MMA, a pod pospolitą widownię. Dlatego też dostaliśmy między innymi następujące konfrontacje:

  • Lukasz Jurkowski vs Rameau Thierry Sokoudjou – Popularny “Juras” powracał po 6 latach przerwy, przez większość nowej generacji fanów będąc kojarzonym z byciem komentatorem sportowym bardziej niż zawodnikiem MMA.

  • Mariusz Pudzianowski vs Tyberiusz Kowalczyk – konfrontacja dwóch byłych strongmenów.

  • Damian Janikowski vs Julio Gallegos – były reprezentant Polski w zapasach oraz zdobywca brązowego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.

  • Popek Monster vs Robert Burneika – Freak nad Freaki, jaki kiedykolwiek w życiu można było zestawić w Polskim MMA (a może nawet światowym).

Oczywiście, było jeszcze 7 innych pojedynków, które miały w sobie dużo walorów sportowych, jak Mamed Chalidow vs Borys Mańskowski czy Tomasz Narkun vs Marcin Wójcik. Ale to te pojedynki zebrały najwięcej uwagi ze strony fanów. A zwłaszcza ostatni przeze mnie wspomniany w zestawieniu na górze.

Popek wygrał pojedynek z Burneiką bardzo szybko, bo w 45 sekund. Po gali na stadionie narodowym wszystko wskazywało, że kolejnym „Pudzianowskim” zostanie właśnie popularny rapper. I, niczym Dariusz Cholewa, chcieli mu pomoc.

Tomasz Oświeciński, aktor popularny z ról w filmach Patryka Vegi, został rywalem Popka na KSW 41 w Katowicach. Z racji 45 lat na karku, to o 6 lat młodszy raper był uważany za faworyta. Dodatkowo, Popek rozpoczął treningi pod okiem Roberta Złotkowskiego, trenera między innymi Jana Błachowicza.

Z początku wszystko zapowiadało, że Mikołajuw odniesie czwarte zawodowe zwycięstwo. Raper obalił aktora i przez około 4 minuty obijał go ground and pound, lecz sędzia uznał, że to nie jest powód do przerwania pojedynku. Po pierwszej rundzie Popek był kompletnie wypompowany, jak i Oświeciński. Ten drugi jednak, jakimś cudem, wyrzucił z siebie ostatnie resztki sił, i tlenu, by obalić Popka i pokonać go przez TKO.

Takiego werdyktu niemal nikt się nie spodziewał – Popek nie podołał aktorowi, Tomaszowi Oświecińskiemu.

I to nie była najbardziej szalona rzecz, jaka wydarzyła się tamtego wieczoru. Wypompowany Oświeciński wyzwał boksera Artura Szpilkę do walki na zasadach MMA. „Szpila” był wśród widzów śledzących galę KSW. Bokser wszedł do klatki na zaproszenie organizatorów i, na oczach oglądających, zaatakował aktora siedzącego ze zmęczenia na stołku.

Ten moment skradł KSW 41. Pisały o nim wszystkie możliwe media. I, jeśli miałbym strzelać, to dało dodatkowej motywacji Wojciechowi Goli jak konkurować z KSW.

4 – powstanie FAME MMA i Freak Fight Federation.

Wojciech Gola to były uczestnik Warsaw Shore – programu rozrywkowego typu reality show produkowanego przez MTV. Podczas tego programu, Gola poznał Pawła Trybałę – amatorskiego zawodnika MMA, który miał przejść na zawodowstwo w 2015. Wojciech towarzyszył „Trybsonowi” w pierwszych walkach gdzie mógł obserwować działanie organizacji MMA.

Zarówno Xcage jak i PLMMA chciały użyć sławy, jaka Trybała zdobył w programie MTV tak, jak KSW użyło Pudzianowskiego i MMA Attack użyło Burneiki. I, jak u obu tych organizacji, Trybała był sprzedawany jako sportowiec z krwi i kości, którego angaż był poparty niczym innym jak jego walorami sportowymi. Gola odnotował sobie tą strategię.

Później zdecydował się zawalczyć samemu. 10 października 2017 związał się z organizacją Night of Champions” w swoim rodzinnym Poznaniu. Nie chciał jednak być sprzedawany jak sportowiec, od początku reklamując swoją konfrontację jako Freak-Fight. Jego rywalem został Piotr „Bonus BGC” Witczak – internetowy celebryta, znany głównie z filmików gdzie błaznuje oraz przechwala się byciem zawodnikiem MMA z rekordem 14-0.

Bonus BGC vs Wojciech Gola (a.k.a Wojtek z Warsaw Shore) było niezwykle popularnym „Freak-Fightem”.

Ich walka była typową konfrontacją dwóch ludzi nie mających nigdy wcześniej do czynienia z profesjonalnym sportem. Dużo młotków w stójce, pchanych ciosów, powolnych kopnięć. Ale też dużo zainteresowania wśród fanów. Oczywiście, nikt nie chwalił tych dwóch za pokazane umiejętności. Ale gadali. A tego potrzebował Gola.

Musiał na pewno też przeanalizować dokładnie sukces KSW. Organizacja Martina Lewandowskiego i Maćka Kawulskiego wypłynęła na Freak-Fightach. Aż po dziś dzień tylko Mamed Chalidow był zawodnikiem MMA z krwi i kości mogącym wyprzedawać duże areny samodzielnie. Cała reszta – Pudzianowski, Najman, Saleta, Popek, Oświeciński – to grupa popularnych celebrytów którzy, na szczęście dla KSW, chcieli spróbować sił w MMA.

Mając to na uwadze, Wojciech Gola przygotował swój własny plan. Skupił się na przynoszących zyski Freak-Fightach, odrzucając całkowicie sportową otoczkę. Tak narodziło się FAME MMA – projekt skupiający się tylko i wyłącznie na walkach pomiędzy osobistościami a nie zawodnikami z krwi i kości. Gola skupił na popularnych wśród młodszej widowni Youtuberach i streamerach. Do promocji użył głównie internetu i postawił bardzo przystępne ceny PPV. Efekt? Sukces finansowy.

Po trzech wydarzeniach, FAME MMA może konkurować z KSW pod względem medialności. Lewandowski i Kawulski nie byli ślepi i obserwowali nowego gracza uważnie. Na początku podchodzili do projektu mocno sceptycznie. Wraz z sukcesem kolejnych dwóch gal, KSW wykonało swój ruch. Przy bliskiej współpracy z Polsatem tworzy się obecnie „odpowiedź na FAME MMA”, której nazwa robocza to „Freak Fight Federation”.

Najman vs. Trybson
Po wielu latach, KSW znowu decyduje się skorzystać z usług Marcina Najmana, zestawiając go z Pawłem Trybałą na pierwszej gali „Freak-Fightów”.

Po raz kolejny Lewandowski i Kawulski chcą skorzystać z usług Marcina Najmana do ich projektu. Ma się zmierzyć z Pawłem Trybałą na ich pierwszej karcie walk. Drugim starcie ma być pojedynek brata Mariusza Pudzianowskiego, Krystiana, z Popkiem. Nie ma nic złego w dobrym Freaku. Może pomóc zbudować brand organizacji i wypromować kilku dobrych zawodników MMA…

5 – odpowiedzialność fanów

… ale obecnie dochodzimy do sytuacji, gdy w Polsce powstaną dwie organizacje, skupiające się tylko na walkach Freaków. Nie ma mowy o promocji sportowców. Jest to ciekawe, niebezpieczne i pouczające zjawisko, zwłaszcza, że znając nasze umiłowanie do dzielenia się w niemal każdej sprawie, będziemy podzieleni.

Jedna grupa będzie krzyczeć, że FaME MMA i Freak Fight Federation powinna zostać zdelegalizowana. Dodadzą coś o tym, że to patologia (bo wiadomo, walki raperów nie są patologią tylko wtedy, gdy walczą na karcie razem z zawodowcami).

Druga grupa będzie kwestionować pierwszą mówiąc, że MMA jest dla każdego i skoro było miejsce na Freaki w KSW, powinno być dla nich miejsce i teraz.

I wiecie co? Obie grupy mają racje i jej nie mają. To jest naprawdę w porządku, jeśli komuś nie podoba się model FAME MMA i jest tym bardziej w porządku, jeśli innemu taka polityka odpowiada. Co nie jest w porządku to hipokryzja. Nie ma nic słabszego niż akceptowanie Freaków pokroju Popka czy Oświecińskiego na KSW i pluć jadem na FAME i odwrotnie – krytykować KSW za każdy zestawiony Freak-Fight, paląc się samemu do oglądania FAME MMA następnego dnia.

Ktoś może powiedzieć że to odpowiedzialność tylko i wyłącznie portali branżowych. I tutaj się nie zgodzę. Kiedyś napisałem nawet na ten temat tekst. W ten sam weekend, w który odbywała się druga gala FAME MMA, na Bellatorze Fiodor Jemelianenko walczył o awans do finału Grand Prix wagi ciężkiej a Professional Fighters League zrobiło kolejną galę, gdzie Vinny Magalhaes dał dwójkę kandydatów do najlepszych poddań 2018 roku, a Nathan Schulte i Chris Wade zrobili wszystko, by dostać tytuł walki roku. Wszystkie trzy wydarzenia – FAME, Bellator, PFL – były u nas opisywane. To my jako fani decydujemy dalej. Czy chcemy poświęcić czas na ambitne MMA. Czy wolimy jednak skupić naszą uwagę na FAME MMA. To kwestia tylko i wyłącznie naszej odpowiedzialności. Bo to dzięki nam, Freak-Fighty są dalej opłacalne w tym kraju.

UFC 236 Poirier Holloway
To tylko od nas – fanów – zależy, czy będziemy komentować wydarzenia sportowo, czy będzie poświęcać czas na Fame MMA, dając do zrozumienia, że interesuje nas bardziej niż UFC, Bellator, PFL czy inne, sportowe MMA.