MMA PLBez kategoriiWywiad: Jerome LeBanner chce “Wielkiej parówy”!!!

Wywiad: Jerome LeBanner chce “Wielkiej parówy”!!!

lebanner1.jpg

Na stronie www.fighthype.com ukazał się bardzo ciekawy wywiad z jednym z bohaterów tegorocznego finału K1 GP 2007 – Jeromem LeBannerem, w którym opowiada on o swoich planach na przyszły rok, a które dotyczą Mighty’ego Mo, UFC i Tima Sylwii, ale nie tylko!

Tony Naemi: Jak się masz?

Jerome LeBanner: Dobrze. Czuję się świetnie. Moja kontuzja na szczęście nie była poważna, bolesna, ale choć raz nie wymaga operacji. Trzy zabiegi w 2007 roku to wystarczająco dużo. Mam wiele ciekawych planów na 2008 rok i wiele o mnie usłyszycie.

Świetnie się zaprezentowałeś przeciwko Hong Man Choiowi i prowadziłeś na punkty ze Schiltem. Czy to stara kontuzja sprawiła, że przerwałeś walkę?

Dzięki. Tak, też uważam, że walka z Choiem była niezła. Jeśli nie liczyć walki Mo, to moja z nim potyczka była najlepszą ze wszystkich. Nie lubię decyzji i z reguły patrzę na siebie bardzo krytycznie. Biorąc jednak pod uwagę, że 8 miesięcy wcześniej miałem operację łąkotki poradziłem sobie bardzo dobrze. Wygrałem wszystkie rundy i pokazałem, że jestem bardzo twardy. Ten potwór nie nadaje się do walki. Bardzo ciężko walczy się z tą kupą mięsa. Nie zdajecie sobie sprawy jak ciężko to idzie. To wymaga wiele energii. Nawet mistrz, Semmy Schilt miał z nim ciężką przeprawę i przegrał w wyniku kontrowersyjnej decyzji.

Przeciwko Schiltowi złapałem kontuzję kolana. Chciałbym móc walczyć dalej, ale mój narożnik wrzucił ręcznik. Mieli rację. Nie mogłem walczyć na 100 proc. i to było jedyne mądre wyjście chociaż byłem na siebie bardzo zły. Przeklęte kolano! Ale wiesz, miałem tylko osiem miesięcy na rekonwalescencję, powrót do treningów i walkę na K1 Elimination – już po pięciu miesiącach. Normalnie po pół roku można zacząć trening, a po dziewięciu miesiącach wrócić do walk. Po ośmiu miesiącach miałem już trzy walki na koncie i mój lekarz mówił mi, że zwariowałem. W każdym razie za trzy miesiące będę w 100 proc. sprawny. Na tegorocznym GP byłem powiedzmy na 80 proc., ale dobrze się przygotowałem i pokazałem prawdziwego LeBannera!

Masz bardzo agresywny i metodyczny styl. Co za tym stoi?

Nic szczególnego, taki mam po prostu styl. Nawet nie sądzę, że można walczyć inaczej, przynajmniej w moim przypadku. Nigdy nie mam żadnej strategii. Idę na żywioł. Fani to kochają i to im daję. W Japonii czy wygrywasz, czy nie, zawsze czujesz ich wsparcie. Musisz po prostu dawać z siebie maksa. Jeśli już nie będę mógł tego robić, walczyć w pełni, odejdę na emeryturę.

Wiesz już kto jest kim w K1. Kto był najcięższym przeciwnikiem dla Ciebie?

Peter Aerts i Ernesto Hoost byli moimi najcięższymi przeciwnikami. Pokonałem obu, obaj pokonali mnie. Jakby znokautowaliśmy siebie nawzajem po kilka razy co stało się częścią historii K1. Są największymi zawodnikami w historii K1. Andy Hug był jednym z największych również. Ci trzej nie są tylko mistrzami w ringu, oni są także wielcy w codziennym życiu. Świetni zawodnicy o dobrych charakterach. Spoczywaj w pokoju Andy.

Z kim chciałbyś się teraz spotkać?

Chciałbym się zmierzyć z Mighty Mo. Ma w swojej prawej ręce najmocniejszy cios w całym K1. Byłaby to wojna dwóch mocno bijących zawodników. Coś pod publiczkę. Chciałbym też Semmego Schilta w ramach superwalki o pas super heavyweight. Pokazałem ostatnio jak go pokonać. Sądzę, że ja i Peter Aerts to jedyne osoby, które obecnie są w stanie go pokonać. Robi się coraz więcej szumu w okół Hariego i Manhoefa, chciałbym więc i z nimi się spotkać… oraz z ich gigantycznym kolegą, Bregym. Po dwóch walkach z Choiem i dwóch ze Schiltem jestem przyzwyczajony do walki z dziwolągami.

Jeśli Tim Sylvia zdobędzie pas wagi ciężkiej w lutym przeciwko Antonio Rodrigo Nogueirze są jakieś szanse, że wybierzesz się do USA, żeby go znkowautować?

(śmiech) Minęło już wiele czasu odkąd ktokolwiek rozmawiał ze mną o „wielkiej parówie”… on jest strasznie niewidowiskowy. Jest wkurzający i brzydki. Poważnie, byłoby szkoda gdyby zdobył ten pas… to nie Couture, Nogueira czy Fiodor. Kiedy wyzwałem go jakieś dwa lata temu, byłem po prostu zmęczony oglądaniem go i słuchaniem i czytaniem jakim to on nie jest świetnym bokserem. Nie zrozumcie mnie źle, gość jest dobry, ma jakieś umiejętności i troche ducha, ale… czy to wystarcza? Spytajcie swoich czytelników: Czy Tim Sylvia ma to czego potrzeba, by być jednym z najlepszych? Moim zdaniem nie. Wiesz, mam wystarczająco dużo pieniędzy by wieść piękne życie bez walki i pracy do końca moich dni, ale kocham ten sport. Nie mogę przestać. To zbyt silne. To było wtedy wyzwanie. Nasz sport jest pełen wyzwań i to jest to co fanów nakręca.


Bardzo chciałbym z nim walczyć. Bardzo chciałbym chociaż raz wystąpić w klatce UFC. Jeśli do tego dojdzie pokonam tego niecharyzmatycznego zawodnika. Pokażę fanom w USA co to jest prawdziwy wojownik – a nie jakiś zachowawczy skurwysyn, który po prostu chce wygrać, a nie dać dobrego widowiska. Żeby zdobyć miłość fanów, trzeba dać z siebie maksa. W 2005 – 2006 UFC chciało mnie pozyskać, ale nie byli w stanie zaoferować mi tyle, ile zarabiam w K1. Dziś mogą. Jestem zawodnikiem K1 i pozostanę nim, ale w moim kontrakcie jest klauzula umożliwiająca mi walkę w innych organizacjach., więc jest to możliwe.


Wątpię by Sylvia się zgodził na taką walkę. Nie wytrzymałby stójki ze mną czy innym topowym zawodnikiem K1. Jeśli zostanie mistrzem, to nasza walka będzie niemożliwa, UFC nie zgodzi się na coś takiego. Wyobrażacie sobie, że wpadam do UFC, nokautuję go i wracam do domu (śmiech)? Co by to był za bajzel! Ale jak przegra z Nogiem, będę bardzo szczęśliwy z walki z nim. Dana White, spraw by tak się stało! A może „The Ultimata Fighter” z nami jako trenerami i na koniec walka? USA vs. Świat albo „Poszukiwania nowego mistrza” (śmiech)! Fonom by się to spodobało!

Chciałbyś coś dodać?

Tak, dzięki wszystkim. Dzięki za wszystko. Wielu zawodników nie rozumie, że sławę i pieniądze zdobywa się dzięki Wam. Sylvia musi to przeczytać! Wpadnijcie na moją stronę www.lebannerofficial.com, znajdziecie tam nieco o moich planach.