Grzegorz Jakubowski


jakubek.jpgMa wykształcenie wyższe pedagogiczne.

Świetnie zna psychikę młodzieży.
Prowadzi z nią zajęcia.

Brzydzi się chuligańskimi wybrykami.

Spokojny i opanowany. Niejeden, któremu
przyszłoby do głowy zaczepić jego, czy kogoś mu bliskiego miałby
niemiłą niespodziankę.

Grzegorz Jakubowski – wojownik XXI wieku.

 

„SdW”: Jak trafiłeś do sportu?


Grzegorz: Zaczynałem,
jak wielu młodych chłopaków, od piłki nożnej, w gdyńskim Bałtyku.

Jednak, jak to się często zdarza
trenerzy jednych faworyzują, innych trzymają na „marginesie”.Jedni nosili nowe klubowe dresy, inni
„przechodzone”, po kimś.Gdy było do dyspozycji 20 par tzw.
”korków”, a nas grających 25, to niestety, ale ta dwudziestka grała,
a pięciu się patrzało. Smutne, ale byłem w tej piątce.Jako kilkunastoletni ambitny chłopak
postanowiłem poszukać sobie innej, bardziej wymiernej dziedziny sporty,
w której mógłbym się realizować, czuć się dowartościowanym.No i zaczęło się. Było najpierw
karate. Była fascynacja Bruce`m Lee.Szukałem jednak ciągle rywalizacji, a
samo karate nie dostarczało mi jej w odpowiedniej dla mnie dawce.Więc próbowałem wielu innych sportów.
Był boks, judo, zapasy, walki z mistrzami kung – fu, i wiele innych
dyscyplin.Zawsze jednak oscylowałem w kręgu bezpośredniej
rywalizacji na macie, ringu itp.


„SdW”: A kiedy Twoje drogi zaczęły
kierować się w stronę tego, co robisz obecnie?


Grzegorz: Około
pięć lat temu zawiązała się taka nieformalna grupa znajomych w Gdańsku.
Trenowaliśmy bardzo intensywnie. W wielkim uproszeniu można powiedzieć,
że był to boks plus kopnięcia. Stałym punktem naszych zajęć były
sparingi, często dość długie. Mieliśmy dodatkowe bodźce dzięki
temu, że razem z nami trenowali również bokserzy ligowi i to całkiem
nieźli.Pamiętam mój pierwszy sparing z jednym
z nich. Dostałem w brodę i tak mi się jakoś nogi ugięły.Każdy kolejny nasz sparing to było…bombardowanie.
Trener zawsze stał właśnie przy nas. To było naprawdę mocne.W momencie, kiedy wychodziliśmy na ring,
między nami zwyczajnie „iskrzyło” i wtedy się zaczynała walka.Jednak kiedy wracaliśmy do szatni
wszystko było między nami w porządku i na spokojnie, czyli…na
sportowo.


„SdW”: Rozumiem, że swoje umiejętności
wykorzystywałeś startując w zawodach? Posiadasz na swoim koncie
sukcesy. Opowiedz nam proszę o tym?


Grzegorz: Wygrywałem
wiele zawodów. Na początku lat 90 – tych zdobyłem dwukrotnie tytuł
Mistrza Polski w kung – fu wersji „full kontakt”. Dozwolone były tam
ciosy rękami, jak i kopnięcia poniżej i powyżej pasa. Można to nazwać
kick boxingiem.Wszystkie walki wygrywałem przed czasem.


„SdW”: Co było potem? Czym się
zajmowałeś?


Grzegorz: Po tym
okresie nastąpił w moim sportowym życiu pewien marazm. Trenowałem, ale
bez konkretnego celu.W końcu w roku 2002 pomyślałem sobie,
że mam jeszcze kilka lat aktywności sportowej przed sobą i rozpoczęła
się kolejna przygoda.Pierwszy start miał miejsce w Warszawie
przy okazji Targów „Body Show”. No i…załapało.Nastąpiła seria wyjazdów
zagranicznych: Niemcy, Litwa, Włochy, znów Warszawa, itd. Było troszkę
tego.


 

„SdW”:
Czy możesz podać pełną
nazwę dyscypliny, w której walczysz no i po krótce jej zasady?


Grzegorz: MMA
(Mixed Martial Arts) lub po portugalsku
„Vale Tudo”Wiele jest dozwolone. Nie wolno gryźć,
wkładać palców w oczy, uderzać w potylicę, gardło, krocze, kręgosłup,
itd.Generalnie jednak organizator zawodów
zastrzega sobie prawo do wprowadzenia dodatkowych obostrzeń regulaminu.


„SdW”: Porozmawiajmy może teraz o
tym, jak trenujesz?


 

Grzegorz: W
okresie przygotowań do zawodów trenuję najczęściej dwa razy dziennie.
Może usystematyzuję to. Mój tydzień treningowy przedstawia się
następująco:

Poniedziałek – rano – biegam, popołudniu
– trening techniczny

Wtorek – rano – tarcze, popołudniu –
sparingi

Środa – rano – siłownia, popołudniu –
trening techniczny

Czwartek – rano – grapling (chwyty i
rzuty oraz parter) , popołudniu – trening techniczny

Piątek – rano – sparingi parter i rzuty
oraz klincz, popołudniu – trening techniczny

Sobota – rano – parter, po południu
walka

Niedziela – wolna


„SdW”: Jaką
rolę w Twoim treningu odgrywa siłownia i trening z obciążeniem?


Grzegorz: No cóż,
nie chwaląc się zwracałem uwagę na siłownię praktycznie od zawsze.Śmiano się nie raz ze mnie z tego
powodu, ale uśmiechy bladły, kiedy moja baza zdobyta na siłowni
„wychodziła” na sparingach.Mój trening siłowy nie był jednak
typowym „pakowaniem”. Trenowałem raczej dynamicznie, ze średnimi
obciążeniami.Widziałem w tym cel, wspomaganie, ogólny
rozwój.


„SdW”: Aktualnie – co widać, przybrałeś
nieco na masie mięśniowej.Czy to zasługa jakiegoś specjalnego treningu
na siłowni?


Grzegorz: Tak.
Ostatnio położyłem nacisk na rozbudowę umięśnienia. Moja obecna waga
oscyluje między 90 a 92 kg.


„SdW”: Możesz nam opisać, jak
trenowałeś?


Grzegorz: Owszem.
Trening jest tak skonstruowany, by angażował te grupy mięśni, które
mają największy udział w walce.

Ponadto sama konstrukcja zajęć
(zastosowanie serii potrójnych oraz dwuminutowe przerwy) przypomina
przebieg walki.

I seria potrójna
– wykonuję ją dwukrotnie.

1. Wyciskanie na barki sztangielkami stojąc
– 20 powtórzeń

2. Rozpiętki w leżeniu – 15 powtórzeń

3. Podciąganie sztangi wzdłuż tułowia
do brody – 10 powtórzeń

 

II seria potrójna
wykonuję ją dwukrotnie.

1. Wyciskanie sztangielek na barki siedząc
na skośnej ławce – 20 powtórzeń

2. Wyciskanie sztangielek leżąc na skośnej
ławce – 15 powtórzeń

3. Unoszenie sztangielek bokiem w górę
10 powtórzeń

III seria potrójna
– wykonuję ją dwukrotnie.

1. podciąganie na drążku szerokim
nachwytem – 20 powtórzeń

2. podciąganie na drążku wąskim
podchwytem – 15 powtórzeń

3. podciąganie „wiosłowanie”
sztangi w opadzie tułowia – 10 powtórzeń

IV seria potrójna
– wykonuję ją dwukrotnie.

1. uginanie ramion ze sztanga stojąc –
bicepsy – 30 powtórzeń

2. prostowanie ramion na wyciągu stojąc
– tricepsy – 30 powtórzeń

3. ćwiczenie na mięśnie brzucha – 30
powtórzeń

Wszystkie trzy
ćwiczenia w poszczególnych seriach łączonych wykonuję po jednej serii
jedno po drugim, bez przerw.Odpoczywam dwie minuty i
powtórka.Obciążenia dobieram tak, że praktycznie w połowie treningu
jestem już wypompowany.Nóg nie trenuję na siłowni, gdyż jak sam widzisz
mam je rozbudowane aż nadto.(faktycznie, nogom Grzegorza nie brakuje
gabarytów, co możecie sami ocenić na fotografiach)


„SdW”: Jak odżywia się taki
zawodnik, jak Ty?


Grzegorz: Nie jest
może ona zbytnio wyrafinowana.

Zaczynam dzień od zjedzenia puszki tuńczyka
przed porannym treningiem. Po treningu suchy ryż z owocem do smaku.Na obiad pierś kurczaka polana olejem
lnianym.Potem jakaś sałatka i przed wieczornym
treningiem znów tuńczyk, a po wysiłku ryż.Ogólnie staram się jadać częściej,
ale mniejsze porcje, by utrzymać wysoki poziom metabolizmu i stały
„dowóz” składników odżywczych.


„SdW”: Czy wyliczasz dokładnie swoje
zapotrzebowanie i podaż składników w diecie?


Grzegorz: Tego właśnie
nie lubię i korzystam z porad specjalisty.W najbliższym czasie planujemy właśnie
wprowadzenie diety tłuszczowej.


„SdW”: A odżywki, suplementy?


Grzegorz: Owszem.
Białko serwatkowe trzy razy dziennie (po treningach i przed obiadem).

Ponadto:

HMB 4,5g podzielone na 3 porcje

ZMA 3 caps. na noc
L-glutaminę 20g podzielone na 2 porcje

Glukozaminę 4-6 przed snem (zależnie od
samopoczucia)

Carbo, od którego teraz odchodzę (w związku
z dietą tłuszczową)

Witaminy w płynie do picia.


„SdW”: Wiele osób identyfikuje walki
„w klatkach” z typową uliczną „chuliganką”.Nie obraź się, ale
podobne pytania zadają nam czytelnicy, choć niekoniecznie kierując je
pod Twoim adresem.Czy nazwałbyś siebie chuliganem, czy bardziej
wojownikiem?


Grzegorz: Wiesz
co? Denerwuje mnie, kiedy czekam na autobus i oglądam zdemolowaną wiatę
przystankową. Chcę sprawdzić rozkład jazdy, ale ktoś go spalił lub
podarł. Chciałbym spocząć, ale ławka jest połamana, albo opluta. To
jest właśnie chuligaństwo Nienawidzę tego.


„SdW”: Czy zdarza Ci się używać
swoich umiejętności i siły na co dzień?


Grzegorz: Na tym
etapie, w jakim się obecnie znalazłem – nie. Nie musze ani sobie, ani
komukolwiek niczego udowadniać. Owszem, za młodzieńczych latach zdarzało
mi się bronić używając technik walki. Jednak tylko w wypadkach, kiedy
ewidentnie byłem zagrożony.Sporo czasu pracowałem na tzw.
”bramce” w lokalu rozrywkowym. Najczęściej wszelkie sytuacje
konfliktowe kończyły się wyprowadzeniem delikwenta z lokalu, ale bez rękoczynów.
Miało to także dobre strony. Gość napił się, rozrabiał, wyprowadzałem
go grzecznie, a on nie wracał z pretensjami.Gdybym był „nadgorliwy” to z pewnością
miałbym teraz wielu wrogów, a tego nikt nie potrzebuje.Jakoś sobie radziłem.


„SdW”: Czy uważasz, że więcej osób
rozpoczyna treningi walk celem późniejszego wykorzystania nabytych umiejętności
w złym celu, czy też wręcz odwrotnie – może jest tak, że ludzie z
zadatkami na „chuliganów” trafiając do sportu zaczynają rozumieć,
że silę można wykorzystać w sportowy sposób?


Grzegorz (wzdycha ze smutkiem): Teraz
jest moda na chamstwo i chuligaństwo.Powiem Ci, że jednak ludzie, którzy
przychodzą z zamiarem nauczenia się czegoś, by potem dzięki temu
chuliganić kończą szybko swoją „karierę”.A już z pewnością nie w mojej grupie.
Nie wymagam od trenujących jakiegoś kultu, czy przesadnej grzeczności.
Pozwalam na wiele, ale to sekcja sportowa i jeżeli ktoś naprawdę
chce się czegoś nauczyć, ten zostaje. Reszta odpada – rezygnują sami
po kilku zajęciach.I dochodzimy do sedna Twojego pytania.
Nawet, jeśli ktoś miął w głowie jakieś „brudne” myśli związane
z treningiem i negatywnym wykorzystaniem nabytego doświadczenia, ten po
pewnym czasie ich tok myślenia całkowicie się zmienia.Duch grupy ich zmienia. Zmienia ich na
plus.Uważam, że takich miejsc powinno być
znacznie więcej. Zachęcam rodziców do tego, by zezwalali swoim dzieciom
na uczestnictwo w podobnych zajęciach. Daje to szanse na pozytywne
ukierunkowanie siły i energii.Są kraje, w których system
resocjalizacji obejmuje zajęcia tego typu.Nauka jakiejkolwiek techniki, czy to
boksowania, czy innej wymaga wielu systematycznych i sumiennych treningów,
tysięcy powtórzeń.A to wymaga czasu. Jeśli poświęci ktoś
ten czas, to spotka się wiele razy z grupą. I dalej – zakładając, że
grupa ma pozytywne podejście do życia, jest dobrze „ułożona”,
wychowana, to chcąc nie chcąc integruje się w niej każdy przybyły.Nie uda mu się pozostać w „swoim świecie”.
Albo zaakceptuje zasady panujące w grupie, odrzucając negatywne rzeczy,
jakie kotłowały się w jego psychice, albo będzie musiał odejść.


„SdW”: No
właśnie. Wspomniałeś o swojej grupie. Gdzie prowadzisz treningi?Masz
jakiś formalny klub?


Grzegorz: Owszem.
Nazywa się „Mighty Bulls”, czyli „Potężne Byki”.Nazwa jest w języku
angielskim z praktycznego względu. Chodzi o wyjazdy
zagraniczne.Korzystamy z obiektów WKS „Flota” w Gdyni.
Zaplecze mamy dobre, takie samo, jak sekcja judo.


„SdW”: Na ile walki, jakie prowadzisz
są kontuzjogenne?


Grzegorz: Jeśli
siniak pod okiem jest kontuzją to tak, jest kontuzjogenne.Tak
to się kształtuje. Ja obecnie mam wszystko swoje zęby.(tutaj Grzegorz uśmiecha
się na dowód). Owszem,
zdarzają się zwichnięcia, skręcenia itp. Jednak nie więcej, niż w
innych dyscyplinach. Sądzę,
że większe niebezpieczeństwo jest w boksie.


„SdW”: Wspomniałeś o wyjazdach. Jak
toczy się Twoja kariera na szczeblu międzynarodowym?


Grzegorz: Jak na
razie nie przegrałem ani jednej walki. Było ich siedem. Wygrałem pięć,
choć sądzę iż pozostałe niesłusznie zremisowałem. Moim zdaniem były
wygrane.Na Litwie zakwalifikowałem się do finałowego
turnieju Klubu Bushido w Wilnie.To była bardzo mocna impreza, na dodatek
moja pierwsza na tak profesjonalnym poziomie.Dzięki formie, którą pokazałem w tym
starcie udało mi się (a raczej mojemu promotorowi) zdobyć kontakt z ludźmi
z Japonii. Jest realna szansa na to, że uda mi się powalczyć właśnie
w kraju „kwitnącej wiśni”, co jest ogromną nobilitacją.Zdobyłem we Włoszech tytuł
IronMen,
w turnieju gdzie nie było limitów wagowych, zaś zasady pozwalały na
bardzo wiele. Zawodnik, którego pokonałem w walce finałowej ważył
108kg, czyli był o 18 kg cięższy.Ponadto ostatnio (13 grudnia) wygrałem
Puchar Polski w swojej wadze.


„SdW”: Mówisz o „promotorze”.
Widzę więc, że sprawy toczą się bardzo profesjonalnie?


Grzegorz: Tak. Nie
ma praktycznie możliwości kontaktu osobistego z organizatorami
jakiejkolwiek poważnej imprezy międzynarodowej. Te
sprawy załatwia ktoś, kto „siedzi” mocno w rynku sportów walki,
czyli ów promotor.


„SdW”: Opowiedz proszę o najbliższych
planach sportowych.


Grzegorz: Finał
„Bushido” oraz pewien turniej pod koniec lutego w Niemczech, na którym
także pragnę powalczyć.


„SdW”: Kolejne niezręczne pytanie.
Czytelników z pewnością to interesuje.Czy da się, na poziomie, jaki Ty
reprezentujesz zarobić w tym sporcie? Czy
choćby zarobić tyle, by zwróciły się koszty przygotowań?


Grzegorz: W większości
profesjonalnych zawodów wszelkie koszta pokrywa organizator. Plus oczywiście
ewentualna wygrana.W amatorskich
zmaganiach niestety zawodnicy finansują wszystko sami.Mi osobiście udaje
się jak dotąd zarabiać na swoje przygotowania.


„SdW”: Co możesz powiedzieć o
filmie „Klatka”? Wiem, że w związku z nim pojawiało się Twoje
nazwisko.


Grzegorz: Cóż.
Nie chciałbym , by sam film identyfikowano ze mną.Treść
jest dowolną interpretacją problemu przez autora.


„SdW”:
Dziękuję za rozmowę.

 

autor: Michail – Michał Sulewski

Możliwość komentowania jest wyłączona.