Gdzie są pieniądze dla Doroty Banaszczyk? Sporty walki dyskryminowane!

Foto: Dorota Banaszczyk. facebook.com
Foto: Dorota Banaszczyk. facebook.com

„Za swój sukces Dorota otrzyma wkrótce nagrodę finansową z magistratu. (…) Zgodnie z regulaminem będzie to nagroda do 20 tys. zł.” – tak zapowiadały władze Łodzi. Dorota Banaszczyk to mistrzyni świata w karate olimpijskim. Miała zostać nagrodzona za swoje sportowe sukcesy, lecz pieniądze dla Doroty Banaszczyk do dziś nie zostały wypłacone. Czy władze w Polsce dzielą sporty na „lepsze” i „gorsze”? Niestety tak.

Może i przyzwyczailiśmy się do tego, ale…

W tym przypadku granice zostały przekroczone, bo nagroda została przez władze obiecana. Zawodnicy sportów walki nigdy nie mieli łatwego życia w III RP, ale jakoś zaczęli sobie radzić, gdy postawiono na zawodowe gale i sponsorów. I tak, i tak pomoc od państwa w przypadku tego typu dyscyplin jest znikoma. Wszyscy wojownicy wiedzą, że nie ma co liczyć na władze w Polsce zapatrzone są w sporty zespołowe, szczególnie w piłkę nożną, która w naszym kraju wcale nie stoi na wysokim poziomie. Gdy pojawia się obietnica nagrody dla kogoś, kto uprawia inny sport niż piłka nożna, pojawia się też iskierka nadziei na pozytywną zmianę. No i również tym razem znów okazało się, że nadzieja matką głupich.

Do braku pomocy można się przyzwyczaić, choć cały czas taka sytuacja wywołuje ból. Niespełniona obietnica to nie tylko brak pomocy, ale zwykły policzek ze strony polityków. Pieniądze dla Doroty Banaszczyk powinny się znaleźć. Ale widać, jak władze traktują ludzi reprezentujących Polskę, reprezentujących Łódź na sportowych arenach. Jeden z moich znajomych trenował judo i odbierał małą nagrodę od prezydenta miasta. Przy wręczaniu drobnego upominku od razu został zapytany przez prezydenta, czy chodzi na mecze miejscowego klubu piłki nożnej. O czym to świadczy? „Super. Fajnie, że trenujesz judo, ale jednak oglądaj piłkę…” – tak to wygląda.

Pieniądze dla Doroty Banaszczyk powinny być punktem honoru… Honoru w polityce?

Kolejny raz mamy do czynienia z obrzydliwą sytuacją. Władze w Polsce uwielbiają lansować się na sukcesach sportowców. Prezydent musi wręczyć nagrodę skoczkom, siatkarzom, szczypiornistom. Inny polityk przyjdzie na mecz, opowie przed kamerami, jak to wspaniale jest być na stadionie. Gdy Polak osiągnie wielki sukces, „publiczna” telewizja będzie pokazywać, jak to w Polsce nie jest dobrze, jacy to nie jesteśmy fajni i jak wielka jest w tym zasługa władzy. A później dziennikarz tworzy materiał o mistrzu i dowiadujemy się, w jakich warunkach trenuje i ile pieniędzy musi wydawać z własnej kieszeni. Jedzie na mistrzostwa, jeżeli znajdzie sponsora. Często na ostatnią chwilę.

„Czek o wartości nawet 20 tys.” brzmi jak tania zagrywka marketingowa. Obietnice przed kamerami wyglądają pięknie. Ale na obietnicach się skończyło. Pieniądze dla Doroty Banaszczyk nie zostały wypłacone, choć władze już w listopadzie zapowiadały nagrodę. Podobno „przez problemy związkowe” nie uda się jej przyznać. Mimo poprzednich deklaracji, jedyną nagrodą dla mistrzyni pozostaje książka o Łodzi. W polskiej polityce nic już nie może zdziwić. Mamy za to kolejny przykład, że dla naszych polityków słowo „honor” bardzo często występuje tylko w deklaracjach.

Sport gorszego sortu?

Ludzie coraz chętniej oglądają sporty walki, a polskie karate nadal prezentuje naprawdę wysoki poziom. Co z tego? I tak kolejne kwoty zostaną przeznaczone na kluby piłki nożnej. Sporty walki dyscyplinami gorszego sortu? To polska rzeczywistość. Piękna, inteligentna, utalentowana dziewczyna najprawdopodobniej nie dostanie obiecanej nagrody, bo trenuje sporty walki…