Nie mam dowodów, więc podam domysły. Zapytam policję, posłucham o gangsterach i napiszę o nich w tekście o wojownikach. Zestawię ich, bo też napakowani, wytatuowani i groźni. Ubiorę w ładne słowa, nawiążę do historycznych berserkerów… No i gotowe. Trochę kłamliwe, gówniane i brukowe, ale hajs się zgadza. Tak widzę ostatni tekst w „Gazecie Wyborczej” o szczecińskim MMA.

„Nie pytam o normalnych ludzi, tylko berserkerków. Czy, jak pan woli, gang sportowców.” – oto krótki, ale treściwy cytat z tekstu. Cytat, który mówi wszystko… Artykuł „Saga o ludziach pięści. Szczecinianie atakują czarne rynki Norwegii” napisany z zaplanowaną tezą. Dziennikarz nie chce słuchać o sporcie o szerokim przekroju ludzi trenujących sporty walki. W miksie opisów aparycji, domysłów, porównań historycznych (do berserkerów) niewiele jest faktów. Głównie dotyczą one zatrzymania i przetrzymywania Michała Materli. Są podane tropy policyjnego śledztwa, jednak nie ma przedstawionego żadnego dowodu na faktyczny związek wojowników z przestępstwami. Skończyłem studia dziennikarskie, więc wiem, jak powinien wyglądać rzetelny materiał. Tutaj widzę domysły, brak źródeł i konkretnych informacji. Nie zaliczyłbym warsztatów prasowych, gdybym oddał coś takiego.

Autor chce pisać o gangsterach, ale nie udaje się dojść do wystarczających źródeł. A co ma do tego sport? W gruncie rzeczy nic. Zastanawiam się nad tokiem myślenia autora. Czynnikiem decydującym o popełnianiu przestępstw ma być sport? Dlaczego skupia się na treningach i na klubie sportowym, skoro przestępcze życie prowadzą politycy, biznesmeni, mundurowi muzycy, sportowcy, słowem ludzie zajmujący się różnymi dziedzinami życia. Autor chce wytropić „gang sportowców”. Kochany redaktorze, nie ma czegoś takiego. Nie udało Ci się złapać nikogo za rękę, nie masz dowodów, to nie pisz o sportowcach, bo to spore nadużycie. Zauważasz problem? Jaką masz receptę? Zakazać treningów? Po co łączysz gangsterkę ze sportem? By promować stereotypy? By wywołać sensację wśród nieświadomych czytelników? To prawda, dawniej zdarzali się ludzie, którzy trenowali, występowali i prowadzili gangsterskie życie (wynikało to z powszechnych trudności ekonomicznych). Tylko co z tego? Winny był sport czy zadecydowały osobiste, jednostkowe czynniki.

Gdy czytałem artykuł, włączył mi się alarm. Odbieram tekst jako atak na całe środowisko. Przecież w każdym większym polskim mieście zdarzają się przestępcy, ale też w każdym z nich działa klub MMA, w którym trenują łysi, wytatuowani, atletyczni sportowcy. I każdemu redaktorowi, który chce zaistnieć na wszelkie sposoby, może przyjść do głowy popełnienie podobnego artykułu niszczącego to, co stopniowo udawało się budować – dobre imię i korzystny wizerunek polskiego MMA. Oczywiście niewielu redaktorom przyjdzie do głowy materiał o tym, w jaki sposób sport pomaga w wychodzeniu z nałogów, w układaniu sobie życia na nowo, w spełnianiu marzeń swoich i swoich bliskich, w wychodzeniu ze złego środowiska. Tekst jest manipulacyjny, obrazowy, emocjonalny, sugestywny, a zarazem pełen niedomówień. Do nieświadomej osoby spoza środowiska trafi bez problemu. Najbardziej boli to, że osoba czytająca ten artykuł nie dowie się zbyt wiele o faktycznych przestępcach, za to na pewno straci zaufanie do ludzi sportów walki. Może planował pójść na trening, ale nie pójdzie. Może planował zaprowadzić do klubu swojego nastoletniego syna, ale zdecyduje, by ten został przed komputerem i marnował kolejne godziny swojego życia. Brawo, redaktorze…

Tekst w lekkomyślności dziennikarza i jego żądzy wywołania sensacji niszczy pracę wielu ludzi. Autor szukał berserkerów, bo myślał, że to „gang sportowców”. „Berserkerzy” to sportowcy, ale nie gangsterzy. Ludzie którzy walczą na macie i w klatce pokazując piękno sportu. Gangsterskie życie to wybór indywidualny. Należy to zrozumieć, bo pisząc artykuły na poziomie najgorszych brukowców okrada się niewinnych ludzi.

Pitbull Sports