Diaz uważa, że UFC go wykluczyło. „Chcieli osłabić moją pozycję”

Foto: Irish Mirror
Foto: Irish Mirror

Już niebawem Nate Diaz wróci do klatki UFC, by zmierzyć się z Anthonym Pettisem. Młodszy z braci Diazów będzie walczył pierwszy raz od trzech lat, kiedy to przegrał on z Conorem McGregorem. Amerykanin przedstawił swój punkt widzenia na tak długą absencję, w dużej mierze obwiniając za to organizację.

34-latek to jedna z najbarwniejszych postaci w MMA. Największą sławę przyniosło mu pierwsze starcie z McGregorem, w którym Amerykanin poddał swojego przeciwnika. Walka ta mogła być punktem zwrotnym w karierze, lecz w rewanżu pomiędzy wspomnianymi zawodnikami lepszy okazał się Irlandczyk. Wydawało się zatem, że dojdzie do trylogii pomiędzy zawodnikami. Tak się jednak nie stało.

„Pokonałem najlepszego, a oni zapytali się mnie, czy chcę wziąć słabsze walki. Chcieli osłabić moją pozycję, mnie całego i to zauważyłem. Nikt jednak tego nie widział i wychodziło na to, że to ja narzekam. Tylko że ja nie dzwoniłem do was. Wy dzwoniliście do mnie, pytając, co u mnie jednocześnie mając mnie w dupie i zapominając o mnie, dając McGregorowi Mayweathera oraz Eddiego Alvareza. Ten drugi był dla niego łatwą wygraną” – stwierdził Diaz.

Zdaniem 34-latka do trylogii mogło jednak w ogóle nie dojść, gdyż w jego odczuciu nie przegrał on rewanżowego starcia.

„Czuję, że wygrałem moją ostatnią walkę. Nie płakałem jednak nad rozlanym mlekiem, gdyż przegrałem wiele walk, których tak naprawdę nie przegrałem. Powiem więcej, na pewno nie przegrałem drugiej walki z McGregorem. UFC jednak powiedziało, że przegrałem i mam ustawić się w kolejkę. Idźcie precz z takim typem myślenia. Kiedy on przegrał za pierwszym razem, to stałem się wręcz jego obsesją i cały marketing budowany był na tym, jak bardzo chce on wrócić”.

W końcu w trakcie długiej pauzy pojawiła się szansa na powrót Diaza do oktagonu. Rywalem pogromcy Conora miał być Dustin Poirier. Ostatecznie do pojedynku jednak nie doszło, gdyż „Diamond” nabawił się urazu. W taki obrót sytuacji nie wierzy jednak sam Diaz.

Poirier spierdolił, to się stało. Mieliśmy walczyć, ale to, co działo się pomiędzy mną a UFC, gdzie oni napierdalali na mnie, a ja na nich. Jednakże oni chcieli ogłosić walkę, lecz on zrezygnował z pojedynku, gdyż się z tym nie zgadzał”.

Nate Diaz wciąż wierzy w swoją wartość sportową. Jego zdaniem jest on jednym z najlepszych zawodników, jakich posiada UFC.

„Jestem aktualnie drugim lub trzecim zawodnikiem w całej grze. Nie walczyłem przez trzy lata, ale nie potrzebuje walki. Miałem to gdzieś i mówiłem o tym głośno. Każdy o tym wiedział. […] Przez trzy lata trenowałem ciężej niż ktokolwiek”.

O tym, czy tak faktycznie jest, przekonamy się siedemnastego sierpnia, kiedy skrzyżuje on ręce z Anthonym Pettisem.