Ariane Lipski przebojem wdarła się do KSW, nokautując w efektowny sposób Katarzynę Lubońską. Pochodząca z Brazylii zawodniczka trafiła jednak do MMA dość przypadkowo, a samo wejście na matę nie wiązało się z chęcią rywalizacji.

– Zaczęłam trenować w wieku 16 lat. Wcześniej nie ruszałam się praktycznie wcale, a zawsze lubiłam dobrze zjeść. Zaczęłam więc trenować żeby spalać kalorie. Na początek wybrałam muay thai, bo polecił mi to mój kolega, który już trenował. W wieku 18 lat podjęłam decyzję, że będę zarabiać walcząc i rozpoczęłam przygotowania z moim obecnym trenerem Renato Rastą. W nowej ekipie zaczęłam również trenować jiu-jitsu, a po kilku miesiącach zdobyłam mistrzostwo Brazylii w muay thai. Następnie otrzymałam ofertę stoczenia zawodowej walki w MMA, a mój trener uznał, że jestem gotowa. Można powiedzieć, że to nie ja wybrałam MMA, to MMA wybrało mnie! Ja tylko chciałam zarabiać walcząc i zaczęłam wszystko w swoim życiu temu podporządkowywać. Trenowałam tak ciężko, jak mogłam i gdy nadszedł czas walki, byłam gotowa.

Chociaż Araine nie od początku zajmowała się mieszanymi sztukami walki, to właśnie ta dyscyplina ją zafascynowała.

– To, co najbardziej mnie fascynuje w MMA to, że nigdy nie wiesz co się wydarzy, bo istnieje tyle sposobów na zakończenie walki, a zawodnicy mogą zaskoczyć wszystkich w każdym momencie. Swoje treningi zaczęłam od stójki, a teraz jestem zachwycona wszystkimi technikami parterowymi. Każda mnie fascynuje i muszę przyznać, że kocham walczyć w MMA.

Mimo fascynacji sportami walki, początek zawodowej drogi był dla Ariane trudny. Zwycięstwa przeplatała porażkami, jednak nie poddawała się i parła dalej.

– Zaczęłam profesjonalną karierę MMA w bardzo młodym wieku i nigdy nie wybierałam sobie przeciwniczek. Walczyłam ze starszymi, o wiele bardziej doświadczonymi zawodniczkami, a przegrywałam przez brak doświadczenia właśnie. Z każdą kolejną walką nabierała go jednak coraz więcej. Trenowałam w ten sam sposób i wierzyłam w pracę mojego trenera, a porażki jedynie wzmocniły mnie w drodze po wygrane.

Po trzech zwycięstwa z rzędu w roku 2015, przed Ariane pojawiła się możliwość walki dla KSW.

– Byłam bardzo zaskoczona, naprawdę się tego nie spodziewałam. Od początku roku 2015 miała już stoczone cztery walki w MMA i mój trener powiedział, że do końca roku już nie zawalczę, ewentualnie mogę wystartować w zawodach grapplerskich. Jednak kiedy mój menadżer nawiązał kontakt z KSW, trener uznał, że jestem gotowa na moją pierwszą walkę poza granicami Brazylii. Bardzo się wtedy ucieszyłam i wzruszyłam. Wiedziałam, że zaczynam nowy etap w moim życiu.

Pierwsza walka w Polsce nie mogła ułożyć się lepiej dla zawodniczki z Brazylii. Podczas gali KSW 33, po efektownej walce, znokautowała Katarzynę Lubońską.

– Pamiętam każdy detal tego starcia i gdy dziś oglądam nokaut z tej walki zawsze czuję się tak szczęśliwa, jak tamtego dnia. Wszystko było idealnie, po przyjeździe zostaliśmy wspaniale przyjęci, KSW o nas bardzo zadbało, a później wracaliśmy z moją wygraną. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego scenariusza.

Mimo, że Araine pochodzi z Brazylii, jest też związana z Polską.

– Kocham Polskę, moja rodzina pochodzi z Krakowa. A teraz, gdy mogłam zobaczyć kraj, to piękne miasto i doświadczyć uprzejmości Polaków, kocham Polskę jeszcze bardziej.

Młoda Brazylijka ma dopiero 22 lata, jednak nie brak jej ambitnych planów na przyszłość.

– KSW jest jedną z największych organizacji na świecie i jeśli dostanę szansę, chciałabym zawalczyć o mistrzowski pas. W MMA chciałabym być najlepsza na świecie w mojej kategorii. Wiem, że jestem jeszcze młoda i jeszcze dużo pracy przede mną, ale to jest moje marzenie i każdego dnia ciężko pracuję, aby je zrealizować. Póki co myślę jednak tylko o swojej następnej walce, bez pośpiechu.

Już 1 października w Zielonej Górze, Ariane zawalczy z mocną Sheilą Gaff i planuje, żeby było to starcie, które na długo zapadnie w pamięć wszystkim oglądającym galę.

[powyższa wiadomość pochodzi z oficjalnej strony KSW]

Dyskusja

Pitbull Sports