Armia Fight Night 7: Adrian Kępa wypunktował Giorgiego Esiavę

Foto: Armia Fight Night
Foto: Armia Fight Night

Adrian Kępa (7-4) pokonał Giorgiego Esiavę (1-1) jednogłośną decyzją sędziowską na Armia Fight Night 7 w Lublinie.

Od początku walki zawodnicy byli bardzo ruchliwi. Kępa wyprowadził dobre lowkicki. Esiava trafił ciosem a później ruszył po jedną nogę. Gruzin znalazł się z góry a potem poszedł po gilotynę. Kępa był z góry, choć ciągle trzymany przez rywala. Esiava w końcu musiał odpuścić uścisk. Polak miał dominującą pozycję w parterze. Esiava zdołał jednak uzyskać gardę. Starał się też wykluczać ręce rywala, aby sędzia mógł podnieść pojedynek. Kępa przeszedł pozycję i zadał kilka ciosów. Polski zawodnik nieustannie wpychał rywala w siatkę, a potem rozłożył go na plecach. Pod koniec rundy Kępa wzmocnił tempo i trafił kilkoma ciosami.

Na początku drugiej rundy Esiava wyprowadził efektowne niskie kopnięcie przestawiając przeciwnika. Kępa skrócił dystans i Esiava raz jeszcze złapał go w gilotynę. Kępa jednak się wyswobodził i sprowadził walkę do parteru.  Tam Polak ładnie obszedł rywala. W końcu uzyskał pozycję boczną. Esiava wykorzystał błąd rywala i uzyskał lepszą pozycję. Później jednak to Kępa znalazł się z góry. Polski zawodnik kontrolował walkę i starał się spuszczać kolejne ciosy. Esiava próbował kimury, lecz bez powodzenia.

Decydująca trzecia runda to szybkie wejście z ciosem Kępy. Zakręcił on rywalem i obalił go. Polski zawodnik konsekwentnie dominował nad rywalem w parterze. Esiava blisko siatki starał się wstać.Na moment udało mu się znaleźć z góry. Oglądaliśmy fragment ciekawej kulanki. Potem Esiava raz jeszcze podjął dobrą próbę gilotynę. Ostatecznie Kępa wyszedł z tego obronną ręką i znalazł się z góry. Gruzin zdołał wstać, choć ciągle był  wpychany w siatkę. Tuż przed końcem walki Esiava jeszcze  efektownie podniósl i rzucił rywalem o matę.

Wszyscy sędziowie byli jednomyślni i w stosunku 30-27 przyznali zwycięstwo Adrianowi Kępie.

Skrót walki dostępny na polsatsport.pl

Zawodnicy uczestniczący w tym pojedynku mieli początkowo mierzyć się z innymi rywalami. Zawirowania na karcie walk sprawiły jednak, iż ostatecznie zmierzyli się ze sobą w trzeciej walce wieczoru.